^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2014-12-27 Grotołażenie

wtorek, 06 stycznia 2015 07:42 FrytkaPunk


Jeszcze przed świętami zadzwonił do mnie Jurek, czy wybiorę się z nim do jaskini w sobotę po świętach.

 

Ochoczo skorzystałem z zaproszenia i 27 grudnia o 7 rano spotkałem się z liczną grupą z SBB w Kirach. Po otrzymaniu przydziałowych lin udaliśmy się w głąb doliny. W delikatnym śniegu, tzn. takim, który nie przesypywał mi się górą do gumowców dotarłem do jaskini. Szybkie przebranie i wskakiwałem do otworu, w którym wiatr duł z mocą o której zdążyłem prawie zapomnieć. Kilka zjazdów, trochę czołgania i zaczęło mi się robić ciepło. Im dalej od otworu tym mniej wokół mnie było lodu a więcej wody. Należało się poruszać ostrożnie, cordurowy kombinezon złakniony wydawał się wody, a że przy okazji ja będę miał mokro, najwidoczniej go nie interesowało.

Od jednej kościelnej budowli zjeżdżamy w dół. Lina za liną. W pewnym momencie Jurek mówi, że możemy pozostawić osobisty sprzęt, nie będzie nam potrzebny. Też zrzuciłem z siebie uprząż, zrobiłem parę kroków i poczułem zew organizmu. Oświadczyłem, że muszę się udać za potrzebą. Z dołu dobiegł głos Jurka: gówna zabieramy ze sobą. Czyżbym miał wziąć go na dno? I w czym? Z dołu ponownie dobiegł głos Jurka: w szpejarce mam woreczki na tę okoliczność. Gabrysia z góry zrzuciła mi mały pakunek, o którym mówił Jurek. Gdy zostałem sam zacząłem się dobierać do pakunku. Był tak owinięty taśmą klejącą, która się rwała, że miałem obawy czy zdążę. W końcu się udało, rozkładam o to była folia NRC. Myślę sobie, że Jurek nie będzie zadowolony.

Doganiam grupę przez zaciskiem. Słyszę głosy dopingujące Jurka: dasz radę. Jednak nie dał. Wycofał się. Później do szturmu przystąpił Michał. Przepchnąłem się do przodu i mogłem na żywo spoglądać na jego próbę przejścia zacisku. A jest to dość ciekawe miejsce. Zacisk nazwałbym iście medialnym. Bo z loży szyderców doskonale widać przekrój zacisku i sierotę, która przez niego się przeciska przy śmiesznych, złośliwych, dokuczliwych komentarzach zasiadających w loży. Michałowi się udało. Druga przystąpiła do pokonania zacisku Gabrysia. Po jej sukcesie spróbowałem ja. Wiecznie niedożywiony utknąłem na klacie, na tej mej pseudo klacie, która wielokrotnie była w przeszłości źródłem żartów kolegów. To jak to jest. Za mało atletyczny do życia w społeczeństwie, za dużo do zacisków? Ściągnąłem jedną cienką bluzę i spróbowałem ponownie. Wyregulowałem oddech, wycisnąłem powietrze z płuc, prawidłowo zapadnięta klata zrobiła się bardziej zapadnięta i przeszedłem. Po mnie udało się to jeszcze Jurkowi. W okrojonym, czteroosobowym składzie poszliśmy w dół. Po drodze widzę punkty zjazdowe. Ale nie ma lin. Idę dalej. Jest meander. Upierdliwy jak to meander. Po nim marsz do dna kontynuuję tylko z Jurkiem. Niestety pamięć mojego kolegę chwilami zawodzi, zdarza się szukać drogę, a sił już nie ma za wiele. Jednak determinacja bierze górę. Idę dalej. Pojawiają się odcinki linowe. Nawet się nie zastanawiam jak je pokonam pod górę. Na razie cel jest przed nami. W pewnym momencie pojawia się ostatnia lina (sprawdzone na szkicu technicznym po powrocie do domu). Jednak nie odważamy się po niej zjechać. Bo to by się udało, ale jak ją pokonać pod górę bez płani? Wiem, że wyjdę, ale później będę wychodził z jaskini nie 4 godziny tylko na pewno więcej. Jurek jest podobnego zdania. Wycofujemy się będąc kilkanaście metrów od dna. Rozsądek bierze górę nad determinacją.

Wracając niedaleko od otworu spotykamy Gabrysię i Michała. Wlokę się jak stary dziad. Cholerne jelita wysysają siły witalne których nigdy za wiele nie było. Na całe szczęście poruszanie się po linach mam już we krwi. Automatycznie powtarzam ruchy, płań - croll, przepinka. Czuję tchnienie zimy. Ubieram się cieplej i jako ostatni wychodzę na powierzchnię. Jak zwykle się nie przebieram tylko w kombinezonie mam zamiar zasuwać do samochodu. W oczekiwaniu na grupę trochę marznę. W końcu ruszam powoli. Czekan w garść i krok po kroku przesuwam się do zbawczego lasu, gdzie będzie bezpieczniej. Po późnym obiedzie u Śliwy żegnam się z miłym towarzystwem i wyruszam do domu a głowę wypełnia jedna myśl: puk, puk, wróciłeś:).

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.