^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2017-02-18 Zimą w Zimnej

Sobota jak sobota, którą planuję spędzić w jaskini. Pobudka bardzo wcześnie rano rodzi sprzeciw, bunt wśród współtowarzyszy, który stłumiony zostaje szybko czy to siłą argumentów, czy to siłą perswazji, dochodzi do skutku. Większość miasta śpi, ciemne okna w mieszkaniach towarzyszą mi w drodze do samochodu. Jest lekkie poczucie ulgi, szyba przednia w samochodzie nie jest zamarznięta, lecz jest widocznie mokra. Deszcz na razie nie zaprząta mojej uwagi, lecz implikacje wynikające z jego opadu, czy droga nie będzie śliska?20170219zimna1

 Moją samotność na parkingu burzy pojawiająca się osoba na horyzoncie. Trochę objuczona w tym niewyraźnym rzucanym przez latarnie świetle wydaje mi się znajoma, czyżby współtowarzysz nadciąga? Zgadza się, to sam Prymula jest punktualnie. Nie pozostaje nam nim nic innego jak po załadowaniu się podjechać po ostatniego współtowarzysza, który pewnie jak zwykle późno poszedł spać i myśli, że ma mandat, aby spać z tyłu samochodu w drodze do celu. I wychodzi na to, że jak zwykle mu się udaje, dosypia w tyle samochodu, gdy ja prowadzę auto.

20170219zimna3

Adam podziwia piękne sezonowe formy naciekowe

W Kirach wita nas pochmurne niebo, z którego delikatnie pada śnieg, bliska zeru temperatura. Ruszamy w dolinę, Prymula, Adam i ja. Wór mam lekki, nie potrzebujemy wiele lin. Idzie się przyjemnie. Krótkie podejście do jaskini, i jesteśmy obok jest wejścia. Podczas przebierania się nadchodzą członkowie drugiej grupy, liczebniejsi od nas. Mają inny cel niż my. Kiedy nasz jest zawsze taki sam, aby dotrzeć do jakiegoś miejsca w tym podziemnym świecie oni idą, aby dołożyć kilka stałych punktów, które okazują się niezbędne, aby przeciętny taternik jaskiniowy mógł pokonać przeszkody, które najczęściej na tzw. szkicu technicznym wiodą z dołu do góry, są oznaczone grubszą kreską i towarzyszy im rzymska litera, IV, V.

Śpieszę wyjaśnić może niezrozumiałe ostatnie zdanie. W jaskiniach mimo wszystko pojawia się trochę ludzi, którzy się w nich przemieszczają. W niektórych jaskiniach ten ruch jest znaczny, generowany szczególnie przez wyjazdy kursowe, przyszłych adeptów taternictwa jaskiniowego.

Na prożkach, kominach, na które trzeba się wspiąć od setek, a może tysięcy przejść skała robi się bardzo wyślizgana, i tam gdzie jeszcze kilka lat temu od jednego punktu asekurującego do następnego oddalonego o 2 – 3 metry można było wspiąć się bez problemu, teraz zaczyna się to robić niebezpiecznie. Nie ma punktów podparcia, gumowiec ślizga się na wyślizganej i mokrej skale.

Pokonywanie drogi w górę z większą ilością punktów, przez które puszcza się linę jest bezpieczniejsze dla wspinającego się. Lot po odpadnięciu od ściany na sprzęcie statycznym nie należy do przyjemności, szczególnie jego ostatni etap, a jeśli można zapobiec wyciąganiu uszkodzonego klienta z jaskini przez służby ratunkowe to, czemu tak nie czynić.

20170219zimna2

Pierwsi ruszmy do jaskini. Witają nas piękne sezonowe formy naciekowe. Lodowe. Pstrykam kilka zdjęć z myślą, że jak będziemy wracać poświęcę im więcej czasu. Po długim powiedzmy względnie poziomym korytarzu, rozpoczynają się przeszkody, które musimy wyspinać. Na pierwszy rzut idzie Adam. Przechodzi, więc my z Jurkiem nie musimy się wspinać, lecz przemieszczamy się po linach. Na samych płaniach. Postępowanie Jurka ładnie puentował Adam: lepiej nosić niż używać. Ach, ile w tych słowach zawartej jest ironii, bo gdzie miejsce na odlekczanie?* Czarny komin w większości omijamy obejściem, jedynie dla Prymuli z góry zrzucamy linę. Resztę komina zdobywa Adam. Bęczkę biorę na siebie, bo jest łatwa:). Jeszcze kilka przeszkód i jesteśmy w Chatce. Ruszamy dalej do góry. Przed syfonem Krakowskim z trudem wspinam się na jakiś próg. Zasiedziały tryb życia odbija swoje piętno. Syfon jest bez wody, omija nas lewarowanie. W drugim korkociągu wita nas woda. Nabieram wody do jednego gumowca i do rękawiczek. Krótki spacer w Partiach Wrocławskich i wracamy. Niektórym z nas nie udało się pokonać na sucho z powrotem wody w Korkociągu Wrocławskim. W chatce odgrzewam małe, co nieco. Na Beczce korek. Trzy zespoły. Kilkunastu ludzi. Jest ludno, głośno i wesoło. Wraz z drugim zespołem wracamy. Trochę akcja się przeciąga, są problemy z linami. Marznę w oczekiwaniu. Tracę czucie w palcach. Powoli podczas marszu odmarzam. Nie powstają kolejne zdjęcia. Mokry wychodzę na powierzchnię. Jest jeszcze jasno. Dopiero przed samymi Kirami ogarnia nas ciemność, tak bardzo nam znana.

20170219zimna4


*odlekczanie, nauka o bezustannej walce pomiędzy masą a niezbędnym minimum do życia np. w jaskini, jeżeli możesz z czegoś zrezygnować to zrezygnuj, nie noś co jest zbędne; Prymula – największy teoretyk i praktyk odlekczania mi znany, za każdym razem mnie zaskakuje i dlatego cały czas trwa spisywanie przez mnie zasad odlekczania.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.