^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2013-06-15 Było mokro

środa, 19 czerwca 2013 05:38 FrytkaPunk


Jak wspomniała Honka w swoim artykule byłem w jaskini.

Po przeszło dwumiesięcznej przerwie w końcu udała się dłuższa akcja. Do otworu jaskini dotarło nas dziewięcioro. Nie pamiętam kiedy ostatni raz grotołaziłem w tak dużym gronie. Pewnie żaden klub nie jest wstanie wystawić naraz tylu ludzi, muszą w tak licznym wyjeździe uczestniczyć co najmniej dwa, tym razem były trzy: ST, SBB i KKTJ. Cała jaskiniowa banda podzieliła się na trzy grupy, które miały swoje określone plany: Janek miał kilku pomocników do robienia zdjęć, Zosia z Jurkiem tak chcieli się przejść przy okazji służąc Kai i mnie za przewodników. Z Kają mamy trochę pomysłów, jeden z nich realizujemy powoli od zeszłego roku. Jeden z etapów, to rozpoznanie drogi do Błękitnej Laguny. Udało się, dotarliśmy tam. Do Magla prowadził nas nieomylny Jurek, który jak zwykle był za szybki. Nie wiem gdzie się rodzą tacy ludzie. Zosia zresztą stwierdziła, że Jurek to jest Zwierz Jaskiniowy i nic więcej nie trzeba pisać. Samotnie we dójkę z Kają realizowaliśmy nasz plan. Magiel, Elektromagiel i jest Błękitna Laguna. Wody po licznych deszczach waliło jak cholera. Poszedłem pierwszy. Zresztą poszedłem to zbyt mocne słowo.

Najsamprzód próbowałem przemieszczać się na łokciach i kolanach. Ponieważ mam potargany kombinezon, wodę nabierałem szybko. Po dwóch metrach czołgałem się w wodzie. Jurek mówił, że woda leniwie płynie pomiędzy kamieniami. Tym razem było jej sporo nad kamieniami. Pierwszy zakręt w lewo, coś ciasno. Muszę zdjąć uprząż. Po kilku minutach się udało. Cały jestem mokry. Czołgam się dalej. W wodzie, który omywa moje ciało. Po kilku metrach ściągam kask, nie mogę ruszać z nim głową. Kładę głowę w wodzie i robię jeszcze metr do przodu. Jest bardzo ciasno. Nawet jak dla mnie. Czy tu jest właściwa droga? mam dylemat. Za chwilę swoim ciałem prawie zatkam rurę. Woda się spiętrzy i będę jak korek. To za dużo nawet dla mnie. Aż tak nie jestem porąbany. Wycofuję się, czołgając się. Cały jestem mokry, w gumowcach chlupie woda. Wracam za Kają. Elektromagiel, żadna przeszkoda. Na Maglu czekam na wolną linę. Zacząłem się trząść intensywnie z zimna. Teraz moja kolej. Po kilku ruchach pantin się odpiął, stopka od płani spadła, poruszam sie wyłącznie na płani. Nie jest lekko. Ci co mieli wątpliwą przyjemność odwiedzić Magiel, to wiedzą jak tam jest. Wylazłem. Woda się na mnie gotuje. Idziemy do Biwaku. O dziwo w kilku miejscach nawet wiem gdzie iść, a gdy nie wiem, gdy mamy wątpliwości patrzę się na plan, myślę, próbuję coś z tego galimatiasu kresek odczytać i docieramy bez problemu do biwaku. Na Biwaku dostrzegamy ostatnie dwie osoby z grupy fotografującej. My udajemy się na posiłek. Były dwie herbaty, ja posiłek na ciepło. Ruszamy do góry. Gdy pokonałem I płytowiec, spadł mi pantin. Zjechałem na dół i jeszcze raz polazłem do góry. Później kilka lin i zobaczyłem na zlotówce błękit nieba. Na zewnątrz było przepięknie,ciepło, słonecznie. Już zapomniałem (przez długą zimę), że może być tak pięknie po wyjściu z jaskini. Pozbieraliśmy się i rozpoczęliśmy z Kają powrót do Małej Łąki. To co wnieśliśmy w dziewiątkę na górę, tzn. liny, musieliśmy znieść we dwójkę. W połowie Kobylarza wysiadły mi nogi. Ze zmęczenia. Na Przysłopie ponownie było źle. Zaległem na ławce. W końcu doszliśmy do samochodu.

Dzisiaj jest wtorek, nogi dalej bardzo bolą. Tak się kończy jak za rzadko się grotolazi.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.