^Powrót na górę

Góry - pozostałe sprawy

Linołażenie

piątek, 16 marca 2012 10:53 FrytkaPunk


Góry i jaskinie wymagają nie tylko sprzętu, wiedzy.

Wymagają również przygotowania własnego organizmu do wysiłku, do sprostania wyzwaniom tym przewidywalnym oraz nieprzewidywalnym. Doszedłem już dawno do wniosku, że im więcej się zmęczę fizycznie przygotowując się do grotołażenia, tym lżej mi będzie w jaskini. Przypominam sobie, jak to na kursie musiałem wyjść po linach 150 metrów do góry. To była delikatnie mówiąc często rzeźnia. Traciłem sporo sił na motanie się ze sprzętem i linami, których (sił) i tak miałem z racji chorób niewiele. Teraz jest inaczej. Pomimo, że kolejna choroba mnie dopadła, to jakoś sobie radzę. Już dwa razy udało mi się zejść w jaskini poniżej 1000 metrów. Powrót na powierzchnie z worem pełnym sprzętu trwał odpowiednio 13 i 11 godzin. Jak dla mnie to są to czasy dobre. Efekt ten uzyskałem ćwicząc regularnie, w miarę posiadanego czasu, tzw. małpowanie. Mamy 100 metrów liny. Przewieszamy ją przez dwa punkty przy suficie (stropie). Po jednej linie się wchodzi na sprzęcie do góry. Osoba asekurująca przez rolkę opuszcza po osiągnieciu sufitu małpującego. I tak do końca liny. Jak zrobię sobie w ten sposób prawie 200 metrów liny, to czuję się lepiej i wiem, że w jaskini będzie lżej. Prawda, że tych dwóch środowisk nie można porównywać. Na ściance nie mam kombinezonu na sobie, nie mam dodatkowego sprzętu, wora, nie ma takiej wilgoci w powietrzu, ale wypracowanie nawet w taki sposób własnej techniki wchodzenia przynosi w konsekwencji spodziewane rezultaty. W moim przypadku 1000 metrów liny do góry już mnie nie przeraża.

P.S.
Dzisiaj rano z Robertem znowu Linołaziliśmy

Stratermic - bielizna

czwartek, 15 marca 2012 19:33 FrytkaPunk


Stratermic. Ta nazwa do niedawna nic mi nie mówiła.

 

Przez przypadek trafiłem na wyprzedaż odzieży narciarskiej w Decathlonie. Koszulki  (Weź?ze Simple Warm) z długim rękawem zachwalane jako ciepła bielizna były przecenione do około 35 zł za sztukę. Majtki z długimi nogawkami też były w tej samej cenie. Skusiłem się. Kupiłem jeden komplet. I musze stwierdzić po kilku testach w jaskini, ze to był strzał w dziesiątkę. Za niewielką cenę kupiłem bieliznę, w której nie było mi zimno. Nawet mokra spełniała swoje zadanie doskonale. Nie tylko dobrze grzeje, ale również dobrze odprowadza wilgoć na zewnątrz. Gdy zdjąłem kombinezon w jaskini, po chwili piękne kropelki wilgoci pojawiły się na polarze. Znaczy się, że bielizna sprawdza się. I co najciekawsze tą bieliznę nie mam super dopasowaną. Wręcz ona na mnie wisi. Do bielizny z stratermic dokupiłem polar za 30 zł. I to się sprawdza. Jest mi ciepło. Oczywiście, jak siedzę pół godziny lub dłużej to robi się zimno, ale nie spodziewajmy się cudów za 70 złotych. Ale gdy wychodzę z samochodu i jestem w samych getrach z stratermicu na nogach to nie marznę jak w spodniach za 100 zł z termo aktywnej tkaniny. Różnica w utrzymaniu termiki ciała jest bardzo zauważalna. Kupiłem kolejny komplet bielizny z stratermicu i uważam, że to był dobry zakup. Każdemu marznącemu polecam tego typu odzież. Zapamiętajcie: Stratermic.

Botki puchowe

piątek, 25 listopada 2011 07:42 FrytkaPunk


Jeszcze ich nie przetestowałem, ale może w najbliższej przyszłości się przydadzą. Botki lub skarpety puchowe. Bo o nich mowa.

Ubiera się je na stopy (w ostateczności na ręce) w namiocie podczas biwaku lub w śpiworze i jest ciepło, a raczej powinno być. Nie ma nic gorszego jak niewyspanie na biwaku na lądzie lub w głębi lądu tzn. pod ziemią. Ostatnio jak spałem w jaskini to całą noc budziłem się bo w stopy było mi zimno. Od czasu ich delikatnego przemrożenia bardziej odczuwam zimno. A  rano nie byłem z tego powodu zbyt rześki, a trzeba było wędrować po linach. Na zdjęciu widoczne są botki puchowe firmy Małachowski. Nie zajmują dużo miejsca po skompresowaniu, są lekkie. Na dole botki wykończone są mocniejszą tkaniną.
Może nie są tanie, ale jak ktoś ceni wygodę, ciepło, komfort to wie, że na pewnych rzeczach nie można oszczędzać.

