^Powrót na górę

Antybog czyli osobiste wpisy cd

Emocje po 6 odcinku sezonu 7 Gry o tron

Pieśń Lodu i Ognia R.R. Martina zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce moich ulubionych książek, cykli wydawniczych. Ponieważ na przedostatni tom tego cyklu czekam jak pewnie miliony innych czytelników kilka lat, śledzę zatem losy bohaterów serialu Gra o tron. Akcja sezonu 7, który jest prezentowany obecnie nie jest jeszcze znana czytelnikom, tak więc oglądanie wiąże się dla mnie z pewną dużą dawką emocjonalnego zaangażowanie, bo nie wiem co się może zdarzyć. Jeżeli odcinek 5 spowodował pojawienie się dużych emocji, to ostatni wygenerował eksplozję. Ile ja się nakląłem i nie tylko ja. Jak się denerwowałem. Osoba siedząca koło mnie w pewnym momencie powiedziała, że nie może tego oglądać. Próbowałem studzić swoje i nie tylko moje emocje. Efekt oglądania filmu mógł się dla mnie skończyć nie miło, o mało co nie rozwaliłem swojego samochodu, mając myśli zaabsorbowane scenami filmu, przeżywaniem szóstego odcinka. Co mnie tak wzburzyło? Wracając do odcinka 5, to balem się, że smok zginie. Do śmierci głównych bohaterów już się przyzwyczaiłem, ale smok, to coś innego. I pech chce, że jeden ze smoków ginie w odcinku 6 ale później pozostaje przywrócony do funkcjonowania, nie do życia. Ma oczy niebieskie.  Jest na usługach Innych. Swoją drogą skąd Inni wzięli na północ od muru tyle łańcuchów stalowych, skoro sami ich nie wykuli? Może na jakiejś platformie zakupowej zdobyli?

Najbardziej wkurzyła mnie postawa Johna Snow. Wiedział, że smoczy ogień jest zabójczy dla Innych. Wydobywał go na Smoczej Skale, a za mur udał się bez niego. Jakież to nielogiczne. I jakie tragiczne w skutkach. Trup się ściele gęsto. Inni i ich truposze nie mogą wejść do wody, nie potrafią pływać? John Snow wraz z towarzyszami chroni się przed armią innych na skalistej wysepce. Od umarlaków chroni ich wolna przestrzeń od lodu. Siedzą otoczeni umarlakami kilka godzin, może i kilka dni. Czas w Pieśni Lodu i Ognia chwilami różnie płynie. Raz ktoś pokonuje na koniu 1000 mil w kilka chwil, raz podróżuje kilka odcinków. Każdy wie, nawet my, że woda zamarza. Niejaki Ogar zaczyna bawić się kamieniami. Jeden z nich nie dolatuje do umarlaków, zostaje na lodzie. Umarlaki a może ci co nimi sterują zauważają, że jezioro pokryło się ponownie lodem. Ruszają na naszych bohaterów. A ci co robią? Nie rozwalają lodu koło siebie, nie odcinają się od umarlaków wodą, nie używają smoczego szkła, bo go nie wzięli. I giną. Od niechybnej śmierci pozostałych ratuje ich Deanerys ze smokami. Przy okazji jeden z nich ginie. Całe szczęście, że następny nie ginie. I jak się tu nie wkurzyć, nie przyklnąć? Gdy chcą rządzić światem, a nie potrafią własnym życiem?

Wiem, to jest fikcja, ale taka piękna, urzekająca, wciągająca. Na szczęście z perspektywy ciepłego fotela tamten świat na ekranie lub w książce jest tak odległy, ale oddziałujący na wyobraźnię wrażliwego odbiorcy.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.