^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2015-01-31 W Gorcach

czwartek, 12 lutego 2015 07:15 FrytkaPunk


Jest takie pasmo gór w Polsce, które bardzo lubię, które hołubię najbardziej. O Gorcach piszę.

Mój pierwszy kontakt z tymi górami miał miejsce gdzieś w 1985 roku, gdy jako nastolatek poszedłem z Rodzicami na wędrówkę od Rabki do Krynicy-Zdrój. W następnym roku ponownie byłem w Gorcach z Rodzicami. I później jeszcze kilka razy z Tatą. Nigdy nie zapomnę tych chwil gdy spaliśmy w bazach namiotowych studentów na Gorcu czy Lubaniu. To są wspaniałe wspomnienia, które tkwią we mnie. Niestety nie pójdę już z Tatą po Gorcach. Tata nie zrobi śniadania, ja nie wypastuję naszych butów. Niestety, ale na szczęście są wspomnienia. I dlatego tak bardzo cieszę się jak jestem w Gorcach, bo to powrót do przeszłości, do wspaniałych chwil i tworzenie nowych wspomnień. I tak też było tym razem.

Wyruszyliśmy z Rabki czerwonym szlakiem na Maciejową. Naszym celem była Bacówka nad Maciejową. Tym szlakiem nie szedłem 27 lat ponieważ bardziej lubię wschodnią część Gorców, Kudłoń, Gorc, Lubań, tę mniej cywilizowaną, bez schronisk. Tym razem musieliśmy spać w schronisku, bo zima, bo wędrowaliśmy z małym dzieckiem. Cała nasza piątka powoli pięła się do góry. Wiał zimny wiatr, śniegu było sporo. Droga ciągła się niezmiernie, gdy kroki stawia małe dziecko. W końcu posadziłem Karola na barana i poszedłem przed siebie.

Szlak był delikatnie przetarty. Za mną dreptał Piotrek. Panie, Magdalena i Marta z sankami zostały z tyłu. Mój pasażer na początku coś tam marudził, krzyczał, mówił, że nie lubi Marcina. Nie on jeden, He, He, He. Wspinałem się powoli. Gdzieś tam na niebagatelnej wysokości 800 m.n.p.m na chwilę ściągnąłem pasażera z mojego karku. Musiałem się trochę pogimnastykować. Wiatr wiał intensywnie cały czas. Karol opatulony dodatkowo moją puchówką kontynuował ponownie dalszą drogę na moim karku.I w końcu jest, ukazała się po lewej stronie Bacówka nad Maciejową.

Porzuciłem przy wejściu do schroniska Karola i Piotrka i potruchtałem po Panie. Przejąłem sanki od Pań i podzieliłem się swoim postrzeżeniem, że generalnie miałem je zostawić same na szlaku, ale ponieważ, dziwnie się przyglądano mnie i Piotrkowi, że dwaj faceci, z dzieckiem, bez kobiet, to uznałem, że lepiej dla uniknięcia dziwnych komentarzy jak jednak Panie będą z nami.

Zjedliśmy obiad w schronisku, zresztą dobry i udaliśmy się na górkę aby skorzystać z kąpieli słonecznej oraz atrakcji, zjazdu na dupolotach. Niestety w naszej drużynie nastąpił rozpad. Karolek wraz z tatusiem pilnowali łóżek, natomiast nasza trójka szalała na śniegu. Było fajnie, bajkowo. A później były tańce, hulanka i swawole. W moich żyłach zaczęło płynąć grzane wino, reszta towarzystwa raczyła się tzw. herbatą zakrapianą mocniejszymi kroplami. Graliśmy w karty, żartowaliśmy.

Gdzieś po 23 w nocy szef schroniska zwrócił nam uwagę abyśmy byli trochę ciszej z wielkim naciskiem na mnie. Więc kolejne kawały wygłaszałem szeptem. W międzyczasie Panie gdzieś się straciły. Za bardzo nie wiem kiedy, albowiem wino osłabiło moją czujność, spostrzegawczość. Gdy dotarłem do pokoju, o własnych siłach, na własnych nogach, nie zataczając się śpiwór miałem już przygotowany, więc pozostało mi się tylko umyć i kłaść się spać. Pierwszy raz w nocy, w zimie, w schronisku spałem poza śpiworem. Tak było ciepło, dla mnie za ciepło.

Rano pobudka. Karol na całe szczęście budził rodziców, nie nas. Głowa nie boli. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jest nawet lepiej ale … nie jest to historia na ten artykuł. Śniadanie, a po nim wychodzę na pole, cieszyć się słońcem. W oczekiwaniu na resztę grupy próbuję zrobić kilka zdjęć.

I w końcu lądujemy na naszym stoku. Jest zabawa, walka na śnieżki, nieudolne próby powalenia Piotra na kolana, są zapasy i podchody.
Rozgrzany rozbieram się do pasa i całą moją prawidłowo zapadniętą klatą łaknę słońca, wytwarzam witaminę D, myję się śniegiem na cały tydzień na zapas. Jest bardzo dobrze, bajkowo.

Jemy obiad i niestety ruszamy w dół. Tym razem tata Karola niesie syna, bo na dół jest lżej. Idę powoli, delektuję się miłym towarzystwem, słońcem, miłym towarzystwem, przetartą ścieżką, miłym towarzystwem. Na szlaku spotykamy bardzo wielu ludzi. Można rzec, że to już była stonka. I tak powoli dotarliśmy do samochodu gdzie zakończyła się górska część wycieczki. A później w drodze powrotnej był jeszcze jeden na ciepło posiłek, przed ostatecznym rozstaniem, podziałem naszej drużyny, na dwa mniejsze zespoły, które udały się w różne kierunki w sobie tylko znanych celach.

 

 

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.