Zużyty sprzęt

niedziela, 22 stycznia 2012 13:11 FrytkaPunk


Częste grotołążenie ma swoje również złe strony. I to jest ta bardziej kosztowa zła strona.

Otóż sprzęt w miarę czasu spędzonego w jaskini zużywa się. W styczniu swoich ostatnich chwil dożyła moja uprząż oraz croll. Uprząż w wielu miejscach się przetarła i dalsze jej użytkowanie grozi zejściem zbyt szybkim na dno studni, co mogło by się skończyć moim zejściem z tego świata.

A croll po prostu się zużył. Gdy startowałem z dna Viva le Donne miałem dość duże problemy z crollem. W ogóle nie wybierał. Myślałem, że jest to spowodowane zbyt dużą ilością błota. Z płanią też to samo było. Miałem problemy z wyjściem. Trochę sił traciłem na walkę ze sprzętem, który nie chciał ze mną współpracować. Po wyjściu na górę przyglądnąłem się crollowi. Na skutek tarcia jedna ze ścianek straciła znacznie ze swej grubości. Pozostało jej około 1 milimetra. I tak po trzech latach użytkowania kolejny sprzęt odchodzi na emeryturę pozostawiając po sobie wiele miłych chwil spędzonych gdzieś tam w trzewiach ziemi w jaskiniach.

Dlaczego ponownie wybrałem uprząż Digger czeskiej firmy Singing rock. Otóż ma ona kilka zalet, które są dla mnie znaczące. Po pierwsze demironda wpina się tylko do dwóch stalowych uszu. Czynność zapinania uprzęży jest w związku z tym prostsza i szybsza. Szczególnie jest to dla mnie istotne gdy jest zimno a moje przemrożone ręce zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Po drugie wpinając odpowiednio demironda do tych stalowych uszu powoduję jego ułożenie, które przy długich studniach ma decydujące znaczenie przy wychodzeniu. Croll niewiele odstaje od mojego ciała w związku z czym utrzymanie pozycji pionowej ciała nie wymaga wielkiego wysiłku. Stara uprząż po upływie czasu stała się bardzo sztywna i lepiej mi się w niej poruszało. Jest jeszcze wada, o której należy wspomnieć. Uprząż nie posiada pasków podtrzymujących części nożne. Ja sobie je dorobiłem i gdy się w uprzęży poruszam to w ogóle jej nie odczuwam na ciele, nie krępuje mnie i jest najlepsza z dotychczasowo przez mnie testowanych.

Tytan rolka

czwartek, 24 listopada 2011 18:21 FrytkaPunk


No i stałem się posiadaczem zapasowych elementów do rolki. Czy szczęśliwym to się dopiero okaże.

Jak na razie to są dwie niedobre informacje. To rozwiązanie kosztuje 200 złotych oraz przyczynia się do wzrostu masy rolki simple firmy Petzl. Rozwiązanie to dwa kawałki metalu a dokładnie tytanu wykonane identycznie jak oryginały aluminiowe, czyli wykonane bardzo precyzyjnie. Od strzału zmontowałem wszystko w całość. Nie miałem możliwości przetestowania jak się zachowuje teraz rolka, ale mam nadzieję zrobić to w najbliższych dniach jak nie w jaskini to na ściance. Kiedy sprawdza się takie rozwiązanie? Otóż gdy się człowiek buja po linach starych lub linach zawieszonych od jakiegoś czasu a nie czyszczonych to wtedy zużycie rolki jest bardzo wielkie. Wystarczył mi jeden zjazd na rolce na ?1040 metrów a wytarła się, że prawie nie nadaje się do użytku. Gdy jak się szczęście do mnie uśmiechnie zjadę do Viva Le Donne lub innej głębokiej jaskini to nie będę musiał co zjazd wymieniać rolki. Teraz moja rolka nabrała tytanowej trwałości. Czas pokaże czy się sprawdzi. A w tym czasie nowa rolka może spokojnie leżeć na półce.


Wyczytałem w katalogu, że rolka waży 240 gramów. Po remoncie rolka jak widać na zdjęciu waży 46 gramów więcej. Dla odlekczających się pewnie jest to nie do przyjęcia. Dla mnie jest. Za to nie kupię piwa za 200 zł i brzuch mi nie urośnie i masa ciała nie zwiększy się o np. 5 kilogramów:) Ja wybieram inny model odlekczania:)

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.