^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2021-03-13 A miała być Miętusia

Marzec. Idę wraz z Kają do jaskini. Jak za starych czasów, ale nie do końca. Kaja musi wrócić wieczorem do domu, do syna, dlatego długie włóczenie po jaskini nie chodzi w rachubę. Mamy ładną pogodę, (jak pamiętam, piszę artykuł po upływie dwóch tygodniach), spokojnie, bez zapadania się w śniegu powoli idziemy do jaskini. Na polanach w Dolinie Miętusiej korzystam z kąpieli słonecznej. Przy rozmowie droga do jaskini mija szybko. Przebieramy się. Nie jest zbyt zimno, co na warunki zimowe jest nawet komfortowe. Wchodzę pierwszy do rury by po kilkunastu metrach się zatrzymać. W pozostałą dziurę z trudem wkładam nogi, ale tam gdzie się zaczyna dupa już nie starcza miejsca. Korek lodowy. I to taki pokaźnych rozmiarów. Takiego czegoś jeszcze nie było. Aby po kilkunastu metrach trzeba było zawrócić. Rozumiem, Syfon Zwolińskich wylał i nie można pójść dalej. Ale żeby nawet nie dojść do pierwszej liny? Kiedyś doszedłem do niej nie mając kasku, czołówki, po ciemku w ogonku innych bez czołówek, którego początek rozświetlał telefon komórkowy.

20210313mietusia1

Kaja proponuje aby rozkuć lód. Po pierwsze jest to wielka bryła lodu, a po drugie nie ma czym. Wokół sam lód, a na zewnątrz gruba warstwa śniegu. Gdzie tu młotek znaleźć? Sobota dzisiaj, sklepy otwarte, ale nie chce mi się chodzić w te i we w te. Na powierzchni reorganizujemy się i idziemy do Wyżniej Miętusiej. Trochę jest pod górę i w głębokim śniegu. Ale dochodzimy do otworu. Już wcześniej przebrani wchodzimy do jaskini od razu. Coś tam pamiętam z rozkładu korytarzy, na szczęście nie ma ich zbyt wiele, tak więc udaje się nam zejść na płytsze dno i do pierwszego syfonu w drugiej odnodze. W drodze powrotnej spotykamy dwuosobową grupę z naszego klubu. Wychodzimy na powierzchnię jeszcze za dnia. Powrót do samochodu i rozstaję się z Kają wierząc, że za niedługo znowu gdzieś razem pójdziemy.

20210313mietusia0

Przypomina mi się moje pierwsze wyjście kursowe w Tatry. Wtedy również była Wyżnia Miętusia. Ale to były całkowicie inne okoliczności. Jak to dawno było. Bardzo. Kilkanaście lat temu. Byłem wtedy młodszy, pełny werwy, sił. Niezdarny na linach. Niektórzy patrzyli na mnie dziwnie. Dla nich byłem za stary na kursanta. Tyle czasu minęło i, większość z tych co na mnie dziwnie się patrzyła, to jaskini ze środka dawno nie widziała. Tak jakoś wyszło, że z brzydkiego kaczątka wyszedł kiepski grotołaz, ale który cały czas próbuje swoich sił w jaskiniach. Przez ten czas poznałem wielu ludzi, z którymi byłem razem w jaskini. Ile ich było? Nie wiem, ale może ponad sto albo i więcej. Nieliczni dalej włóczą się po jaskiniach, reszta gdzieś przepadła. Tak wyszło.

20210313mietusia2

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.