^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2020-09-05-06 NadKotliny odsłona druga

Drugie wyjście do NadKotlin w 2020 roku. I tak jak poprzednio, bardzo wcześnie rano pobudka, śniadanie, jazda samochodem. Tak jak i poprzednio jadę z Agnieszką. Tym razem jednak jedziemy na dwa dni. Naszym celem jest dojście od Nad Kotlin do Jaskini Wilczej.

Pogoda jest jak na Tatry doskonała. Jest nawet chwila na opalanie. Ruszamy w dół, Mamy większość jaskini zaporęczowanej. Niosę brakujące liny na zjazd z Obejścia Gliwickiego i kolejną linę. Po jej zjechaniu przygotowujemy sprzęt do wychodzenia.

Drogę już trochę znam, ale wkrótce wchodzimy w teren mi nieznany. Jest krucho, liny nie są w najlepszej kondycji. Ale idziemy dalej. Robi się trochę ciaśniej. W końcu wkraczamy do Kościółka. Jest ładnie. Jest i Katedra. Ta to robi wrażenie. I mam dylemat, trzy liny, do której się wpiąć? Wpinam się do identycznej jak dotychczas. Lina jest długa. Później jeszcze jedna. Dochodzę do przepinki i zastanawiam się jak mam się tam wcisnąć. Wchodzę bez większych problemów. Trochę giełgania i jestem. Czas na Agnieszkę. I włącza mi się wtedy irracjonalna obawa, może nawet strach. Czy Agnieszka przejdzie przez to coś, wszak ma bardzo małe doświadczenie jaskiniowe, o czym ja co chwilę zapominam, mówiąc dasz sobie radę. No i jakoś tam utknęła w tym miejscu. Trochę pomogłem i wyszła. Ale ten niepokój, o, to właściwe słowo, mnie nie opuszcza, nawet zaczyna się potęgować. Z takim coraz mniejszym zaangażowaniem szukam dalszej drogi. Nie ma towarzyszącemu nam przeciągu. I gdy już mówię czas wracać znajduję drogę. Zaraz za liną należy skręcić w niski korytarz po prawej stronie, wcześniej niewidoczny. Idziemy dalej. Niepokój każe mi zostawiać znaczniki, abym mógł wrócić. Jeszcze jedna lina i niepokój jest nieubłagany. Poddaję się jego presji i zawracam. Zresztą godzina jest już późna. Jest po godzinie 20. Najpierw zjazdy, a później marsz do góry. Nad Obejściem Gliwickim czas na herbatę i małe jedzonko na szybko. Idziemy dalej. Czekam na wolną linę. Marznę. Sił też już nie mam jak wcześniej. Zaczynam się wlec. Lina za liną. Gdzieś mi jedna umknęła, ale nie mam z tego powodu żalu. W końcu jest i biwak. Jest godzina 2 minut 30, po północy. Czas na szybkie jedzenie i spać. Przed nami krótka noc. Na godzinę 12 w niedzielę, mamy u Chomika ustaloną godzinę alarmową.
Niewyspany budzę się o 9 rano. Jakoś się guzdrzę, czy może guzdrzemy, że wychodzę po Agnieszce na powierzchnię o godzinie 11:40, co Chomik kwituje: co tak długo?

Będzie i odsłona trzecia, w kolejnym artykule.

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.