^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2013-09-07 Grotołażenie

czwartek, 12 września 2013 07:40 FrytkaPunk


Poszliśmy grotołazić.

W trójkę, bo tylu nas dotarło do jaskini. Ponieważ byłem świeżo po chorobie, nogi miałem słabe zaproponowałem aby grotołażenie nie było zbyt długie i zbyt intensywne. Kaja wyraziła na moją prośbę zgodę. Honka nie miała głosu. Bo Honka jeszcze nie ma prawa głosu. Jak będzie umiała ósemka zawiązać z zamkniętymi szeroko oczami, to prawa nabędzie.

Wracając do jaskini, weszliśmy do niej, i poruszaliśmy się w jej wnętrzu. Część drogi pamiętałem. Ale tylko krótką część. Później to było różnie. Czytaliśmy te zakichane plany, przekroje, szkice. I nawet wiedziałem gdzie jesteśmy. A nie było łatwo, proszę mi wierzyć. Doszliśmy do jednej przeszkody, która nas trochę wymaglowała. Honka nie dała się maglować a nawet wyżymać. Została a my mieliśmy iść dalej we dwójkę. Na odchodnym krzyknąłem jej ruszaj się to nie zmarzniesz. W ciasnocie przepadł mi wór. Nie mogłem się odwrócić. Przepchnąłem swoje ciało jeszcze dwadzieścia metrów, w końcu znalazło się trochę miejsca abym się mógł odwrócić, ale Kaja poświęciła się i powlokła się po wór.

Czekając na Kaję wpadłem na pomysł, pójdę obejściem po Honkę. I stanęło na tym, że Kaja poszła do przodu poręczować kolejną przeszkodę terenową a ja wyruszyłem samotnie. I tak szedłem i szedłem, szedłem, czołgałem się, czytałem dokumentację techniczną, szedłem, szedłem i zacząłem rozmyślać, że ten pomysł, aby iść po Honkę to był u samego zarania poroniony. Ja, sam w tej jaskini, idę po kogoś? Paranoja. No to jak mnie i Honkę będą szukać to stracą trochę czasu. Szedłem, szedłem i doszedłem do miejsca, gdzie przypuszczałem, że jestem parę metrów poniżej Honki. Krzyknąłem, usłyszałem odzew. Myślę jest dobrze. I było dobrze. Zgarnąłem Honkę i rozpocząłem poszukiwania Kai. Tak jak się umówiliśmy znakowała swój szlak. Zbierałem karabinki. Doszliśmy do jakiejś Sali, zjechaliśmy na dno. Później jeszcze bez Honki poszliśmy kawałek dalej aby osiągnąć dno kolejnego odgałęzienia. Ja jak zwykle dno wyłącznie zobaczyłem, ponieważ było tam ciasno, a bałem się, że moglibyśmy zginąć w ciasnocie, ponieważ jak zwykle liny wpłynęły na poprawę perystaltyki moich jelit co skutkowało tym i owym, he, he, he.

Droga powrotna była bardzo krótka. Zastanawiałem się gdzie ja wcześniej szedłem i szedłem. Wyszliśmy na powierzchnię za dnia, za jasności. Nawet do auta dotarłem gdy jasno jeszcze było na niebie. Podróż powrotna minęła szczęśliwie. Kolejne groto łażenie można uznać za udane.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.