^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-09-06 Wielka Litworowa II Płytowiec

czwartek, 11 września 2014 06:24 FrytkaPunk


Sobota. Wcześnie wstałem. Jeszcze przed czwartą rano ale wyspany.

Spałem 8 godzin. To jest dar, że mogę zasypiać kiedy chcę. O piątej dosiada się do mnie w Bielsku Jurek. To jest jakaś ironia losu, że Jurek osamotniony aby udać się do jaskini musi to robić akurat w moim towarzystwie. Jurek, wielki teoretyk i praktyk odlekczania, szybki w jaskini jak mało kto, udaje się do jaskini z gościem, który targać będzie w worze bigos i sprzęt do jego podgrzania, ciężki aparat fotograficzny, lampy błyskowe aby spróbować swoich sił w uwiecznieniu na matrycy cyfrowej życia w jaskini. A to przecież wszystko trwa, niekiedy bardzo długo tym samym psując Jurkowi czas akcji. No cóż, taki los spotyka Jurka.

Idziemy do jaskini, Wielkiej Litworowej. Mam pełny wór, nie jest lekki. Pogoda dopisuje. Jest przyjemnie. Na szlaku o tak wczesnej porze jest już jednak sporo ludzi. Na bramce TPN pobiera haracz, 5 złotych od pary nóg a w zamian nie daje nic. Szlaki jak były dalej są śliskie, wywrócić się można. Na całe szczęście idę wolno, starość nie radość.

Jest w końcu i jaskinia. Jurek przebiera się pierwszy i zaczyna poręczować. W tym czasie dochodzą do nas dwie osoby z Krakowa, które idą na tzw. system. Zazdroszczę im. Może i mnie się w końcu uda, może i w tym roku. Powoli zjeżdżam, doganiam Jurka. Na biwaku rozkładam sprzęt, ten do gotowania. Na początek robię herbatę a w drugiej kolejności odgrzewam bigos. Jest dobrze. Herbata i bigos się udały. Jurek w tym czasie planuje jakieś boczne korytarze. Co chwila łączymy się głosowo. Ale umówieni jesteśmy, że niby razem to robimy, i może uda się i mnie przejść do historii:)

Po posiłku ruszam w stronę II Płytowca i robię zdjęcia. Po jakimś czasie dołącza do mnie Jurek i uwieczniam jego oraz nas razem. Później ruszamy do góry, do samego końca II Płytowca. Mnie ciągnie tam chęć zobaczenia czegoś nowego. Po drodze jest kilka studni, które trzeba będzie zwiedzić następnym razem, gdy będę miał liny. Na płytowcu jest trochę krucho, sypie się ten rumosz skalny, dlatego większy dystans między grotołazami jest mile widziany.

W końcu ruszamy do góry, do otworu. Idę pierwszy, powoli. Zastanawiam się czy ja jadłem ten bigos, bo głodnym będąc nie mam sił. Ale w końcu jestem na górze. Po drodze fotografuję wskazane przez Jurka śmieci w postaci licznych starych baterii płaskich i wszelkiej innej maści śmieci. Na powierzchni pogoda dalej nam sprzyja. Chmury co prawda wiszą nad nami, ale się z nich nie leje. Trzymają formę, nie popuszczają. Niestety przed ukochanym Kobylarzem pampers chmur nie wytrzymał. Lunęło, rzęsiście przy akompaniamencie grzmotów. Burza poczęstowała nas nie tylko deszczem ale również gradem. Na szczęście tak małym, że nie musiałem szukać kasku.

 Innych rzeczy również nie szukałem, w tym sprzętu przeciwdeszczowego, bo pozostał w samochodzie. Przygotowany na różną pogodę przyjechałem w Tatry, tylko wszedłem w góry już do końca nie przygotowany. Po kilku minutach polar przemókł. Przemokły spodnie. I w butach z super membraną zachlupotało. Woda wlała się z góry. Deszcz miał również dobre strony. Czas zejścia do samochodu był dobry, a nawet bardzo dobry.

 

Mijaliśmy tłumy osób, które z wielką ostrożnością stawiały nogi na tych mokrych i bardzo śliskich kamieniach. My nie mieliśmy czasu na ostrożność. But albo się trzymał skały, najczęściej się jednak nie trzymał co skutkowało dodatkowym przyśpieszeniem schodzenia. I o dziwo pierwszy raz nie wyłożyłem się jak długi w Kobylarzu co można przypisać nowym butom. Przed samochodem, na parkingu przebieraliśmy się kompletnie. Włącznie z bielizną zakrywającą tzw. części intymne.

Po drodze, u Zięby zjedliśmy małe co nieco i kontynuowaliśmy jazdę. Trochę deszcz nam utrudniał jazdę. Zresztą po ostatnich popisach na Słowacji, po uszczuplonym budżecie paliwowym jeżdżę ciut wolniej. Po godzinie 21 Jurek desantował się w Bielsku. Droga powrotna do domu jednak mi się wydłużyła, dotarłem dopiero po 2 w nocy. A wczesnym rankiem należało stać i udać się do pracy na rowerze, by później, po południu zrobić krótki spacer w Beskidach. Ale to już temat na inny artykuł.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.