^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-05-28 Nietypowy trawers Czarnej

czwartek, 29 maja 2014 06:10 FrytkaPunk


To nie była zwykła środa, o jakiej śpiewa na przykład Sztywny Pal Azji.

Postanowiłem ją spędzić poza pracą, a ponieważ zapowiadany był deszcz więc pomysł na wyjście w góry był według mnie bardzo dobry. Perspektywa bycia samemu w górach była bardzo kusząca. Wyjechałem jak zwykle wcześnie rano. Przed godziną siódmą byłem w Kirach. Wziąłem wór na plecy i poszedłem. Prognoza pogody się nie sprawdziła, było słonecznie. W takich warunkach dotarłem pod otwór Jaskini Czarnej. Przebrałem się i zapuściłem się pod ziemię.

Na początku jak zwykle w miarę opuszczania się na linie odbywała się walka słońca z ciemnością, by po kilkudziesięciu metrach ciemność wygrała definitywnie ze słońcem. Tylko światło mojej czołówki rozświetlało ogarniający mnie mrok. Po zjeździe poszedłem dalej według znanego scenariusza. Był prożek, był trawers, była wspinaczka. Później był zjazd, znowu trawers, wspinaczka, kolejne dwa zjazdy i na sam koniec Próg latających Want. Półtora, może dwa kilometry jaskini ująłem w dwóch zdaniach. A szedłem trochę dłużej niż potrzeba czasu na przeczytanie tych dwóch zdań.

Szedłem długo ponieważ nie spakowałem się kompletnie. Zdarza mi się, że czegoś nie wezmę. Tym razem nie wziąłem butli z gazem. Przepadł ciepły bigos, przepadła z kretesem herbata. A jeść się chciało. Pierwsze dwie godziny czułem okropny głód. Później organizm przeszedł na czerpanie energii z mojego tłuszczu, albo próbował. Trochę czasu mu zajęło poszukiwanie tego tłuszczu, szukanie czegoś czego wiem, że nie ma. I znowu wrócił głód. Opadłem z sił, ale szedłem dalej. Wspinanie się z worem, który robił się coraz cięższy Progiem Latających Want nie sprawiło mi przyjemności. Ale nie poszedłem obejściem trudności. Poruszałem sie również wolno ponieważ byłem sam w jaskini. A w takich sytuacjach trzeba bardziej uważać, bo polega się wyłącznie na sobie. Na zewnątrz wyszedłem północnym otworem, przy akompaniamencie śpiewu ptaków, w promieniach słońca i witalności wiosny. Pięknie było. Na Polanie Upłaz przebrałem się. Ponownie cały szlak wyłącznie dla mnie. Dopiero na autostradzie, czyli w Dolinie Kościeliskiej natknąłem się na duże stada „stonki”:)

 

Która droga życia, według prawa i porządku
Zaprowadzi mnie do szczęścia i zaszczytnych obowiązków?

W połowie Wyżniej Kiry Kościeliskiej dopadł mnie zapowiadany od rana deszcz. Ale był bardzo przyjemny, ciepły, odświeżający.

Trawers Czarnej, niby nic (ale pokorę przed jaskinią należy mieć zawsze), tyle razy miałem przyjemność przejść tę trasę, ale pierwszy raz zrobiłem to samotnie. Spodobało mi się to. Mam kolejne plany, chwilami sam się ich boję.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.