^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-05-14 Moje katharsis na Babiej Górze

środa, 21 maja 2014 06:30 FrytkaPunk


Ciekawa Majówka

Zastanawiałem się czy ma to sens cokolwiek publikować, gdy na temat tego wyjazdu ukazał się doskonały artykuł, do zapoznania którego naprawdę zapraszam, który w przeciwieństwie do mojej pisaniny jest wspaniałą literacką opowieścią. (LINK) Ale niech będzie. Tym, którym mało wrażeń, którym wszystko jedno, mimo wszystko nie polecam poniższego mojego tekstu.

Przyszedł taki dzień gdy musiałem wyjść podziałać w jaskini lub chociaż udać się w góry. Gdy ciśnienie nie pozwalało żyć na nizinach i cytując klasyków:

W takich chwilach najczęściej
Ruszam gdzieś w Połoniny
Tam zmęczony wspinaczką
Człowiek staje się inny

Tam na dole zostało
Wszystko to co cię męczy
Patrząc z góry wokoło
Świat wydaje się lepszy

Musiałem, bardzo musiałem. Na mój szalony pomysł odpowiedział Sebastian, do którego tak naprawdę wyłącznie się zgłosiłem z pytaniem, czy się wybierze ze mną. Pogoda zapowiadała się katastrofalnie. Jedynie co było pewno to deszcz, który miał padać cały czas z dużą intensywnością. Wybór padł na Babią Górę. Odpowiednią górę na takie warunki. Na granicy parku narodowego pani z budki stwierdziła, że musimy naprawdę kochać góry aby wyruszać na szlak w takich warunkach.

A my niepomni prognoz pogody, historii góry, wierząc we własne siły, doświadczenie, szczęście, poszliśmy. Szlak był cały czas wyłącznie dla nas, tak jak i schronisko na Markowych Szczawinach. Później była Akademicka Perć, z tą tylko różnicą, że deszcz zamienił się w śnieg, którego przybywało z każdym metrem pokonanej pod górę drogi. Już przed szczytem wiatr dokazywał. Musiałem walczyć z moją pałatką. Walka rozgrywała się nie tylko fizycznie, ale również w mojej głowie. Śnieg, głęboki nawet powyżej moich kolan, silny wiatr, mgła, brak szlaku, zachlapane śniegiem i wodą okulary, to wszystko czego pragnąłem, czego bardzo chciałem. I zostało mi to dane. Z nawiązką. A później się Katharsis dokonało. Bo po to tam poszedłem. Biedny był Sebastian, dla którego to wyjście okazało się kolejnym źródłem niepokoju. A tak przecież musiało być. Szukanie szlaku we mgle. Późniejsze chaszczowanie, w śniegu i deszczu. Gdy w końcu wyszliśmy na szlak byliśmy mokrzy, może zmęczeni. Ale ja dodatkowo wyszedłem z wiarą, że teraz będzie już tylko lepiej. Że gorsze chwile zostały za mną. A wszystko dzięki górom ale nie tylko:)

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.