^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2021-03-27 Trawers Czarnej

Niewiele spraw, rzeczy, które zaplanowałem udaje mi się zrealizować. Wydaje mi się chwilami, że moje życie to taka baśń pod tytułem 1001 pomysłów, które nie są realizowane, zostają li i wyłącznie w planach. Są osobnicy, a właściwie osobniczki, teraz jedna, która kpi z moich pomysłów, tych wiecznie niezrealizowanych. A ja sobie tak myślę, że dopóki mam pomysły, to jeszcze żyję. Cóż że nie zrealizowane, ale mam.

Ale chyba jest coś co udaje mi się regularnie realizować. To wyjścia do jaskini. Jest coś jeszcze, to koncerty punkowe, ale teraz to już nie z mojej winy na nie się nie mogę udać. Wracając do jaskini, to staram się regularnie do nich wracać. Co dwa tygodnie, dwa razy w miesiącu. I to jest piękne, dalej mi się chce.

I tak też było 27 marca 2021 roku. Po dwóch tygodniach przerwy, wyruszyłem rano jak zwykle w Tatry by gdzieś tam wejść pod ziemię. Tym razem nie miałem pójść sam, ale w szerszym gronie. Trzon tego grona stanowił Prymula, który się ze mną skontaktował w sprawie wyjścia i jego znajomi.

20210327czarna04 cr

Spotkaliśmy się w Kirach. Ruszyliśmy jak na mnie w bardzo dużym gronie, było nas sześcioro, tłum, stonka, zbiorowisko. Szliśmy przy pięknych warunkach pogody. Było słonecznie, ciepło, wprost wspaniale, wymarzona pogoda aby pójść do jaskini, gdzie jest ciemno, zimno, mokro, leje się na głowę, błotniście, czyli jest tam wszystko to co grotołaz taki jak ja lubi.

Gdy jako ostatni wpinałem się do liny zjazdowej zobaczyłem osoby, które podeszły pod otwór. Po zdawkowym dzień dobry, pytaniu z jakiej bandy jesteście pojechałem w ciemność. Znowu jaskinia Czarna, znowu trawers, trzeci raz w tym roku. Taaa, gdy warunki są niesprzyjające, bo te na dole jaskinie zalane, te na górze albo zasypane albo lawinowo niebezpieczne, pozostaje Jaskinia Czarna. Dlaczego chwalę, się, że trzeci raz trawers Czarnej w tym roku, ono właśnie z tym chwaleniem się to jest trochę na wyrost. Bo poznałem osobę, która w Czarnej w tym roku była już 10 razy. Szacunek, za częstotliwość wyjść jaskiniowych. Ja w tym roku byłem tylko 7 razy (w trzy miesiące, gdy weekendów było 13). Ach, gdy młodszy byłem, też bywało, że miałem taka średnią. Nie, nie kładę mniejszej częstotliwości wyjść tylko na karb wieku. Mam wnuczęta, z którymi minimum raz w miesiącu muszę się widzieć. Ktoś musi w nich zaszczepić miłość do gór (i do jaskiń), bo na swoich wapniaków, to te wnuczęta nie mają co liczyć. Walka o wolność też zajmuje mi wolne dni. I tak wychodzi, że dwa razy w miesiącu odwiedzanie jaskini się zdarza, co przy średniej krajowej pozostałych grotołazów jest i tak bardzo dużo.

Wracając do pobytu wewnątrz jaskini, to było jak zwykle. I jak zwykle się cieszyłem, że dane mi jest tu być. Trzymając się albo z tyłu albo wyforsowawszy się na przód mogłem trochę pobyć sam. A dlaczego lubię pobyć sam. Jest wiele ku temu przyczyn. Jedną z nich jest polityka. Tak, polityka. Nie opuszczają mojej głowy myśli, o byciu wolnym, wszak według mnie nie mam genu niewolnika. Niestety, pomimo składanych samemu sobie solennych obietnic nie potrafiłem coś nie powiedzieć na temat wspaniałych rządów Zjednoczonej Przestępczości, o ich uczciwości, o ich prawdomówności, o prawie i sprawiedliwości co zagościło w kraju nad Wisłą. No i znalazł się taki, co ich lubi, znalazł się antysemita, znalazł się ksenofob. A ja jaj. Masz Frytka. Zasiałeś dyskusję, teraz zbieraj burzę. I dlatego najlepiej jak jestem sam. Sam się tłukę ze swoimi myślami. A tak dla przytoczenia kawałek tekstu zespołu Włochaty z piosenki „White power”, a propos mojego pytania na które nie otrzymałem odpowiedzi: ile Ty widziałeś na żywo Żydów?:

…Antysemityzm Bez Żydów, Rasizm Bez Kolorowych
Nacjonalizm, Kult Wojny, Nienawiść Bez Powodu..

