^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2017-05-06 Klasyczny trawers Czarnej

Wyruszyłem jak zwykle, wcześnie rano. Ptaki już nie spały. Ich poranne trele to jednoznaczny sygnał, jest wiosna. Co prawda tegoroczna wiosna ma chwilami problem aby przebić się przez śnieg i niską temperaturę, ale końcu jej się udaje zatryumfować nad zimą. W moim mieście trochę mży. To nic. W Bielsku nie pada, napierdziela żabami. Nie myślę o powrocie do ciepłego i suchego domu, myślę, no trudno, zmoknę. W Żywcu nie jest lepiej, pada. Na Slowacji jest super, asfalt już schnie. W Polsce ponownie nie jest różowo. Przed Kirami to woda leci z nieba jak z cebra. Na parkingu, za 10 złotych za dobę nie pada. Jem bułkę, pakuję się i ruszam. Mżawka mi nie przeszkadza. Ceprów brak. Nawet parkingowych nie ma, a tu słonko wychyla się zza chmury.

20170408czarna3W całej Dolinie Kościeliskiej minąłem w sumie dwóch turystów, ale daninę na bramce trzeba uiścić. Kolejne 5 dudków opuszcza moją kieszeń. Na Polanie Pisanej idę do góry. Czas dotarcia do jaskini nie jest zły, godzina i dwanaście minut. Przebieram się i wyruszam do otworu. Wchodzę o 8:45. Nastawiam wcześniej godzinę alarmową na 17. Zjeżdżam zlotówką na złodzieja. Na dole udaje mi się ściągnąć linę bez problemu. I idę tą znaną mi drogą na klasyczny trawers Czarnej. Który to już raz się zastanawiam i nie mogę się doliczyć. Wody w jaskini jest bardzo dużo. Szum płynącej i lecącej z góry jest bardzo intensywny. Wiem, że na sucho jaskini przejść mi się nie uda. Pytanie jest jedno, będzie to wcześniej czy później. Osobiście wolę później, he, he, he. Prożek Rabka, Sala Francuska i Łukowa, Trawers Herkulesa, Komin Węgierski, jestem dumny z siebie, trasę pamiętam i nazwy części jaskini. Wiem, wiem, że inni pamiętają te nazwy po 1 przejściu a ja dopiero po trzydziestym, i dlatego muszę tak często chodzić po jaskiniach. Nie mogę spocząć na laurach być dwa razy w Czarnej i napisać na faceboku, że jestem speleologiem jak inni, jak większość. Ja muszę dreptać jak najczęściej po tych korytarzach i może mogę nazwać się początkującym grotołazem. Prawdziwy grotołąz wie, gdzie jest spąg a gdzie strop. A ja jak za zamierzchłych czasów, gdy jeszcze kolega Chomik chodził po jaskiniach wiem gdzie jest podłoga a gdzie sufit.

Koniec moich pseudo głębokich przemyśleń, idę dalej. Jak zwykle mam problem z jednym prożkiem. Zawsze mam obawę, że spadnę z góry. I tym razem mi się udaje. Przed prożkiem Furkotnym leje się niemiłosiernie. Dochodzę do Progu Latających Want. Jestem mokry i myślę że gorzej nie będzie. Ciągnę pierdzielony ciężki worek. Ta cholerna 80 metrowa lina wody się opiła. Z 5 kg przytyła pewnie do 20 kg. Ciuchy też pomimo reklamówek wody nabrały. Ale wspinam się z tym ciężkim gównem. I tak walcząc z worem nie zauważyłem, że zaszedłem za daleko. Nie chce mi się cofać, myślę, pójdę obejściem trudności. Ach, gdyby mógł cofnąć czas to poszedłbym główną trasą co podobno jest trudniejsza, Może, mi nie nastręcza kłopotów, ale na pewno jest sucha. W obejściu trudności, gdy trzeba wtulić się trochę do jednej ściany a zapierać się o drugą nie jest to przyjemne gdy wtulasz się do tej co leje się woda. Nabieram wody pomimo, że nie pamiętam kiedy ostatnio byłem taki szybki i gibki. I w końcu jestem na powierzchni. Nie brudzę się mocno na ostatnich dwóch metrach jaskini. Woda skutecznie spłukała z kamieni tę czarną maź. A na zewnątrz, na polu wita mnie słońce. Postanawiam przebrać się na Polanie Upłaz, w promieniach słońca wyschnąć i ogrzać się. Mój plan spalił na panewce za sprawą chmur i mgły, które to w niepodzielne władanie przejęły najbliższą mi okolicę. Na szlaku pusto. Ani jednego człowieka. Dopiero na ubitym gościńcu Kościeliskiej spotykam trochę spacerowiczów, gdzie na końcu czeka na mnie samochód, którym dojadę do domu i zakończę kolejny wyjazd uzależnionego od jaskiń.

 

 

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.