^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-07-04 Grotołażenie w Wielkiej Śnieżnej

niedziela, 06 lipca 2014 20:38 FrytkaPunk


Piątek. Zamiast spędzić go w pracy, bardzo wcześnie wstaję i wsiadam do samochodu.

Mam za sobą tylko 2 i pół godziny snu. Powinienem nie móc wstać. A jadę. Godzina siódma Dolina Małej Łąki. Spotykam się z Zosią, Jurkiem i Sławkiem. Idziemy do jaskini, a Sławek tylko do otworu. Jest sherpą, jest tragarzem. Będzie niósł liny. Jurek przez grzeczność pyta się czy może my mamy coś wziąć, Sławek odpowiada, że nie, na to Jurek „I bardzo dobrze”. Czuję się trochę jak pasożyt, chociaż ja też tam sporo lin wyniosłem. Idziemy. Jest pięknie, ciepło, słonecznie.

 

Przy otworze spokojnie się przebieramy, żegnamy ze Sławkiem, ja mówię do jutra i wchodzimy pod ziemię. Jurek idzie pierwszy i poręczuje. Najpierw rura, później Lodospad i tak dla wiadomości Jurka, który mi to wiecznie wypomina, informuję, że weszliśmy do Jaskini Wielkiej Śnieżnej. Ja trzeci raz pod rząd. I tak sobie schodzimy coraz głębiej. Pomiędzy płytowcami już nie mogę, muszę coś zjeść. Żegnam się z Zosią i Jurkiem, którzy w planach mają zejście gdzieś niżej. Ja mam w planach zwiedzenie innego miejsca. Ale najpierw rozpalam gaz, grzeję gołąbki, a później robię herbatę. Już w o wiele lepszym nastroju a na pewno z prawie pełnym brzuchem ruszam w dół.

Idę wraz z nurtem wody w Wodociągach i skręcam w prawo. Otwierają się przede mną Kaskady Warszawskie. Tam jeszcze nie byłem. I muszę przyznać, ładnie tam jest. To jest według mnie piękniejsza część Wielkiej Śnieżnej. Mokre skały od płynącej wody mają bardziej żywy kolor gdy się na nie czołówką poświeci. Mienią się tysiącami barw. Duże sale, a na pewno wysokie robią wrażenie. Liny są w dobrym stanie. Następnym razem wezmę aparat aby spróbować pokazać jak jest tam pięknie. Powłóczyłem się po nich trochę. Doszedłem do samego końca, gdzieś tam hen wysoko i rozpocząłem odwrót. Wyszedłem na powierzchnię w dobrym czasie. Ale nie uniknąłem zmoknięcia. Na płytowcach lało się bardzo. W Wielkiej Studni zmokło to co dotąd było suche. Ale na powierzchni było słońce. Było ciepło i bardzo przyjemnie.

Zapomniałem dodać, że to wyjście to tak naprawdę byłą akcja ratunkowa. Szedłem szukać pantina, którego zgubiłem w poprzednim tygodniu. Nasza miłość jest dziwna. Co jakiś czas się rozchodzimy by móc się ponownie zejść. Tym razem nasze rozstanie było najdłuższe. Prawie tydzień. I gdy wychodziłem rurą, gdy duch we mnie upadł, gdy szansa na odnalezienie pantina już bezpowrotnie gasła zdarzył się cud. Znalazłem go. A dlatego, że szedłem powoli, głodny, słaby i zmęczony. Szedłem powoli bowiem nie mam tkanki tłuszczowej. Straciła się w gdzieś jaskiniach, nie mam rezerw, i co najgorsze nie ma szans na jej odtworzenie. Co zjem to od razu spalam. A przecież w zimie miałem jeszcze oponkę na brzuchu, co niektórzy żartowali, że oczywiście jest oponka, ale z rowera szosowego:) A teraz jej nie ma. A kolejne propozycje wyjść do jaskiń są. Ale muszę zacząć odmawiać. Trzeba nabrać masy. Bo czeka mnie duże wyzwanie.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.