Pokonałem Prożek Rabka z pewnymi kłopotami. W okularach ze szkłem do poruszania się, a nie do czytania, ta skała jakaś taka niewyraźna była. Dobrze, że pamiętam wyjątkowo miejsca położenia chwytów, bo inaczej kiepsko to (wspinanie) „widzę”. Chwilę później podeszła grupa i wyjątkowo Prymula powiedział aby im założył linę bez komentarza: Frytka, ruszaj się psie. I o zgrozo, do końca wyjścia ani razu nie zwrócił się tak do mnie, z wielkim ubolewaniem z mojej strony. Prymula się starzeje, język jego staje się mniej ostry. Aby przywrócić Prymuli jednak szacunek, raz coś tam powiedział ze swoich licznych powiedzeń: rzucasz linę gorzej niż wiadomo kto, kogo nazwiska nie wolno wymawiać w tym kontekście…

Poszliśmy dalej. Ha, pomyślałby ktoś, że nic nowego w Czarnej mnie nie może spotkać. A tu proszę. Sposób pokonywania Trawersu Herkulesa na sposób Prymuli, czyli zjazd po przekątnej z pierwszego punktu na tzw. złodzieja, bez klasycznego trawersu, pierwszy raz widziałem. Tak szybko pokonać trawers teraz mogę. Że też na to wcześniej nie wpadłem, minimum inteligencji chciałoby się powiedzieć, korzystając z bogatego zasobu zwrotów Prymuli.

20210327czarna14 cr

Zjazd do Jeziorka Szmaragdowego zrobiłem ostatni. Zanim sklarowałem linę, Prymula poręczował trawers nad jeziorkiem. Znowu szedłem ostatni gdy dogoniła nas para osób. Zaproponowałem, że mogą przejść po naszej linie. Prymula coś tam, coś tam, że to za długo będzie trwało, ale przeszli. I poszliśmy dalej chwilami w ośmioosobowej grupie. Kilka progów do góry, zjazd Imieninową i jesteśmy w dużych, obszernych korytarzach głównego ciągu. Dogoniliśmy parę osób i zacząłem się wspinać w Progu Latających Want. Szybko poręczowałem, aby mogli wychodzić i nie marzli. Na końcu Michał trochę mnie asekurował, bo skurcze w nogach miałem. Jako ostatni wyszedłem na powierzchnię.

Warto zaznaczyć, że chyba pierwszy raz w życiu w takim śliskim miejscu przed samym otworem północnym śnieg w dość dużej ilości zalegał i podobno otwór był zasypany. No i mam pytanie, kto odkopania dokonał? Najlepszy pies: Prymula. Jak on tam pewnie walczył, z tym białym wrogiem, tego żaden artykuł nie odda, tego męstwa, poświęcenia, determinacji. Prymula, jesteś Wielki (to też z Twojego zasobu zwrotów).

Na swoją kolej na zjazd na powierzchni trochę poczekałem, aż się delikatnej delirki z zimna doczekałem. Powrót przez Polanę Upłaz nie był najlepszy dla mojego zdrowia. Ci przede mną wyrąbywali tak głębokie dziury stopami, że ja zapadając się uderzałem o śnieg klejnotami no i jak z fioletowymi miałem do domu wrócić? Właściwie tak nie było, ale coś śmiesznego chciałem napisać.

A na Adamicy to mieliśmy zawrotną prędkość schodzenia. Śnieg był w sam raz. Chwilami jechałem na worze, jaskiniowym a nie mosz-nowym. I w bardzo krótkim czasie byliśmy na dole. Przy samochodach się rozstaliśmy. Koleżanka i koledzy pojechali, a ja zjadłem wspaniałe, smaczne leczo (nieprzygotowane przez mnie) i dopiero ruszyłem w drogę powrotną z prawie pełnym brzuszkiem i ciepłą, świeżą herbatą w kubku.

 

Większość zdjęć autorstwa Prymuli.

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.