^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-12-13 Bańdzioch V dno

piątek, 26 grudnia 2014 11:05 FrytkaPunk


Ponad dwutygodniowa absencja w jaskini zaczynała być odczuwalna.

Bardzo. Postanowiłem zatem, mierząc siły udać się do nisko położonej jaskini, wziąć aparat, piankę neoprenową i trochę popływać. Wziąć aparat z myślą, że może tym razem uda się zrobić chociaż jedno zdjęcie. Jednak w tygodniu skontaktował się ze mną Sławek z następującą propozycją. Czy jestem zainteresowany V dnem w Bańdziochu, i tym razem legalnie. Jakże mogłem odmówić! Po pierwsze idąc jako gość, nie muszę się niczym martwić. Nie interesuje mnie prawie nic. Może nawet uda mi się wykręcić od noszenia wora pełnego lin, tak myślałem. Nie będę musiał prać lin. Szczególnie to jest dla mnie ważne, bo mam brudne 350 metrów lin i nie wiem kiedy je wyczyszczę, Na razie sypie się z nich i dymi przy każdym poruszeniu. Po drugie, udać się do Bańdziocha i to legalnie, o to często się nie zdarza. Szczególnie ma to znaczenie gdy szpiegowski sprzęt TPN robi zdjęcia na przełęczy, wypłaszczeniu tuż przed odbiciem ze ścieżki w kierunku do dolnego otworu. Tak, na nielegalu należy mieć na twarzy kominiarkę:) aby pozostać incognito. 13 grudnia 2014 roku okazał się łaskawy, nie zostałem internowany czy w inny sposób ubezwłasnowolniony.

 

Z zaproszenia skorzystałem nie tylko ja. Na podstawie udzielonych mi pełnomocnictw i powiedzmy prerogatyw zaprosiłem mojego starszego kolegę, który już wcześniej zapytywał się mnie czy nie mam jakiś planów jaskiniowych na sobotę. I tak o piątej rano w sobotę podjechałem po Jurka do Bielska, a stamtąd przez jak zwykle Słowację jechaliśmy w kierunku Tatr. Po drodze przesiedliśmy się do samochodu Sławka, po drodze zabraliśmy Sylwię i w samych Kirach po podziale sprzętu i spotkaniu z Krzyśkiem, cały zespół wszedł w Dolinę Kościeliską. Pomimo grudnia było ciepło. Ba, bardzo ciepło. Byłem przygotowany na mróz, a tak całą drogę było mi za gorąco.

Na Hali Stoły zrobiliśmy krótki popas. Pogoda dopisywała, było słonecznie, wiatr przycichł. Na całe szczęście, bo od zeszłego roku nie można się skryć przed niesprzyjającą pogodą w szałasach, są pozamykane. Jeszcze chwila spędzona na szlaku i odbijamy w bok. Drogę znam, ale idąc czwarty nie muszę torować drogi. Wpatruję się w ślady przede mną i po nich kroczę.

Jeszcze przed wkroczeniem na Halę Stoły mogłem z bardzo bliska obejrzeć jakie spustoszenie spowodował wiatr po zeszłorocznych świętach. Chwilami, częstymi, nie było lasu, tylko setki powalonych drzew. Powyżej Hali Stoły, wiele drzew również było powalonych utrudniając nam trochę dojście. Przyszedł moment, że trzeba było użyć czekana, tak asekurująco. Raków nie używałem, bo nie zaszła konieczność, ponadto na moje duże gumowce nie są zaprojektowane.

 

I tak w sprzyjających warunkach towarzysko-atmosferycznych dotarliśmy do górnego otworu. Tam zręczne ręce moich kolegów sklarowały liny, przydzieliły wory i po kolei zanurzaliśmy się w otworze jaskini. Ja ostatni. Na początku w tych ciasnych partiach przyotworowych nie byłem zbyt szybki. Po wzięciu wora od Zbyszka jeszcze zwolniłem. W końcu dogoniłem odpoczywającą ekipę. Ruszyliśmy za przewodnikiem w dalszą drogę. I tak lina za liną doszliśmy do jakiegoś zacisku, który w dół nie stanowił żadnego problemu.

 

W końcu jest, V dno, syfon z tak idealnie czystą wodą, którą wręcz była na początku niewidzialna, aż chciało się iść dalej. Mokro by się to skończyło. Po odpoczynku, po ekscytacji i tak dalej innych pierdołach wracamy, do góry. Gdzieś w tak połowie drogi zauważyłem, że Jurek targa wór. Na prośbę Sławka umiliłem część drogi śpiewem, tekstami Dezertera. Jurek nie wytrzymał, porzucił wór i uciekł do góry. Ale mój łabędzi śpiew ścigał go długo. Wyszliśmy na powierzchnię a tam przywitała nas noc. Po przebraniu rozpoczęliśmy zejście, zakończone obiadem u Śliwy.

 

I tak zakończyła się kolejna wędrówka pod ziemię w doborowym towarzystwie, pośród znajomych z którymi miło czas się spędza.

Zdjęcia autorstwa Sylwii i Jurka.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.