^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-03-08 Wielka Litworwa

środa, 12 marca 2014 17:02 FrytkaPunk


Według prognoz pogoda w sobotę miała być słoneczna, sprzyjająca wyprawom w góry i do jaskini.

I tak też było do końca Kobylarza. Chwilę później nadeszła mgła. Kaja rzekła: Panie Frytko prowadź. I prowadziłem w tej mgle. Kierunek wydawał mi się słuszny, ale wysokość nie do końca. Widoczność była kiepska. Ścieżki w śniegu nie było widać. W pewnym momencie na chwilę się przejaśniło i zobaczyliśmy nasz cel. Byliśmy tylko kilkanaście metrów poniżej i kierunek był słuszny. Czyli jakby powiedział mój starszy kolega: jest sukces. Do jaskini weszliśmy o godzinie 12 gdy słońce było w zenicie co widzieliśmy własnymi oczami. I tu taka chwila na małe spostrzeżenie. 8 marca, wysokość gdzieś 1800 m.n.p.m. siedzę przed jaskinią i jest mi ciepło. A tymczasem w lipcu poprzedniego roku w tym samym miejscu marzłem.

Powoli upuszczaliśmy się na dół, lina, batinox, karabinek, węzeł, przepinka aż doszliśmy do II pięćdziesiątki gdzie mnie wysłano celem zrobienia małego lotu na linie. Gdy dojechałem gdzie trzeba to nie ogarnąłem problemu. I problem pozostawiłem Kai, która bawiła się w Spider Babę, latała, latała aż się dohuśtała. Weszliśmy w partie za II pięćdzieśiątką. Nigdy jeszcze nie byłem w tych partiach. Po chwili była studnia, niby 6 metrów potrzeba liny. A ponieważ mieliśmy tylko jedną, uznałem, że spokojnie to wyjdę i poszliśmy dalej. Tak dla pamięci potrzebne są w tym miejscu dwie plakietki. Później była jakaś osiemnastka. Potrzebne są trzy plakietki, gdzie pierwszy spit nie jest do końca pewny. Później były Partie Waldiego, Partie Bielskie i Nowe Partie Bielskie. Nie doszliśmy do końca, zatrzymaliśmy się na Ptasiej Sali ponieważ godzina alarmowa była bardzo blisko. Najwyższy czas było zwijać się z powrotem. Ładnie tam jest, ale chwilami krucho, ale to bardzo krucho. Kaja coś na ten temat wie. My z Ryśkiem nawet nie patrzeliśmy się na skałę a ona jak nie poleci na Kaję. Na całe szczęście nic się nie stało.

Droga powrotna minęła mi na rezerwie. Naleśniki się skończyły. Energii było jak na lekarstwo. Na całe szczęście wędrówka po linach to dla mnie spacer więc udało się zdeporęczować wszystko i wyjść na powierzchnię. A tam piękny widok. Prawie pełnia księżyca, morze mgły, które kończy się na wysokości Progu Litworowego. Pięknie, pięknie, tylko jak zwykle aparatu nie miałem aby to uwiecznić. Przebieram się w klasyczne ciuchy, buty kiepsko wchodzą, bo zamarzły. Ale muszę je ubrać, raki na gumowcach kiepsko siedzą. Idziemy z powrotem omijając miejsca lawinowo niebezpieczne. I tak idę jako pierwszy, zamyślony, gdy patrzę a tu mnóstwo śladów przede mną. Zaskoczony myślę i doszedłem do wniosku, że to pewnie kurs SBB tędy wracał z Pod Wantą, przecinam te ślady, idę dalej a Kaja krzyczy, Frytka, do Nad Kotlin się wybierasz? A ja na szlak niebieski się wpakowałem. Ktoś mi mówił, że myślenie ma kolosalną przyszłość, ale nie zawsze, bo zamyślony człowiek może zejść na manowce. Po dotarciu do samochodu i pożegnaniu z Kają i Ryśkiem udałem się w drogę powrotną. Do domu dotarłem w niedzielę o 8 rano, bo przyciąłem komara trochę po drodze.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.