^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-06-01 Dłuższy trawers Czarnej

wtorek, 03 czerwca 2014 18:34 FrytkaPunk


Życie potrafi płatać figle.

Pierwotny plan na ten weekend to wyjazd do głębokiej jaskini we Włoszech. Niestety wyjazd został przełożony o miesiąc z przyczyn obiektywnych. No to padł pomysł, że w sobotę idziemy do jaskini. Piątkowy wieczór, muszę stawić się jutro w pracy, plany biorą w łeb, ale udało się, ekipa to samo może zrobić w niedzielę. Zmęczony padam z nóg w sobotę przed godziną 19. Śpię 10 godzin, wyjątkowo długo bo do 5 rano.

W Kirach stawiam się przed czasem. Po długiej przerwie spotykam się wreszcie z moją partnerką jaskiniową Kają oraz dwoma wesołymi kolegami Ryśkiem i Maćkiem. Po spakowaniu lin ruszyliśmy w głąb doliny. W Wyżniej Kirze Miętusiej duże stado owiec w milczeniu przyglądało się naszej grupie. A nad nami wisiały chmury, z których w każdej chwili mógł spać deszcz. Polana Pisana, podejście, wreszcie otwór, udało się nam pokonać tę drogę jednak bez towarzystwa deszczu. Przebrałem się pierwszy i poszedłem poręczować złotówkę, dwa razy na złodzieja, aby było szybciej. Gdy ostatni z nas chciał ściągnąć pierwszą linę, stawiła ona opór, została na ścianie. Musiałem trochę się wspiąć, aby w końcu się poddała. Trochę nam to czasu zajęło, psując statystykę wyjścia. Później były Techuby przez Salę Francuską. Nawet udało mi się zapamiętać te przejście. Później na chwilę gdzieś tam na dole zgubiłem kierunek, ale wspólnymi siłami się odnaleźliśmy by w końcu wejść w ten ciasny korytarz który prowadzi do najniższej części jaskini. Ciasnota jest stanem naturalnym w jaskini. Bywałem zresztą w ciaśniejszych miejscach. I to nie stanowiło problemu. Problemem była wszędobylska woda. Po deszczach z ostatnich dni lało się jej sporo. Zanim zszedłem na dół byłem mokry, później było tylko gorzej. Może nie aż tak strasznie, ale każdy chwilowy przestój kończył się trzęsawką z zimna.

Pokonaliśmy kolejne kilka przeszkód bez strat by dotrzeć do wejścia do Partii Wawelskich. Je też udało się nam spenetrować, włącznie z najwyższym punktem jaskini. Specjalnie dla Ryśka pokazaliśmy mu takie białe okolice w pobliżu Mlecznej Studni. Później jeden zjazd jak pamiętam i znowu Próg Latających Want. Należało go pokonać szybko. Wziąłem go na tzw. żywioł, bo grupa marzła. Końcówkę trudności już się sam asekurowałem, bo minimum bhp należy zachować.

Na zewnątrz był jeszcze dzień, deszcz wisiał nad nami, by w końcu lunąć. Przed Adamicą przestało padać. A ja w międzyczasie robiłem sobie z głowy mikrofalówkę prowadząc długą i ciekawą rozmowę telefoniczną.

W ciągu czterech dni dwa razy zrobiłem trawers Czarnej. Raz solo, raz w grupie. W grupie zrobiliśmy coś więcej, czyli chyba tak się to pisze, pełną deniwelację jaskini, w dobrym czasie, pomimo kłopotów z liną na zlotówce. Tyle razy byłem w Czarnej, że chwilami zdaje mi się, że mam jej dość, ale muszę się przełamać, i ją pokochać, bo nie wiadomo kiedy znowu los mnie do niej pokieruje.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.