^Powrót na górę

Góry - pozostałe sprawy

Millet Baroud II 10,5

czwartek, 26 kwietnia 2012 07:45 FrytkaPunk


Dotarła do mnie paczka.

Wśród kilku rzeczy znalazła się lina. Czarna jak węgiel. Lina Baroud II firmy Millet o średnicy 10,5 mm. Lina ładnie się prezentuje. Niestety nie należy do lekkich. Zważyłem całe 100 metrów na bardzo dokładnej wadze. Masa 100 metrów to 6,6  kg. Na stronie producenta jest napisane, że 1 metr waży 74,4 g. Coś się nie zgadza, mam jednak nadzieję, że nie kupiłem podróbki.

 

 Inne dane dotyczące liny:

  • siła graniczna: 532 daN.
  • wydłużenie: 2,9 %.
  • posuw oplotu: 6 mm.
  • wytrzymałość na rozerwanie: 3265 daN.
  • lina statyczna.

Lina jest dedykowana dla speleologów.  W porównaniu do liny Bael Spelenium Unicore 8,5 mm ta jest cięższa, więcej zajmuje miejsca. Ale koledzy mniej chyba będą psioczyć na nią gdy rozwieszę jak np. w Studni Taty. Ostatnio nie chcieli zjechać 80 metrów na linie 8 milimetrowej. Ta nie powinna się za bardzo rozciągać w ich oczach. Osobiście miałem już przyjemność poruszać się na tej linie w Jaskini Wysokiej.
Linę generalnie linę kupiłem na prezent. Może jednak zostanie przy mnie i będzie możliwość jej przetestowania w praktyce. Podsumowując jednak jestem orędownikiem korzystania z cieńszych lin, mniej ważą i mniej miejsca zajmują w worze, a przecież o odlekczaniu należy myśleć. Bo mniej lin, więcej miejsca na jedzenie:)

2012-03-22 Linołażenie

czwartek, 22 marca 2012 08:00 FrytkaPunk


W tym tygodniu udało mi się dwa razy pomęczyć na linie w celu poprawy lub utrzymania kondycji, która za dobra nie jest.

Raz z Sebastianem znalazło się czasu, chrei i sił na zrobienie 200 metrów. Dzisiaj z rana, przed pracą z Robertem zrobiliśmy po 100 metrów. Szkoda, że nie mogę tak się wpiąć i zrobić za jednym zamachem np. 500 metrów. To by było już coś.  A tak szarpie się człowiek i zrobi 100 lub 200. Ale lepszy rydz niż nic.

Koledzy Włosi w święta idą na -1200. Zazdroszczę im. Ale może jak fortuna dopisze to i mnie się uda jeszcze przed wakacjami razem z nimi tak głęboko zejść. I to na kilka dni. Jak tak człowiek posiedzi tam na dole, z własnego wyboru, trochę pomarznie to później docenia słoneczko. Och, docenia. Ale tam na dole też jest świetnie. To jest całkowicie inny świat. Kto tam nie był, ten nie zrozumie mojej nim fascynacji i nie zrozumie dlaczego tak się masochistycznie męczę na ściance i na wyjazdach. A to wszystko dla mojej przyjemności.

Stratermic - bielizna

czwartek, 15 marca 2012 19:33 FrytkaPunk


Stratermic. Ta nazwa do niedawna nic mi nie mówiła.

 

Przez przypadek trafiłem na wyprzedaż odzieży narciarskiej w Decathlonie. Koszulki  (Weź?ze Simple Warm) z długim rękawem zachwalane jako ciepła bielizna były przecenione do około 35 zł za sztukę. Majtki z długimi nogawkami też były w tej samej cenie. Skusiłem się. Kupiłem jeden komplet. I musze stwierdzić po kilku testach w jaskini, ze to był strzał w dziesiątkę. Za niewielką cenę kupiłem bieliznę, w której nie było mi zimno. Nawet mokra spełniała swoje zadanie doskonale. Nie tylko dobrze grzeje, ale również dobrze odprowadza wilgoć na zewnątrz. Gdy zdjąłem kombinezon w jaskini, po chwili piękne kropelki wilgoci pojawiły się na polarze. Znaczy się, że bielizna sprawdza się. I co najciekawsze tą bieliznę nie mam super dopasowaną. Wręcz ona na mnie wisi. Do bielizny z stratermic dokupiłem polar za 30 zł. I to się sprawdza. Jest mi ciepło. Oczywiście, jak siedzę pół godziny lub dłużej to robi się zimno, ale nie spodziewajmy się cudów za 70 złotych. Ale gdy wychodzę z samochodu i jestem w samych getrach z stratermicu na nogach to nie marznę jak w spodniach za 100 zł z termo aktywnej tkaniny. Różnica w utrzymaniu termiki ciała jest bardzo zauważalna. Kupiłem kolejny komplet bielizny z stratermicu i uważam, że to był dobry zakup. Każdemu marznącemu polecam tego typu odzież. Zapamiętajcie: Stratermic.

