^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2013-07-20 Głębsze grotołażenie

środa, 24 lipca 2013 07:01 FrytkaPunk


Mając dalekowzroczne plany jaskiniowe, które staramy się realizować tym razem zaplanowaliśmy pójść na dno tej dużej jaskini przy okazji poręczując całą trasę
aby wykorzystać te liny w następny weekend przy robieniu czegoś bardziej ambitnego.

Niestety zbyt duży poziom wód w jaskiniach zmusił nas do zmiany planów. Poszliśmy na dno i z powrotem zwijając liny. Na dno miało iść pięć osób. Dotarły trzy. Jedna osoba odpadła w głębokiej dolinie. Druga przy otworze. Nic to. Poszliśmy. Jeden kolega został na dużej studni pstrykać zdjęcia. A nasza trójka poszła na dno.

Dotarliśmy tam szybko, bo w cztery godziny. Końcówkę ja prowadziłem dzierżąc w rekach plan i przekrój. Dotarłem bez błądzenia. Osoby mi towarzyszące w osobach Kai i Staszka nigdy tam nie było, stąd cały ciężar doprowadzenia grupy do celu spoczywał na mnie. Raz czy dwa razy miałem delikatny problem z określeniem kierunku. Kaja zwracała mi uwagę, że drogę powinienem pamiętać, przecież byłem z Prymulą. Kto był gdziekolwiek z Prymulą to wie, że idąc za nim to nie ma czasu na rozglądanie gdy trudno nadążyć. Koniec końcu daliśmy radę i doszliśmy do syfonu. Pooglądaliśmy co trzeba i rozpoczął się marsz do góry, który niestety nie był tak szybki.

W pewnej szczelinie miał miejsce wyścig ślimaków. Bo tak można nazwać to ślimacze tempo. Mnie się udało wyprzedzić Kaję, ale dlatego, że wlókł się za nią Reksio, taki żółty wór z linami. Gdy dotarłem do suchego biwaku to jadłem na potęgę. Kaja coś marudziła, że zimno. Usta zajęliśmy jej moją bułką z mięsem przygotowaną przez Honkę i mogłem spokojnie delektować się dalej świeżą herbatą. Chwila odpoczynku i maszerowaliśmy do góry. Wyszedłem pierwszy na powierzchnię z dwoma Reksiami, jednym spasłym od lin i drugim prawie wypróżnionym – bo zjedzonym.

Na powierzchni trochę poczekałem na deporęczujących i poszliśmy w dół. Ponieważ z piątki do lin zrobiło się nas troje, to trochę tego na nas przypadało – metrów oczywiście. Ja miałem ponad 170. Bałem się czy na progu nie zwalę się z tym chłamem na dół. Udało się. Gumowce dobrze się skały trzymały. A u wylotu doliny czekała na mnie Honka z Sebastianem. Zapakowałem się do wozu po pożegnaniu z moją partnerką jaskiniową i jej partnerem życiowym i czym prędzej zasnąłem smacznie na tylnej kanapie wozu Sebastiana.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.