^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2021-06-23 Grotołażenie w środku tygodnia

Jak zawsze weekendów mi brakuje. Jak zawsze jest ich niedosyt. W czerwcu na przyjemności te górskie, jaskiniowe weekendów było jak na lekarstwo. Raz tylko w Tatrach w jaskini? Jakże to tak. Niemożebne. Dzwonię do Jurka, bo co jakiś czas dzwoni do mnie czy nie przejdę się z nim do jaskini w środę, bo może a nie ma z kim. Odbiera telefon, umawiamy się na 23 czerwca, do Wielkiej Śnieżnej.

20210623sniezna00

I tak gdzieś wcześnie rano (5:00), w środę spotykamy się w Bielsku-Białej. Maria, Jurek i ja. Jedziemy i mamy trochę czasu na rozmowy. Cały czas się pilnuję aby nie gadać o polityce. Nie pamiętam czy mi się udało, ale jest to jeden z powód dlaczego od ludzi stronię.

Wspaniały, ekumeniczny Jurek pozwolił mi coś zjeść zanim wyszliśmy z samochodu. Jak na niego to bardzo duży postęp. Nie padły wtedy słowa: Frytka, ruszaj się psie. Ani nawet później. Co się z tym człowiekiem robi? Zęby z racji wieku mu wypadają?

Idziemy Doliną Małej Łąki. Ludzi mało, to się ceni. Pogoda dopisuje. Nie pada, a nawet jak pogrzebię w pamięci to przyjemnie delikatnie pochmurno było z naciskiem na delikatnie.

Przed Przechodem jeszcze zalegało trochę śniegu. Na Niżnej i Wyżniej Świstówce świstaki gwizdały jak szalone, zagłuszając ciszę parku narodowego. We łbach się zwierzynie poprzewracało. Ach, gdyby tu byli dzielni policjanci, to by kocioł zrobili, każdego świstaka by wylegitymowali i sprawę do sądu by skierowali. Za zagłuszanie ciszy, może za wygwizdywanie towarzysza jarosława, któż wie co się w głowach policji może dzisiaj uroić, która jedynej słusznej partii służy.

Przed jaskinią powoli się przebieramy. Jest pięknie. Jest ciepło. Chwilami chmury zasłaniają tę górę z żelaznym symbolem zniewolenia tego kraju. Jest zatem wspaniale. Po przebraniu pierwszy rusza Jurek. Poręczuje. No, tego tematu nie będę rozwijał. Ja wlokę się na końcu. Na Wielkiej Studni napiera okropnie woda. A mi na dodatek zjazd na rolce kompletnie się nie udaje. Muszę linę wciskać do rolki. Ręka boli, w majtkach mokro, nie zapowiada się grotołażenie najlepiej. Idziemy dalej. Suchy biwak, pozostawiam sprzęt biwakowy, licząc, że starczy mi sił na dół i z powrotem i ruszam w dół. Jurek jak zwykle prowadzi. Ha, ha, ha, w jednym miejscu się waha gdzie pójść i wtedy jest moja chwila, włączają się reflektory, kamery rejestruje moje słowa, gesty: tamtędy, prawię.

Błotnie łaźnie, kwintesencja marszu do Dziadka. Błotko, ślisko, do dupy, he, he, he. Jest i Syfon Dziadka, Maria, Jurek i Dziadek, czyli nieskromnie ja. Który to już raz tu jestem? Nie pamiętam, ale jest to do sprawdzenia. Pierwszy raz byłem tu z Jurkiem, z drogi niewiele pamiętam, biegłem za nim wypluwając płuca. Całe szczęście, że dzieli nas kilkunastoletnia różnica wieku i Jurkowi od tamtego czasu minimum 10 lat przybyło. Bo teraz za nim nadążam.

Idziemy z powrotem. Za Błotnymi łaźniami ruszam szybciej do góry aby mieć czas na gotowanie. Z tym szybciej, to mam pewne wątpliwości. Na brzuszku fałdka dalej jest ale w środku był pusty. Ale doszedłem na Suchy Biwak, gdzie było jedzenie, herbata i Maria z Jurkiem nie musieli na mnie czekać, miałem 30 minutową przewagę, brawo ja.

Ruszamy do góry. Dęporęczuję. Na Wielkiej Studni jak mi się wydaje, mocniej leje. Standardowo nakładam na siebie folię NRC i wlokę się po linie. Mam drugie płukanie majtek, ale plecy są suche. Przez folię niezauważam gwałtownie zbliżającej się skały i dwa razy przywalam w skalę przy przepince, raz tak mocno kaskiem, że nawet zakląłem.

Gdy jestem na górze Lodospadu podciągam linę. Bez skutku. Trzeba zjechać na dół, a tam do mnie uśmiecha się nierozwiązany węzeł. To było specjalnie, tak sądzę, chciałem dłużej pobyć w jaskini. A później, na zewnątrz, NA POLU, było jeszcze jasno, ciepło. Bardzo dobrze, bo zmarzłem na linach bardzo.

Schodzimy do samochodu powoli, delektując się tę niepowtarzalną aurą, ciepłem. Jestem bardzo szczęśliwy. Tak działa na mnie jaskinie, pobyt w tych ciemnych korytarzach, wysiłek, zmęczenie, pot, zimno, walka ze swoimi słabościami, niekiedy strachem.

A później była jazda samochodem, położenie się do łóżka o 3 nad ranem, po 23 i pół godzinie na nogach. A o czwartku, po pobudce o 7 rano przed pracą to lepiej już zamilczeć, opuścić zasłonę milczenia.

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.