^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-10-04 Do Dziadka ponownie w tym roku

poniedziałek, 06 października 2014 07:27 FrytkaPunk


Po długiej przerwie znalazłem się w jaskini. W doborowym towarzystwie.

 

Patrząc z przymrużeniem oka to w międzynarodowym. Sylwia z Speleoklubu Tatrzańskiego, Zbyszek z Verticala, Paweł z Speleoklubu Warszawskiego, Filip z Speleoklubu Bielsko-Biała, Janek z Krakowskiego Klubu Taternictwa jaskiniowego oraz ja również z KKTJ. Dla wielu speleologów taki zbiór nie wchodzi w rachubę, trzymają się kurczowo swoich klubów i nosa nie wyściubiają dalej. Ja nie mam z tym problemów. I tak wyszło, że miałem przyjemność iść do jaskini z ważnymi i znanymi osobistościami polskiego świata podziemno-jaskiniowego.

Wystartowaliśmy z parkingu zaraz po siódmej po obdzieleniu się linami. W domu udało mi się zworować dwa z trzech worów z linami. Trochę się jednak przygotowałem do wyjazdu. Pogoda nie była zła. Chwilami coś niewielkiego z nieba spadało na nas, może nie nastrajając optymistycznie, ale nie gasząc chęci do groto łażenia. Po godzinie 10 weszliśmy do jaskini, gdzieś w okolicach wpół do jedenastej. Zbyszek zaczął poręczować, Rurę, Lodospad, Wielką Studnię. Robił to tak szybko i sprawnie jakby się urodził z tą umiejętnością. Później przejąłem pałeczkę poręczowania i nie było już tak szybko i ładnie. Paweł coś tam przebąkiwał, że te węzły nie są takie jakie powinny być, nie ładne, zbyt długie uszy itd. Pierwszy raz szliśmy razem, to się dopiero musi przyzwyczaić, że ja to cały czas się uczę, a że oporny jestem na naukę to i długo to trwa w moim przypadku.

Na Suchym biwaku zrobiliśmy popas. Powiedzmy, że najedzeni ruszyliśmy na dół. I udało mi się. Doszliśmy do Syfonu Dziadka od strzału. Niestety nie mogłem liczyć na pomoc, bo nikt z ekipy nigdy nie był na dnie jaskini Wielkiej Śnieżnej i dlatego byłem trochę zdenerwowany. Droga powrotna podczas której Janek robił zdjęcia ciągła mi się trochę. Głodny byłem. Na Suchym biwaku odgrzałem bigos, zrobiłem herbatę i jako ostatni ruszyłem do góry. Na II Płytowcu miałem kryzys. Organizm oddał się trawieniu bigosu, moc gdzieś uleciała, i nie szedłem po linie tylko się wlokłem. Głowę opanowała myśl, po co masz iść Frytka do góry, usiądź sobie tu, a najlepiej to się połóż, traw bigos, prześpij się, odpoczywaj, po co masz się męczyć idąc do góry, nie masz co się śpieszyć, tam na górze i tak jest już ciemno. Obydwa płytowce to była rzeźnia, walka z perspektywą błogiego lenistwa. Przed Wielką Studnią zawiązał się komitet kolejkowy. Byłem trzeci do liny. No to się rozwaliłem na tym rumoszu skalnym i leżałem. Trawiłem, leżałem, zasypiałem. W końcu usłyszałem: wolna lina. Zmarzłem bardzo, strasznie, totalnie. Pierwszy kawałek liny nic nie zmienił, dalej było mi zimno. Dopiero na drugim termika ciała się poprawiła. Lodospad i pojawiła się rura. Po chyba 10 godzinach wyszedłem na powierzchnię. A na zewnątrz oprócz spodziewanej czerni nocy nie było deszczu i zimna. Było dobrze. Przebrałem się i ruszyliśmy dół. A w drodze powrotnej jak zwykle było ślisko, była rozmowa telefoniczna, mrok rozjaśniany czołówkami i chwila wytchnienia gdy w końcu zrzuciłem wór przy samochodzie.

Swoją drogą podziwiam w/w osoby za akt odwagi. Iść ze mną jako prowadzącym to trzeba mieć nerwy na wodzy.

Czekam na zdjęcia od mistrza Janka. Podobno jak zwykle są nieudane. Wieć umówiliśmy się, że w razie czego autorstwo przypiszę sobie. A jak na mnie to i tak będą super.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.