^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-08-23 Jaskinia Małołącka

wtorek, 26 sierpnia 2014 18:34 FrytkaPunk


Miałem w planach odwiedzić, a pierwsze znaleźć trzy mniejsze jaskinie w których jeszcze nie byłem.

 

Później miałem zjechać po ścianie. Ale musiałbym wziąć trochę lin, tak gdzieś 180 metrów, a za bardzo mi się nie chciało. Ostatnio nanosiłem się worów. I gdy się wahałem co robić otrzymałem zaproszenie aby udać się do innej jaskini, w której też jeszcze nie byłem. Po jednodniowym zastanawianiu się odpowiedziałem na zaproszenie pozytywnie, również dlatego, że do góry nie trzeba będzie nieść lin.

 

W sobotę rano wylądowałem w Jabłonce w domu Sławka, który był inicjatorem wyjazdu. Następnie w okolicach Krupówek zabraliśmy do samochodu kolejną osobę ze Speleoklubu Tatrzańskiego, Wojtka. W trójkę ruszyliśmy z Małej Łąki do góry.

 

Koledzy, a właściwie Wojtek bez problemu znalazł otwór jaskini Małołąckiej. Sławek zajął się worowaniem przechowanych w magazynie lin, ja próbowałem bezskutecznie sił jako fotograf.

Po chwili zanurzyliśmy się w otchłań jaskini. Czytałem, że jest w niej krucho, i trzeba bardzo uważać, najlepiej iść w małym zespole, jeden zaraz za drugim. I tak też uczyniliśmy, szliśmy, a właściwie zjeżdżaliśmy jeden za drugim, a żeby nie być zbyt rozciągniętym zespołem zjeżdżaliśmy razem na jednej linie i w jednej rolce. Oczywiście to żart, Wojtek jako wieloletni instruktor pilnował aby wszystko odbywało się zgodnie z etykietą.

 

Sławek poręczował. I tak na spokojnie zjechaliśmy na sam dół. Jaskinia generalnie osadzona jest w jednej szczelinie przykryta wspaniałą jednolitą skałą, która jako sufit lub strop prezentuje się okazale. Dno jaskini jak przeważnie to bywa zalega rumosz skalny, czyli to co przeważnie odpada ze skał, albo jest strącone przez grotołazów.

 

Próbowałem swoich sił aby wyspinać się do małego okienka, ale uszkodzona ręka po wyjeździe zagranicznym udaremniła tę próbę. Nie pozostało nam nic innego tylko się wspiąć do góry i wyjść na powierzchnię. Szedłem jako drugi. Gdzieś w połowie jaskini czekałem na Sławka aby odebrać od niego worek z linami, który z uwagi na możliwość strącania nim kamieni wziąłem na plecy.

Poruszam się na linie do góry i nie czuję mocy. Każdy metr ciągnie się niemożebnie. Myślę, na początku, że dlatego tak jest bo nie mam pantina, że wór niosę na plecach. A prawda była banalna. Likwidacja choróbska przywleczonego z Abchazji antybiotykami ma skutki uboczne, ogólna niemoc. Ale w końcu udało mi się wyjść, ale w stylu żałosnym i nie godnym polecenia.

Na powierzchni dalej było ładnie, w miarę ciepło i zapowiadany deszcz się nie pojawiał. Ale nikt z nas nie był z tego powodu rozczarowany. Po przebraniu zaczęliśmy schodzić tą samą drogą. Nogi mi się plątały. Na dodatek oderwana częściowo podeszwa butów intensywnie zbierała trawę i wszelkiej maści zielsko, czyniąc spustoszenie w zielonych zasobach TPN.

Po drodze sporo było kozic, słychać było świstaka. Po odwiezieniu Wojtka do Zakopanego zostałem zaproszony do domu Sławka gdzie zostały zaspokojone potrzeby mojego tasiemca. Syty udałem się w drogę powrotną, która niestety okazała się bardzo kosztowna.

Otóż natknąłem się na przenośne laboratorium fotograficzne, które zaraz po zatrzymywaniu ukazywało fotkę z jakimiś cyframi, tudzież rejestracją samochodową. Za zdjęcie oczywiście należało uiścić stosowną opłatę. Pierwsza oferta zakupu okazała się bardzo wysoka. Nie miałem takiej gotówki, więc musiałem się udać do pobliskiego bankomatu, aby pobrać brakującą kwotę. Po udzieleniu odpowiedzi na pytanie skąd wracam, został mi udzielony rabat w dość znacznej wysokości. Bycie grotołazem ma też dobre strony. Z uszczuplonym portfelem o gotówkę zamienioną na kilka blankietów "Blok na pokutu 20 euro” ruszyłem dalej.

Tym razem już wolniej. Ale miałem w końcu możliwość pooglądania zabudowy wiejskiej naszych południowych sąsiadów, pooglądać nieliczne przedstawicielki płci pięknej.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.