^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2013-06-29 Grotołażenie

wtorek, 02 lipca 2013 07:01 FrytkaPunk


Otrzymałem zaproszenie na wspólne wyjście do jaskini od mojego kolegi z SBB, Prymuli.

Z uwagi na to, że moja Partnerka jaskiniowa miała się bawić w rytmie disco polo na weselu, osamotniony tym bardziej skorzystałem z oferty i wyruszyłem wraz z dwoma kolegami na miejsce zbiórki, którym była Polana Rogoźniczańska. Na polanie panowały warunki trudne, nie tylko dlatego, że wody trochę było, ale dlatego, że ponad to niewiele było. Przyszło mi spać pod wiatą za 10 zł. Pewnie nocleg kosztował 2 zł, a reszta to klimatyczne, podatki i koszt utylizacji śmieci. Bo za spanie pod wiatą więcej chyba brać się nie powinno dudków. Wieczorem, a właściwie w nocy, o tak późno dotarłem pomimo wcześniejszych zapowiedzi, że o 18:30 ruszymy, manewry trwały krótko, kolacja i nyny.

Rano, pobudka o 5 minut ileś tam aby wcześnie wyruszyć w góry. I udało się. Wyruszyliśmy punktualnie. Prymula jest bezlitosny. Po trzech godzinach byliśmy przy otworze. Pogoda dopisywała, nie padało. Liny były zworowane w kolejno ponumerowanych worach. Jak to się dzieje, nie wiem, ale wory nie poruszały się zgodnie z numeracją. Prymuli wyrwało się to i owo na ten temat. Szanowni kursanci pod wodzą Pukusia donieśli nam liny do otworu jaskini.

Piątka osób zanurzyła się głębiej. Niestety trzy osoby pozostały w Sali Dantego. Mnie pozostał zaszczyt towarzyszenia Prymuli do dna jaskini. Wiedziałem, że łatwo nie będzie. Na całe szczęście Prymulę poręczowanie chwilami wstrzymywało, dzięki czemu miałem chwilę na oddech. Nie miałem za to chwili na jedzenie. Wór z jedzeniem pozostał gdzieś tam wyżej ode mnie. Samotny. A ja głodny poruszałem się w dół. Prymula był ostatni raz w tej części jaskini 10 lat temu. Nie wszystko pamiętał, chwilami zastanawiał się gdzie iść. I w tych momentach ja wyciągałem asa z rękawa, czyli plany, przekroje, szkice techniczne, określałem nasze położenie, i co najważniejsze wskazywałem drogę.

I tak sobie szliśmy do czasu aż zacisk zagrodził nam drogę. Kiedyś ten zacisk przeszedłem w obie strony w uprzęży, ale to dawno było. Za zacisk zabrał się Prymula. Po chwili było 1:0 dla zacisku. Po ściągnięciu uprzęży był remis. Przyszła kolej na mnie. Uprzęże wpakowałem do wora i zacząłem się pakować, a właściwie wciskać w to ciasne miejsce. Wór pchałem przed sobą. Do czasu. Niby leżał gdy zmieniałem pozycję, ale poczuł chyba zew jaskini i spierdzielił do studni obok. Słyszałem odgłosy oddalającego się wora z uprzężami. Wesoło mi się nie zrobiło. Pomyślałem, że trzeba iść po niego. Po kilku metrach była jednak taka szeroka studnia, którą zapieraczką trudno byłoby pokonać. Wróciłem po linę, która na dno nie starczyła, ale dałem rady. Wór podpiąłem do liny i wydrapałem się do góry. Po średnio – krótkim czasie, po chwilach zwątpienia w końcu pokonałem zacisk. I uderzyliśmy dalej. Później był kolejny zacisk, który z racji długości ciała trochę dłużej pokonywałem. Na samym końcu była Mokra 11. Mokra była jak cholera, jeśli w dół mało nabrałem wody, to pod górę mój poszarpany, dziurawy kombinezon łapał wszystko. W gumowcach się to kumulowało. W drodze powrotnej było znacznie lepiej. Targałem do żarcia jak nigdy. Była ciepła herbata oraz coś na ciepło.

Na powierzchnię wyszliśmy z Jurkiem po niecałych siedmiu godzinach. Przywitało nas słońce. Droga powrotna odbyła się spokojnie, w trakcie której plotkowaliśmy z Jurkiem niemożebnie. I tak zakończyła się realizacja kolejnego mojego marzenia, ponownego stanięcia na dnie Ptasiej Studni.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.