^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-02-01 Weekend z TKTJ

czwartek, 13 lutego 2014 07:15 FrytkaPunk


Nieprzewidywalna aura tegorocznej zimy nie pozwala planować wyjazdów jaskiniowych z większym wyprzedzeniem.

Za każdym razem pojawia się pytanie gdzie idziemy. Tym razem zadecydowała Hanka. W sobotę stawiliśmy się u Pani Krysi, gdzie pomogłem w worowaniu lin. Na parkingu w Kirach czekała na nas Kaja. Udaliśmy się w czwórke, Asia, Hania, Kaja oraz ja w drogę, która była bardzo śliska. Cała Dolina Kościeliska to jedna wielka ślizgawka. Za Wyżnią Kirą Miętusią Hanka i Asia ubrały raki. Ja w moich gumowcach w miarę dobrze trzymałem się lodu. Wiatr wiał mocno. Bałem się, że na tym lodzie będę chwilami czuł się jak bojer, pojadę tam gdzie wiatr mnie skieruje. Ale nie było tak źle. Dotarliśmy do podstawy podejścia. Trochę czasu zmitrężyliśmy z różnymi przygodami.

Bardzo późno weszliśmy do jaskini. Kilka lin i mały prożek przed nami. To wtedy usłyszałem od Koleżanek, że mam warunki. Warunki, by się męczyć wspinając. A później było lewarowanie syfonu. Znowu trochę czasu zmitrężyliśmy. A później poszło łatwo aż do samego końca, czyli celu wymyślonego przez Hankę. W jednym miejscu, takim bardzo ciasnym chyba potrąciłem naszego brata mniejszego, włochatego toperza – batinoksa. Ale po chwili zawisnął i może nawet w lepszym miejscu. Powinien doczekać wiosny, aczkolwiek natura jest teraz nieprzewidywalna i niewiadomo kiedy będzie ta wiosna. Może już jest? Swoją droga to nie miął gdzie zawisnąć, akurat w tej jaskini gdy tyle innych jest dla nas niedostępnych i mógłby sobie wisieć bez końca.

Idziemy parę godzin, tak sobie myślę, że czas na małe co nieco, na naleśniki sporządzone przez moją Mamę gdy nagle dociera do wiadomość, naleśniki są, ale przed jaskinią. Zostały przez te małe perturbacje. I tak szedłem sobie głodny, ja i mój tasiemiec. Koleżanki włączyły na całe szczęście program: dokarmiamy Frytkę i jakoś udało mi się wyjść z jaskini. Na zewnątrz, na polu hulał dalej wiatr, ciepły wiatr, który nie utrudniał mi zejścia w dolinę, a w samej dolinie wywiał cały lód z drogi. W Kirach pożegnaliśmy Kaję a przywitała nas Honka, która dostarczyła zmęczony zespół na bazę, gdzie do rana przy stole nie tylko rozmawialiśmy. Pani Krysia była dla nas wyrozumiała, rano ochrzanu nie było. Z powodu spożycia pewnej ilości trunków powrót do domu odbył się w godzinach późniejszych niż planowałem. Honka na konika nie zdążyła.

 

I tak minął fajny weekend, w górach, w jaskini, na bazie w bardzo miłym towarzystwie. Choć ostrzegam, że dłuższe przebywanie w towarzystwie grotołazów z TKTJ może grozić utratą zdrowia z takich czy innych przyczyn, he, he, He.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.