^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-01-25 Mokre grotołażenie w Tatrach

środa, 29 stycznia 2014 07:03 FrytkaPunk


Czwarty weekend 2014 roku i moje trzecie wejście do jaskini.

Jak na razie nie jest źle ze statystyką, a na pewno jest lepiej niż z moim kręgosłupem, który nie działa tak jak powinien. Ale w jaki sposób sprawdzić czy jeszcze do czegoś się nadaje jak nie w jaskini? I tak też postanowiłem uczynić, empirycznie dowieść, że mogę jeszcze trochę grotołazić.

Poszliśmy w trójkę, Kaja, Jurek Prymula oraz ja. Wybór padł na małą jaskinię. Niby mała ta jaskinia ale z małym haczykiem, należy trochę lewarować, czyli usuwać wódę z syfonów. Doszliśmy do pierwszego syfonu, wody w nim było od groma. Jurek nalewał wodę do worów, Kaja transportowała pod studzienkę, a ja wciągałem do góry na linie, targałem wór jeszcze trochę do góry by jego zawartość wylać kilka metrów dalej. I tak bez końca. A miało być tak lekko, a było tak, że czekałem kiedy mi palnie w tym kręgosłupie. Jak na złość Jurek lał do pełna klasyczny wór. Biegam jak opętany, pot mi czoło zalewa, uwijam się za dwóch lub trzech. Pstrowski były ze mnie dumny, 300% normy. Po długim czasie mogliśmy pokonać pierwszy syfon. Drugi też zalany. Znowu trzeba lewarować, tym razem przelewamy wodę do pierwszego syfonu, odcinając sobie drogę odwrotu. Teraz też jestem na końcówce, ale Kaja pracuje jako wyciągarka. Po chwili robi się zimno. Kolejną godzinę albo i dłużej telepię się z zimna. Na końcu zbiornik nam się kończy, robię tamę z błota. W końcu Jurek orzeka, możemy iść dalej. Syfon jest niby suchy, po jego przejściu niby ja też jestem suchy, ale suchy inaczej. Do dna już jest niedaleko. Trzeci syfon stoi otworem. Na końcu jest wąski korytarz. I tak Jurek staje na dnie, Kaja jest nad Jurkiem, a ja słyszę głos dobiegający z dna. Czyli jak zwykle nie sięgam dna.

 

W drodze powrotnej mówię, że Jurek nie może iść pierwszy, bo przy pierwszym syfonie tak „od siebie” może tama pęknąć, czy coś innego, a efekt będzie taki, że będę mokry. I tak się też stało, Jurek poszedł pierwszy i błoto na nas leciało.
Przelanie wody z pierwszego syfonu do drugiego okazało się proste, prawie bez naszego wysiłku. Wystarczyło przelać ją za pomocą trzech węży. A później pomykaliśmy szybko do otworu. Na zewnątrz, na polu przywitał nas duży mróz. Mnie się udało w miarę szybko spakować. Kai kombinezon zamarł w kiepskiej pozycji, w trudnej do spakowania.

Wieczorem wbiliśmy się na bazę, gdzie rozpoczął się obóz zimowy TKTJ i snuliśmy do późnej nocy plany, opowiadaliśmy różne historie, a ci co mogli raczyli się wieloma wyskokowymi trunkami.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.