^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-06-28 Znowu głęboko

środa, 02 lipca 2014 06:16 FrytkaPunk


Sobota, 28 czerwca 2014 roku.

W trójkę ruszamy w dolinę. Po drodze jedna osoba pozostaje aby cieszyć się słońcem cały dzień, a Kaja wraz ze mną kontynuuję marsz do jaskini. Owszem słońce świeci wspaniale, jest ciepło, i dlatego w takich pięknych warunkach pogodowych dobrze się idzie do jaskini. Mija chwila i jest otwór. Jednak mamy półgodzinne opóźnienie z wejściem do jaskini. Jedną osobę przed pozostawieniem jej w dolinie kilkakrotnie pytałem się czy ma telefon. I co z tego, że ona go wzięła jak ja swoje zapomniałem w samochodzie. Później próba połączenia się przez inne osoby. Pomylone numery telefonów. Istny sajgon. Ubaw był niezły.

Ale w końcu ruszyliśmy. Ja poręczuję, czekam kiedy Kaja zacznie dostrzegać moje błędy. Prawie trzysta metrów w dół i cisza. Chyba się poprawiłem. Później skręcamy w lewo, idziemy pod prąd wody. Trochę metrów i Kominy Krakowskie przed nami. Byliśmy tu już, ale postanawiamy ponownie je zobaczyć. Na biwaku pozostawiamy dobytek i ruszamy pod górę. Tym razem nie daję się wodzić za nos. Dwie długie liny wiodące donikąd obchodzę obojętnie. Drugi raz ten numer się nie uda. Nie pójdziemy po nich.

Chyba w tygodniu sporo lało. Bo w jaskini jest bardzo mokro. Zanim zjechałem do Wodociągów byłem od pasa w dół mokry. W Krakowskich Kominach druga część mojej odzieży została zmoczona, ta górna. Pozostała mi ostatnia lina, krótka wiodąca wzdłuż masztu do ciasnego, kruchego korytarza. Nie chciało mi się tam wchodzić. Już tam przecież byłem. Bigos mnie wzywał, albo raczej jego brak w moim żołądku. Mówię Kai, że ja wracam, na to ona, że jak nie wejdę po tej linie to nie mam zaliczonych Krakowskich Kominów. Skapitulowałem przed kobietą. Wyszedłem i rozpocząłem powrót.

 Chwila moment i był biwak. Był bigos, była herbata ale nie było pantina. Musiałem wrócić po niego. Co prawda jest już zużyty ale i tak czuję do niego sentyment, no i oczywiście nie można zaśmiecać jaskini. Na całe moje szczęście, które później i tak się wyczerpało, był niedaleko, pod drugą liną. Kaja też coś zjadła i rozpoczęliśmy odwrót. W samo porę. Bo trzepałem się z zimna. Mokre ciuchy potęgowały efekt zimna. Szedłem jako drugi i deporęczowałem. Zastanawiałem się kto tak kiepsko wiązał te węzły, które teraz ciężko rozwiązać. Starałem się jak mogłem wyjść szybko na powierzchnię. Miałem powody.

O dziwo deporęczowanie szło mi w miarę sprawnie. Lecz gdzieś tam w połowie limit szczęścia się wyczerpał. Znowu zgubiłem pantina ale dopiero przy otworze się zorientowałem. Zjechałem do Lodospadu, pantina nie ma, pal go licho powiedziałem i wyszedłem. Ale w planach jest akcja ratunkowa. Na zewnątrz było przecudnie. Słońce, dużo ciepła tak potrzebnego po wymarznięciu na dole. Przy otworze miałem przyjemność spotkać kolegę, którego trochę idę śladami jeśli chodzi o głębokie jaskinie. Życzyliśmy sobie spotkania w sierpniu przy innej głębokiej jaskini. A później powoli poszliśmy z Kają do samochodu gdzie czekał na nas trzeci zawodnik. A na końcu miało miejsce szybkie pożegnanie z Kają i wracaliśmy do domu.

 

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.