^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2020-07-08 Wyjazd do Francji

I już się skończył. Wyjazd na urlop. Jakoś szybko się skończył. Może dlatego, że był to urlop taki jaki najbardziej lubię, jaskiniowy. A wszystko zaczęło się wiele miesięcy temu. Kolega Jerzy, Prymula zadzwonił, a może napisał, czy wybiorę się z nim do Francji do jaskini Gouffre-Bernier? Miałem nieuregulowaną kwestię z tą jaskinią. Poprzednio nie udało mi się zejść na jej dno. Bezskutecznie na dzień pisania tego artykułu jest poszukiwanie relacji z tamtego wyjazdu. Pomimo upływu dwóch lat sprawozdanie nie powstało. Nie dlatego, że nie zszedłem na dno jaskini. Ale dlatego, że nie chciałem pisać o nieetycznych zachowaniach, które doprowadziły do tego, że się to nie udało.


Prymuli odpowiedziałem, że jadę, ale wolę jechać w wąskim gronie, albo samemu tam dojadę. Wyszło jednak, że pojechaliśmy w czwórkę, Zosia, Zbyszek, Jurek oraz ja. Było trochę śmiechu w momencie pakowania się do auta Zbyszka. Z trudem wszystko weszło, albo prawie wszystko i pojechaliśmy. 1700 km przez Czechy, Niemcy, Szwajcarię i Francję. Gdzieś kilkanaście kilometrów przed docelowym miejscem, spaliśmy w jakieś zatoczce parkingowej, bo nie chcieliśmy się późno w nocy tłuc na polu namiotowym. Po śniadaniu w środę odwiedziliśmy jakąś małą jaskinię (Grotte du Bois des Eymards) i dojechaliśmy na nasze pole namiotowe. Tam się trochę ponudziliśmy i Jurek pogonił nas do jaskini Burnilion. Tam powłóczyliśmy się 1,5 godziny i wyszliśmy na powierzchnię.

Następnego dnia, 30 lipca, wyruszyliśmy rano do jaskini Goyffre Berger. Przy pięknej słonecznej pogodzie powili wędrowaliśmy do otworu jaskini. Przy otworze zjadłem liofilizata. Najedzony przebrałem się i wraz z Jurkiem zanurzyliśmy się pod ziemię. Trochę statystyki cytując Jurka: 2,15 godzin do biwaku, 6,40 od otworu na dno, potem biwak (przyp. autora: po chyba 11 godzinach) i na drugi dzień wyjście. A teraz trochę mniej ascetycznie. Pierwszego dnia spotkaliśmy 8 osób wychodzących z jaskini. Wody w jaskini było bardzo mało. Szło się nam bardzo dobrze. Chociaż właściwie to było trochę inaczej. Jurek szedł a ja musiałem za nim biec. I w związku z tym wiele w  jaskini nie widziałem. W pamięci mam jedynie widok rozmytych ścian, szczegóły nie były widoczne. Zeszliśmy na biwak, gdzie znowu coś tam zjadłem, przy nieumiejętnie skrywanej przez Jurka irytacji: znowu je. I poszliśmy niżej. Pamiętam tę jaskinię sprzed dwóch lat, z maja. Salę trzynastu poprzednio przechodziłem kilkanaście minut, trzeba było meandrować, aby nie wpaść do wody. Teraz przeszedłem na wprost, na sucho, i muszę to napisać, bez przelewającej się wody przez te pola tarasowe sala traci bardzo wiele. I szliśmy cały czas w dół. Jak wspomniałem wcześniej, musiałem biec za Jurkiem. To jest ta wielka wada peregrynowania jaskiń właśnie z nim. Ale jest też wielka korzyść. Nie muszę się przejmować nawigacją w jaskini. Utrwalam sobie w oku kolor kombinezonu Jurka i cały czas za nim podążam. Hmm, mam skojarzenie z elektoratem Zjednoczonej Przestępczości. Nic nie widzą i ślepo podążają za wodzem, nawet w przepaść. Mój wódz, Jurek prowadzi nad przepaść, ale tam jest jednak lina.
W końcu doszliśmy do dna. Ładnie tam jest. Pobawiliśmy tam kilkanaście minut, aż do pierwszego chłodu na skórze i rozpoczęliśmy odwrót. Nieskromnie przyznam się, że szło mi się bardzo dobrze. Najedzony FrytkaPunk, to szczęśliwy FrytkaPunk, mający dużo siły. Nie wlokłem się jak często to bywa, lecz parłem do góry z siłą wodospadu. No, może nietrafnie to zostało określone, ale siła była. Zaproponowałem Jurkowi, że jak chce to możemy od razu wychodzić.
Na biwaku byliśmy sami. Tam też zresztą objawiły się konsekwencje mojego uporu w kwestii ubioru, nie będzie mi Jurek mówił w jakim kombinezonie mam chodzić. No i w moim gumoteksie chwilami się gotowało i dosuszyć odzież nawet nad palnikiem trudno było. Mokry położyłem się spać. W nocy zaczęło być bardzo zimno. Ściągnąłem mokrą odzież i zasnąłem porządnie.

20200708francja03

Szczęśliwi zdobywcy dna Goyffre Berger. Autor zdjęcia: Zbyszek

Rano, nie czekając na wschód słońca, ubrałem tę wilgotną odzież, zjadłem małe co nie co i poszliśmy do góry. Po drodze, ku znowu niezadowoleniu Jurka musieliśmy przerwać podróż aby opróżnić co nie co. Już na powierzchni, Jurek skwitował to moje postoje na jedzenie i coś innego krótko: Frytka tylko jadł i srał. W tej jego lakonicznej a jakże pełnej przekazu informacji zatracać się może fakt, że nie tylko jadłem i srałem, ale również zszedłem na dno jaskini, -1100 metrów poniżej otworu.
Wyszliśmy na powierzchnię w dobrym czasie, w dobrych humorach. Ja nawet na śpiewająco, czym obudziłem czekającego na nas Zbyszka. Po wyjściu Jurka był czas dla fotoreporterów, gwiazdy stały (jak to się nazywa, acha:) przy ściance, którą tym razem pełniły skały wapienne).

