^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-07-27 Jaskinia Murowana

wtorek, 05 sierpnia 2014 06:00 FrytkaPunk


W ramach przygotowań do urlopu miałem zrobić to i owo.

Po pierwsze przytyć, nie udało się. Po drugie mieć dobrą kondycję i sprawność, nie udało się. Przećwiczyć pokonywanie przeszkód wodnych, nie udało się. Podsumowując plany, zamierzenia bardzo się rozjechały z rzeczywistością. Wiedziałem, że na urlopie nie będzie dlatego łatwo i przyjemnie.

Ale 27 lipca, w niedzielę, postanowiłem ostatni raz pobyć trochę w jaskini. Mieliśmy jechać we dwójkę, ale kolega po wieczorze kawalerskim, który zakończył się wtedy gdy ja stawałem był niedysponowany. W związku z tym pojechałem sam. W planach była Jaskinia Murowana, a w terminologii zwana potocznie Marmurową. Jaskinia sama w sobie nie jest duża, wymagająca, ale dojście do niej zajmuje trochę czasu i dlatego ją wybrałem. Trochę marszu po górach, trochę lin, czyli wszystko to co potrzebne jest na rozruch. Dotarłem do otworu zlany potem. W Tatrach było tak parno, że koszulka nadawała się do wykręcenia.

Zacząłem poręczować, jedna studnia, druga studnia, trzecia studnia i liny się skończyły. Do nowego dna poszedłem obejściem za wodą. Iść za wodą w przypadku tej jaskini to znaczy, że trzeba iść w wodzie, a dokładnie czołgać się w takim przewężeniu gdzie leje się na plecy, bardzo się leje. Patrzyłem na tę wodę i się zastanawiałem, czy mi się aż tak chce zejść na to dno, na którym już wielokrotnie byłem, żeby się tak zmoczyć? Przemogłem się. Zmokłem. Dno zaliczone i rozpocząłem odwrót. Dolało mi ponownie, zmokło to co jeszcze suche było.

Wyszedłem po jednej linie i gdy się zastanawiałem się czy pójść na stare dno, gdy losy dalszego pobytu w jaskini chyliło się aby jednak wyjść, to dostrzegłem na górze jakiś ruch. Kolejny zespól się zbliża. Aby nie utknąć na długo podjąłem szybko decyzję, wychodzę. Raz, dwa byłem przy pierwszej przepince, do której zbliżał się kursant SKTJ. Minęliśmy się bezpiecznie, on poręczowa a ja przepuszczałem kolejne osoby. Mogłem poczekać pomimo, że byłem cały mokry to jednak ciepło mi było. Pod złotówką spotkałem znajomego, Mariusza oraz starszyznę SKTJ.

Na powierzchnię wyszedłem bardzo szybko. Było jeszcze przed godziną 14. Nad głową kłębiły się chmury, gdzieś z boku dobiegały odgłosy nadciągającej burzy. Jednak na całe szczęście dla mnie, pogoda mnie rozpieszczała, wypogodziło się, a nawet zrobiło się bardzo ciepło. Spacer na dół, do Kir zajął mi półtorej godziny. Pomimo, że szedłem powoli, zmęczenie nóg, tzw. zakwasy były odczuwalne jeszcze w środę.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.