^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2017-03-23 Jak miło, że znowu w Czarnej

Jestem trochę kontuzjowany. Kostka po upadku w Marmurowej dalej niedomaga. Musze iść na kompromis, będzie jaskini, ale nie będzie to na przykład trawers Czarnej, bo nie wiem czy uda mi się wyspinać końcówkę Progu Latających Want. Porozumiewawczy się z samym sobą idę na spacer do Czarnej. Wieczorem w piątek pada jednak propozycja aby dołączył się do grupy z KKTJ i poszedł razem z nimi. Mistrz Jan wybiera się na sesję fotograficzną wraz Magdą i Maćkiem. Idziemy razem, tylko, że ja z Kają poszwendamy się jeszcze trochę więcej.

20170326czarna1

Zostawiamy Mistrza Jana z parą statystów i idziemy do Partii Wawelskich. Ja zostałem w ogóle zwolniony z funkcji statystowania, ponieważ Mistrzowi kolor mojego kombinezonu nie odpowiada, jest antyfotograficzny. A przecież jest taki ładny, zielony, jak ja dajmy na to w sprawach jaskiniowych. Powłóczywszy się po jaskini wracamy na terytorium usiane lampami błyskowymi, które dodatkowo wyzwalamy naszymi czołówkami. Fantastyczne uczucie, gdy w mrokach jaskini na raz odpalą dwie lampy błyskowe o dużej liczbie przewodniej w oczy. Wtedy to widać linię przewodnią partii, albo coś innego, ale na pewno nie korytarz w jaskini. Potowarzyszyliśmy towarzystwu fotograficznemu, trochę zmarzliśmy. Postanowiłem nie jeść ciepłego posiłku w jaskini tylko na powierzchni, gdzie rano tak pięknie słońce świeciło, gdzieś na Polanie Upłaz upstrzonej fioletowymi krokusami, a czując się trochę głodny poganiałem towarzystwo ku wyjściu z jaskini. Po drodze zwiedziłem wraz z Kają kilka odnóg, które często były pomijane, a bo to czasu było mało, a to najzwyklej w świecie się nie chciało. Było trochę czołgania, giełgania jak to mówi Kaja.

20170326czarna2

Był mały ubaw na wyjściu z jaskini, przyciąganie ziemskie się chwilami wzmagało co utrudniało skutecznie wygramolenie się w przeszkodzie terenowej. Jednak nam się wszystkim udało wyjść szczęśliwie na powierzchnię. A tam słońca już nie było tak dużo jak rano. Jak to śpiewa Wolna Grupa Bukowina: chylił się dzień do kresu i to już moje słowa, słońce zaczynało się chować na Kominiarski Wierch, gdzie bytuje orzeł blokujący wejście do Bańdziocha. Tym razem będąc nastawiony pozytywnie nie życzyłem orłowi źle, a za chwilę smutek z niemożliwości wejścia oficjalnego do Bańdziocha przesłonił mi większy problem. Wydawało się, że wszystko jest aby na ciepło zjeść. I fasolka była, i był gaz oraz palnik z menażkami, tylko ognia nie było jak wskrzesić. Głodny powłóczyłem nogami do Kir, gdzie pożegnałem szanowne towarzystwo i pojechałem do domu. Po drodze wstąpiłem aby podgrzać jedzenie u kolegi Sławka na Orawie, z którym to już dawno się nie widziałem, bo przedkłada towarzystwo innych osób nad moje (co jest całkowicie zrozumiałe, też się sam ze sobą męczę) he, he, he.

20170326czarna3

20170326czarna4

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.