^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-07-05 Trawers Nadkotliny - W. Śnieżna

środa, 30 lipca 2014 05:52 FrytkaPunk


Sobota. Spałem u Pani Krysi w Witowie. Odpoczywałem po Wielkiej Śnieżnej.

Wieczór spędziłem w bardzo miłym towarzystwie moich klubowych znajomych. Spędziłem go również w bardziej ciekawy sposób, ale to niech pozostanie moją tajemnicą. Tym razem dzięki rozsądkowi jednej przedstawicielki płci pięknej, może nie byłem wyspany, ale miałem mniejszy deficyt snu. Wstałem o 6 godzinie by zjeść śniadanie, zapakować się do samochodu i w towarzystwie Kai stawić się na miejscu zbiórki, gdzie przywitał nas organizator wyjścia, Sławek ze Speleoklubu Tatrzańskiego. W grupie sześcioosobowej, co dla Kai i dla mnie jest bardzo wielką grupą ruszyliśmy do jaskini przez Dolinę Małej Łąki. Oni ruszyli: Kaja, Agnieszka, Tomek, Mariusz, Sławek.

 

 

Ja wlokłem się na końcu. Sił nie miałem. Moc gdzieś się straciła. Na całe szczęście włączył mi się niezawodny tryb Muła. Szedłem przed siebie, nawet nie próbując ich dogonić. Różnica lat robi swoje. Ale gdzieś przed progiem udało mi się dystans zmniejszyć. Wędrowałem do jaskini ponownie przy bardzo sprzyjających warunkach pogodowych. Na dodatek wiał wiatr, który osuszał nadmiar potu na ciele.

Zapomniałem wspomnieć w sprawozdaniu z piątku, że pierwszy raz widziałem walącą wodę górną częścią tej polany w Dolinie Małej Łąki. Znaczy to pewnie, że wysoki jest stan wód podziemnych w Tatrach. Przy Wielkiej Śnieżnej zostawiliśmy nasz dobytek. Przebrani, z osobistym sprzętem i linami ruszyliśmy do otworu Nadkotlin.

Jakoś tak mi się udało pokręcić, że do jaskini wchodziłem ostatni bez przydziałowego wora z linami. Pierwszy raz nie za bardzo chciało mi się wejść do jaskini. Nie przypuszczałem, że takie coś może mnie dopaść. Ale zmęczenie materiału robiło swoje. W małej wnęce przyotworowej przeleżałem ponad czterdzieści minut oczekując na komendę, lina wolna. Fajnie się leżało. Ciepło było i wygodnie. Ale trzeba było się w końcu wpiąć w linę i zacząć zjeżdżać. Tak powoli zjeżdżałem i zjeżdżałem aż w końcu odnalazłem się przy Wodociągu Wielkiej Śnieżnej. Ale szczęście mnie opuściło i pantin również. Znowu się zgubił. Jednak wspólny dalszy los nie był nam pisany. A mógł się przydać. W końcu dalsza droga wiodła teraz wyłącznie do góry. Na początku zauważyłem znane mi liny z napisem WGzCz. Sam je tu doniosłem jakiś czas temu. Ruszyliśmy do góry. Gdzieś w okolicach Prożka Johnego rozpakowałem palnik, butlę z gazem, gary i sporządziłem jedzenie na ciepło.

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy ponownie. Ponieważ w końcu zachciało mi się grotołazić, część drogi pokonywałem tylko się asekurując liną. Aż do Wielkiej Studni, bo tam to już do góry mogę poruszać się wyłącznie po linie. Ale niestety na dole studni ukonstytuował się komitet kolejkowy. Doszliśmy do innej grupy, której dwoje przedstawicieli stało na dnie studni. Wiedziałem, że trochę poczekamy na wolną linę. Minimum sześć osób przede mną. To zajmie jakąś godzinę. Zdążę zmarznąć porządnie. Wyjąłem ponownie butlę z gazem i postanowiłem odgrzać ostatniego gołąbka. Ostrzegłem grupę, że po tej ilości kapusty u góry studni może być za mało tlenu i najlepszą dla nich możliwością, jest jak najszybciej oddalić się ode mnie. Niestety palnik po 18 latach działania zaprzestał współpracy. Dawał bardzo słaby płomień. Gołąbka co prawda odgrzałem, siebie przy okazji również, ale nie był to płomień satysfakcjonujący pozostałych.

W końcu ruszyłem. Za mną pozostała Agnieszka z Tomkiem. Bez pantina i tak zrobiłem Wielką studnię w przyzwoitym czasie. Przy okazji rozgrzałem się. Na końcu lodospadu przepuściłem Kaję i czekałem na Agnieszkę i Tomka. Pierwszy raz byli w Wielkiej Śnieżnej i to wychodząc i mieliśmy obawy czy nie zabłądzą. Ale dali rady. A na zewnątrz było dalej piękne słońce, było ciepło, było wesoło. Żartom nie było końca. Ale co dobre kiedyś musi się skończyć, przyszedł czas, że po dotarciu do samochodów należało się rozstać, pożegnać i życzyć do następnego spotkania gdzieś w jaskini.

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.