^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-01-04 Pierwsze grotołażenie

poniedziałek, 27 stycznia 2014 07:01 FrytkaPunk


Pierwszy weekend nowego roku rozpoczął się bardzo dobrze, bo jaskiniowo.
Czyli pierwszy weekend nie zmarnowany.

A jeszcze wieczorem  czwartek nic tego nie zapowiadało. Tylko ze mną Honka nie chciała iść do jaskini. Bo niepewny jestem, bo to, bo tamto. I zmuszony byłem snuć plany gdzie by się tu wybrać w Beskidy gdy rozbrzmiał sygnał telefonu. Dwie osoby gotowe są zanurzyć się pod ziemią wraz ze mną. A później znalazła się jeszcze kolejna osoba. I zebrało się nas pięcioro. Spotkaliśmy się razem w Kirach. Po drodze jadąc samochodem, a później wędrując przez Dolinę Kościeliską oglądaliśmy spustoszenie w drzewostanie spowodowane przez silny wiatr. Widok jest koszmarny. Bardzo dużo drzew nie ma, a właściwie są, tylko leżą. Całe połacie lasu zdmuchnął wiatr, wiele drzew jest połamanych.

My skręcaliśmy w lewo, las wydawał się po tej stronie w lepszym stanie. Na podejściu do jaskini jednak bardzo dużo drzew leżało, zagradzało nam drogę. Na całe szczęście śniegu nie było i do otworu doszliśmy w dobrym czasie. Ciepło przy otworze sprzyjało spokojnemu przebieraniu. Zjechaliśmy na dół i poszliśmy dalej. Tym razem chciałem zobaczyć coś nowego i udało się. Weszliśmy do znanych mi partii nową dla mnie drogą. Trochę kluczyliśmy szukając drogi. Nie wiedziałem gdzie wylądujemy, ale gdy wreszcie się udało od razu wiedziałem gdzie jestem. Studiowanie planów przynosi efekty. I poszliśmy dalej.

 


Zwiedziliśmy całe dolne partie tej jaskini. Po drodze szliśmy takim śliskim korytarzem. Jedna z osób coś tam narzekała na mnie, jak zwykle zresztą, gdy trzeba poruszać się zacieraczką. Zrzuciłem linę, asekurowałem z ciała i wspomniana osoba pokonała tę przeszkodę.

W innym miejscu koleżanka uparła się, że wyjdzie alternatywną drogą. Alternatywa skończyła się szybo, był zjazd na pochylni a na koniec podobno efektowna przewrotka do tyłu. Gdy zaległa cisza krzyknąłem, czy wszystko porządku, czy wszystkie kości całe. Odpowiedź mnie uradowała, złamanych kończyn nie ma. To dobrze.

 

 Wróciliśmy do głównego ciągu jaskini by po chwili wejść do kolejnych partii. Miałem chwilę czasu i zrobiłem kilka zdjęć, jak wiadomo z wątpliwym skutkiem. Wyszliśmy z jaskini innym otworem,  zrobiliśmy bardzo ładną pętlę. A później było zejście, obiad u Śliwy, szczęśliwy powrót do domu. Co prawda przeżyłem chwilę zgrozy, zgubiłem kluczyki do auta, ale pogrzebałem w resztkach pamięci przy słabnącym zasilaniu (czytaj: byłem bardzo głodny i z tego powodu bardzo słaby) i przypomniałem sobie gdzie zapobiegliwie schowałem kluczyki.

Zapomniałem przedstawić grupę: Zosia, Honka, Tomek, Sławek oraz ja.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.