Jeden lub dni odpoczywałem. Byliśmy w jakimś tam mieście. Jurek w końcu zarekomendował jakiś tam kanion. Wyszła jednak z tego jaskini, przez którą leniwie lała się woda. Kanion - Grotte de L'Orette. Mój pierwszy w życiu kanion. Nie udało mi się wymigać. Za każdym razem gdy Jurek mnie namawiał na kanion odpowiadałem: ja jestem grotołazem.

Następnego dnia był kolejny kanion: Kanion des Ecuces /Aval/. Tam to już była woda. Jako że jechałem ostatni na moich barkach spoczywało ściąganie liny, z czym to różnie było. Na naszej trasie nawet był moment na skakanie. N początku się bałem, ale tak mi się to spodobało, że skoczyłem dwa razy. Niestety, w trakcie skoków w moich okularach jedno szkło się podzieliło na dwa i miałem delikatne problemy z oglądaniem świata. Z tego kanionu jak i następnego pamiętam dwie kwestie: wodę i zimno. Jakoś w jaskini lepiej zimno znoszę.

Któregoś tam dnia na biwaku pojawił się przedstawiciel Speleoklubu Warszawskiego, Krzysztof. Jakoś tak wyszło, że następnego dnia udał się z nami do jaskini pod jakaś tam drogą, gdzie włóczyliśmy się około godziny.

Następnego dnia poszliśmy do jaskini Gournier. Idzie się w niej od dołu do góry. Na wejściu jest jeziorko. Jurek zorganizował łódkę, na której przepłynęli na drugą stronę. Mały trawers i weszliśmy do części suchej, którą pod górę szliśmy 1-1,5 godziny. Przed wejściem do części mokrej jak zwykle coś zjadłem, przebrałem się w suchy kombinezon i poszliśmy już tylko dalej, pod górę w trójkę Jurek, Zbyszek i ja.

No co ja tu Wam będę pisał, to trzeba samemu zobaczyć. Jaskini jest przepiękna. Idzie się cały czas w wodzie, chwilami trzeba płynąć, są liny. Jeziorka, rozświetlane światłem czołówek kolegów mienią się wszystkimi kolorami. Rewelacja. Minęliśmy miejsce, które sprawiło kłopoty Jurkowi rok wcześniej. Szliśmy dalej pod górę. Doszliśmy do syfonu. Popłynąłem do końca, i nie znalazłem przejścia. Wracając Jurek dostrzegł linę, po której mieliśmy iść dalej. Ale zimno się zrobiło i zaczęliśmy odwrót. Myślałem, że byliśmy na +300 i nie pomyliłem się wiele, byliśmy na +285 metrów w czasie 8,5 godziny. W sumie to dobrze, że nie doszliśmy do końca, mamy cel na następne wyjście. Trzeba niestety uważać na liny, zdarzają się przetarte.

Ostatniego dnia był jeszcze jeden kanion: Furon. Ale tam zmarzłem i trochę nabrałem wody.

I zaczęliśmy powrót do domu. Było jeszcze zwiedzanie jakiegoś cmentarza we Francji, browaru w Pilznie i przyjazd do domu.

Podsumowanie: udało się zejść na dno Goyffre Berger, wejść wysoko w jaskini Gournier, i zobaczyć trzy inne jaskinie. Jaskiniowo się spełniłem, no prawie, bo gdzieś bym jeszcze poszedł.

Opis Prymuli:

2020.07.29
Grotte du Bois des Eymards - partie wstępne
Jaskinia Burnilion do nacieków /1,5 godzin/

2020.07.30-31 Gouffre Berger - 1100 /suche dno jaskini/ - Marcin Freindorf, Jerzy Ganszer. 2,15 godzin do biwaku, 6,40 od otworu na dno, potem biwak i na drugi dzień wyjście. Około 26 godzin w jaskini. Frytka i Prymula w tej akcji mieli po 6 zejść na minus tysiąc metrów.

2020.08.01 Kanion - Grotte de L'Orette   /kanion i jednocześnie  jaskinia/. Trawers między otworami w dół.

2020.08.02 Kanion des Ecuces /Aval/ /nr 34/. Piękny! Po wyjściu deszcz!

2020.08.03 Jaskinia pod drogą Roche - obszerna zrobiliśmy tam "koło" po linach. Na tej akcji dołączył do nas przedstawiciel Speleoklubu Warszawa - Krzysztof Gajewski. Potem trzy osoby były bezpośrednio za rzeką w jaskini "z rurą". Opady deszczu, potem obiad w restauracji.

2020.08.04 Jaskinia Gournier . Grupa szturmowa - Frytka, Zbigniew, Prymula. Grupa wsparcia do wody Zosia i Warszawiak. Grupa szturmowa po pewnych perypetiach dotarła na + 285 m, co jest rekordem klubowym w przewyższeniu od otworu. Większość drogi w wodzie, zimno!  Czas akcji podziemnej to 8,5 godzin. Uwaga - Jaskinia Gournier jest też zaliczana do kanionów.

2020.08.05 Kanion Furon. Zjazdy na linie, topogany, skoki. Zaczynamy powrót do Polski

2020.08.06 Obiad i zwiedzanie browaru w Pilźnie. Powrót do Bielska

 

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.