Linołażenie

piątek, 16 marca 2012 10:53 FrytkaPunk


Góry i jaskinie wymagają nie tylko sprzętu, wiedzy.

Wymagają również przygotowania własnego organizmu do wysiłku, do sprostania wyzwaniom tym przewidywalnym oraz nieprzewidywalnym. Doszedłem już dawno do wniosku, że im więcej się zmęczę fizycznie przygotowując się do grotołażenia, tym lżej mi będzie w jaskini. Przypominam sobie, jak to na kursie musiałem wyjść po linach 150 metrów do góry. To była delikatnie mówiąc często rzeźnia. Traciłem sporo sił na motanie się ze sprzętem i linami, których (sił) i tak miałem z racji chorób niewiele. Teraz jest inaczej. Pomimo, że kolejna choroba mnie dopadła, to jakoś sobie radzę. Już dwa razy udało mi się zejść w jaskini poniżej 1000 metrów. Powrót na powierzchnie z worem pełnym sprzętu trwał odpowiednio 13 i 11 godzin. Jak dla mnie to są to czasy dobre. Efekt ten uzyskałem ćwicząc regularnie, w miarę posiadanego czasu, tzw. małpowanie. Mamy 100 metrów liny. Przewieszamy ją przez dwa punkty przy suficie (stropie). Po jednej linie się wchodzi na sprzęcie do góry. Osoba asekurująca przez rolkę opuszcza po osiągnieciu sufitu małpującego. I tak do końca liny. Jak zrobię sobie w ten sposób prawie 200 metrów liny, to czuję się lepiej i wiem, że w jaskini będzie lżej. Prawda, że tych dwóch środowisk nie można porównywać. Na ściance nie mam kombinezonu na sobie, nie mam dodatkowego sprzętu, wora, nie ma takiej wilgoci w powietrzu, ale wypracowanie nawet w taki sposób własnej techniki wchodzenia przynosi w konsekwencji spodziewane rezultaty. W moim przypadku 1000 metrów liny do góry już mnie nie przeraża.

P.S.
Dzisiaj rano z Robertem znowu Linołaziliśmy

Zużyty sprzęt

niedziela, 22 stycznia 2012 13:11 FrytkaPunk


Częste grotołążenie ma swoje również złe strony. I to jest ta bardziej kosztowa zła strona.

Otóż sprzęt w miarę czasu spędzonego w jaskini zużywa się. W styczniu swoich ostatnich chwil dożyła moja uprząż oraz croll. Uprząż w wielu miejscach się przetarła i dalsze jej użytkowanie grozi zejściem zbyt szybkim na dno studni, co mogło by się skończyć moim zejściem z tego świata.

A croll po prostu się zużył. Gdy startowałem z dna Viva le Donne miałem dość duże problemy z crollem. W ogóle nie wybierał. Myślałem, że jest to spowodowane zbyt dużą ilością błota. Z płanią też to samo było. Miałem problemy z wyjściem. Trochę sił traciłem na walkę ze sprzętem, który nie chciał ze mną współpracować. Po wyjściu na górę przyglądnąłem się crollowi. Na skutek tarcia jedna ze ścianek straciła znacznie ze swej grubości. Pozostało jej około 1 milimetra. I tak po trzech latach użytkowania kolejny sprzęt odchodzi na emeryturę pozostawiając po sobie wiele miłych chwil spędzonych gdzieś tam w trzewiach ziemi w jaskiniach.

Dlaczego ponownie wybrałem uprząż Digger czeskiej firmy Singing rock. Otóż ma ona kilka zalet, które są dla mnie znaczące. Po pierwsze demironda wpina się tylko do dwóch stalowych uszu. Czynność zapinania uprzęży jest w związku z tym prostsza i szybsza. Szczególnie jest to dla mnie istotne gdy jest zimno a moje przemrożone ręce zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Po drugie wpinając odpowiednio demironda do tych stalowych uszu powoduję jego ułożenie, które przy długich studniach ma decydujące znaczenie przy wychodzeniu. Croll niewiele odstaje od mojego ciała w związku z czym utrzymanie pozycji pionowej ciała nie wymaga wielkiego wysiłku. Stara uprząż po upływie czasu stała się bardzo sztywna i lepiej mi się w niej poruszało. Jest jeszcze wada, o której należy wspomnieć. Uprząż nie posiada pasków podtrzymujących części nożne. Ja sobie je dorobiłem i gdy się w uprzęży poruszam to w ogóle jej nie odczuwam na ciele, nie krępuje mnie i jest najlepsza z dotychczasowo przez mnie testowanych.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.