^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2017-05-20 Znowu Czarna – Odwrócony trawers

Czy to już? Przez sen się przebija myśl. Czy to już, czwarta rano? Sięgam po budzik a on zaczyna dzwonić. Nie chce się wstać, ciepło łóżka kusi. Ale trzeba wstać, pasja wzywa. Szybkie śniadanie, trochę książki na przebudzenie i już jestem w samochodzie. Puste ulice, drogi, wszak to sobota, piąta rano. Normalni ludzie o tej porze śpią. Ponieważ do nich się nie zaliczam, więc śpieszę do celu, myśląc jedynie, że jak wrócę do domu to wcześnie położę się spać i odeśpię zaległości. Mijam znane miejsca, zakręty, sklepy. Tę znajomą drogę burzy chwilami oznakowanie, że to remont nawierzchni i trzeba uważać aby podwozia nie stracić. I tak jadę dalej.

20170520czarna1

W Kirach coś się zmieniło. Wszystkie parkingi są po 10 zł. Sumienie ich ruszyło, a może dudków mają za dużo? To, że nie są pazerni, to nie uwierzę. Co tam brać za postawienie auta 20 złotych jak jeszcze niedawno było, od razu trzeba brać 50 lub 100 złotych i jak zwykle nie dawać paragonu fiskalnego. A tu 10 złociszków żądają. Jakim cudem?

20170520czarna2

W Dolinie Kościeliskiej jestem sam. Jest pięć minut po siódmej i narodu nie ma. Dopiero za Adamicą wyprzedzam trzy osoby. Kolejna ciekawostka. Onegdaj, tak nie bywało. Może więcej jest normalnych? W promieniach słońca schodzę z Polany Upłaz, jest trochę lasu i znane miejsce gdzie się przebieram. Wykonuję telefon w sprawie godziny alarmowej i przed dziewiątą godziną zanurzam się pod ziemię. Niedaleko otworu znajduję zapomnianą linę. Idę dalej. Na początku zjeżdżam Progiem Latających Want. Później jest taka sala św. Bernarda a za nią Brązowy Próg. Nigdy nie próbowałem się na niego wspiąć. Zawsze korzystałem z liny. Tym razem też na szczęście wisi, bo wspinanie mi się nie udaje. Na dodatek nie wziąłem gumowców. Niby się wspiąłem, ale asekurowałem się liną z góry. Nie ryzykuję wspinaczki z autoasekuracją dolną gdy jestem sam. Za długą czekałbym na ekipę ratunkową gdybym spadł. Idę dalej. Powoli. Nie śpieszę się, sprawny tak jak kiedyś nie jestem, więc po trzech godzinach mam za sobą Szmaragdowe Jeziorko. Studnia Smoluchowskiego do góry, pierwszy raz samemu. Udaje się. Później jest w dół aż do zlotówki. Długo się na niej męczę. 20170520czarna3Teraz śmiać mi się chce ale wtedy do śmiechu mi nie było. Jestem kilka metrów od punktu startu, przy pierwszym przelocie na ścianie a lina została na dole, ta którą miałem się asekurować. Czy to już demencja starcza? I do tego te cholerne śliskie buty, którym nie można zaufać. To tak jakbym miał partnera, który jest a właściwie to go nie ma. Dały mi te buty popalić, na całe szczęście shunt działał lepiej od nich. Widzę już światło słoneczne, a jaskinia nie chce mnie wypuścić. Węzeł na końcu liny, trzeba się wrócić. W końcu wyszedłem. W niezbyt imponującym czasie, ale nie chodzi przecież o pobijanie rekordów, ale żeby wyjść, wyjść całym, o własnych siłach i przy okazji zakosztować jaskini, jej klimatu, rzekomej ciszy, chwil samotności.

Jest ciepło, sucho, choć szczyty gór toną już we mgle. Na dole widzę robaczki, które wędrują traktem, podziwiając widoki. W końcu do nich dołączam, ale idę zdecydowanie szybciej od nich, bo jak wieść niesie czeka na mnie między innymi kiełbasa z ogniska.

20170520czarna4

20170520czarna5

20170520czarna6

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.