^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2017-06-17-18 Grotołażenie dla koneserów

Schodząc Kobylarzem w niedzielę, Kaja określiła nasze wspólne wyjście jako wyjście dla koneserów. Podchwyciłem ten pomysł, uznałem, że będzie to fajny tytuł dla artykułu. Jednak chciałem coś dać od siebie, coś nietypowego, niepowtarzalnego, taki świeży pomysł, i wzniosłem się na wyżyny i jest Grotołażenie dla koneserów. Czyż tytuł nie jest wspaniały i nie skłania od razu do zapoznania się z moimi wypocinami, do refleksji nad życiem, sensem istnienia, wyższości jednych świąt nad drugimi, czy może tak prozaicznymi czynnościami jak zmysłowa analiza stanów podświadomości elit władzy w kontekście postrzegania przemian ustrojowych przez czynnik ludzki w przedziale wiekowym tzw. moherowym?

Jeszcze zanim przystąpię do meritum artykułu pragnę podzielić się uwagą, że kursanci ze Speleoklubu w Jeleniej Górze, którzy mieli w sobotę udać się do jaskini Wielkiej Litworowej mają wspaniałego Instruktora, którego powinni pod niebiosa wychwalać i nosić na rękach. Choćby za to, że w sobotę nawet nie wyszli na szlak. Ja takiego instruktora nie miałem:)

My wyszliśmy na szlak, tzn. Kaja i ja w sobotę po godzinie 12. Wcześniej na chwilę stanęło mi serce gdy usłyszałem, że za postawienie samochodu na jeden dzień na parkingu w Dolinie Małej Łąki należy uiścić 30 dudków. W Kirach, nie wiem jakim cudem, ale poszli po rozum do głowy, a może ktoś ich przycisnął i parkingi są po 10 zł. A tu z 30 zł. Kurna, niech od razu biorą po 50 zł bo im się należy, bo po co wydawać resztę itd. Bandytyzm w biały dzień, a nie wolny rynek. Na osłodę zostaliśmy objęci promocją z powodu kiepskiej pogody i zapłaciliśmy tylko 20 złotych. W nienajlepszych humorach wyszliśmy na szlak. Pomimo braku słońca, pomimo nadmiaru wody w powietrzu humory nam się po chwili poprawiły. Dawno nie mieliśmy przyjemności iść razem do jaskini.20170617litworowa0

Na biwaku

Na szlaku nie było gęsto od ludzi. Jak sięgam do pamięci to chyba nie widzieliśmy nikogo, żadnego turysty. Może zwiał ich wiatr, który szarpał moją pałatką, a może spłynęli z deszczem. U góry Kobylarza musiałem ubrać polar, za zimno mi było. Kaja również zarzuciła na siebie kolejną warstwę odzienia. Gdy strąciłem czucie w palcach spytałem się mimochodem, czy to ma sens iść w takich warunkach dalej, bo jakoś nie widzę siebie na zlotówce. Kaja nie wykazała się subtelnością tylko całą winę zwaliła na mnie: jak zadecydujesz to wracamy. Akcja nie załamała się ze względu na mnie. Później mogła załamać się ze względu na pogodę, na śnieg, który delikatnie przyprószył trawki, na wiatr, który wywiewał resztki ciepła, którego wcześniej nie zdążyły spłukać krople deszczu.

20170617litworowa1

Na biwaku

Przy otworze padła decyzja, nie przebieramy się tylko ubieramy uprzęże i uciekamy na dół. Poręczowałęm nie mając czucia w dłoniach. Wpiąć karabinek do batinoksa w takich warunkach uważam za osobisty sukces. Na dole przebieramy się, znajdujemy miejsca gdzie na nas nie pada. Nie ma wiatru i jest super ciepło, całe 4 stopnie Celsjusza. Ruszamy w dół. Już uśmiechnięci na samą myśl, że tam 200 metrów niżej wejdziemy do ciepłych śpiworów. Po drodze zbieram wodę ze ścian i tę co leci z góry. A leci jej sporo. Pod płytowcem jest ściana deszczu. Takiej wody nie pamiętam. Jest już biwak. Rozsiadamy się i zaczynamy przygotowania do posiłku. Jest problem, gaz Kai się skończył a mój pali się ale tylko wtedy gdy potrząsam butlą. Ogrzanie butli na ciele nie przynosi efektu. Po długim czasie mamy w końcu gorącą wodę na zupę, na herbatę a mnie udaje się nawet podgrzać gotowe danie. Jemy, gadamy, jemy i nie wiem kiedy jest 21:30, a przecież po dobranocce mieliśmy się kłaść spać.

20170617litworowa2

Ściana deszczu pod Płytowcem

Pobudka po 7. Woda wali cały czas, na górze nie przestało padać a może nawet dalej leje. Przy śniadaniu znowu kłopot z gazem. Nic nie pomogło tulenie butli przez całą noc. Ale w końcu jest herbata i po śniadaniu ruszamy do góry. Nawet nie myślimy aby gdzieś iść w bok coś zobaczyć. Szum wody zniechęca skutecznie. Idziemy do góry. Na I pięćdziesiątce po 10 metrach woda w łokciach już stoi. Kombinezon skutecznie łapie wodę a mniej chętnie się jej pozbywa. Krzyczę do Kai, jeżeli już odkręcili wodę to czemu nie ciepłą. Wszystko mokre, ble, klei się do ciała. Próbuję utrzymać wyższą temperaturę wody na ciele, ale niestety nowa ją wystudza. Na zlotówce Kai informuje mnie, że na powierzchni jest mgła, wiatru nie ma a deszcz jest przelotny. Tak jest faktycznie, można na górze próbować przebrać się w suche ciuchy. Częściowo suche. Ruszamy w dół. Nie ma wiatru, czyli jest cieplej. Śnieg znikł. Wchodzimy w Kobylarz. Z mgły wyłaniają się postacie. Czyli nienormalnych (wędrujących w taką pogodę) jest więcej? Po południu docieramy do auta. Zrzucam mokre ciuchy i przebieram się w suche. Ileż w tym radości. W Kirach nasze drogi się rozchodzą, Kaja kieruje się na Kraków, a ja jeszcze nieświadomy na kładzenie tapet:)

20170617litworowa3

Ściana deszczu pod Płytowcem

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.