^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2017-02-25 Miętusia - Stare Partie

Trzeci weekend w lutym udaje mi się wyjechać do jaskini. Zostałem zaproszony na emeryckie wejście, czyli stare partie w Miętusiej. Organizator wyjazdu, Prymula wraz z kursantką Agnieszką oraz Zbyszkiem mieli pokonać wodę na sucho na pontonie, a ja w suchym kombinezonie. A co z planów wyszło to już za chwilę będzie można przeczytać.

20170225mietusia1
20170225mietusia3Ale od początku. Jest sobota rano, trochę później niż zwykle, ruszamy z Bielska-Białej. Droga jest lekko przyprószona śniegiem i niestety lekko śliska. Siedzę z tyłu samochodu, więc mam o szczęście, że nie muszę się denerwować warunkami panującymi na drodze. W Kirach szybko się przebieramy i jesteśmy na szlaku. Gdzieś w okolicach polan w Dolinie Miętusiej dołącza do nas Sławek z ST. Wygląda jak jeleń jaskiniowy, tzn. obwieszony jest sprzętem, który niesie dla innych zespołów. Szacunek, bo mnie by się pewnie nie chciało. Po chwili dołącza do nas jeszcze kilka osób.

20170225mietusia2

Jako pierwsi wślizgujemy się do rury. Ślizgam się na lekko, bez uprzęży, z prawie pustym worem. Na końcu rury schodzę ostrożnie. Idę za przewodnikiem. Mały prożek i jest woda. Koledzy pompują ponton, a ja wdziewam suchy kombinezon. Filmuję ich wyczyny. Nabierają wody, nie jest to bynajmniej przeprawa na sucho. Mam ubaw. Gdy taplam się w wodzie Jurek prosi mnie abym się zamoczył, co czynię nawet trochę przez przypadek. Poślizgnąłem się i zanurzyłem się więcej niż chciałem. Nastąpiła katastrofa. Nabrałem wody, chyba nie domknąłem zamka kombinezonu. Miał być sucho wyszło jak zawsze. Doszliśmy do końca korytarza i dobiliśmy do wody. Ja już czekam w wodzie na Prymulę. Jest skazany na mój kaprys. Porusza łapkami a jednak nie płynie, trzymam ponton, he, he, he. Jurek krzyczy, że nabiera wody, ja tego nie słyszę, wyraża się ostro na mój temat, słownictwo w całości jest nie do zacytowania, ale pada również Frytka ty gnoju. Hm, a gdzie słowa Frytka ty psie? W końcu okazuję łaskę, dobija do brzegu i ma ubaw, mój śmiech obija się o skały, po pas wpadł do wody. W ciągu tygodnia dwa razy się zmoczył, he, he, he. Ale ja też nie jestem suchy. Po przebraniu idziemy dalej. Jurek idzie z kursantką do Syfonu Zwolińskich a ja wykręcam skarpetki, co miały być suche.

W rurze zrobiło się tłoczno, mijamy się z kursem z SBB. Końcówka rury jest jak zwykle śliska, zalodzona. Na zewnątrz kolejni grotołazi. Tłoczno się robi. Nasz krótki pobyt w jaskini ma jedną zaletę. Gdy wychodzi to słońce nie chowa się za nieodległym horyzontem, jest możliwość zażycia kąpieli słonecznej, z czego korzystam niezwłocznie. A później czekało nas to, co zwykle, powrót do domu, zwykła ciąg czynności w niezwykłym towarzystwie.

20170225mietusia4

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.