^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-02-17 Zaślubiny z Ponorem

2018-02-17 Zaślubiny z Ponorem

Nie przypuszczałem, że życie napisze taki scenariusz, ale bardzo się cieszę, że jednak tak się stało. Reaktywowali się jaskiniowo moi dwaj koledzy, członkowie Wściekłej Grupy z Czechowic. Jakoś tak się ich życie potoczyło, że przez jakiś czas nie toczyło się w jaskiniach. Ale teraz się zmieniło, na lepsze jak sądzę.

W so20180217zaslubiny4botę 17 lutego 2018 roku w trójkę poszliśmy do Jaskini Zimnej, pogrotołazić. W Kirach było -14 stopni, w dolinie pewnie zimniej, ale nie odczuwałem tego jakoś mocno. Przebraliśmy się przy otworze Mroźnej. W trakcie przebierania doszła do nas grupa kursowa z dwiema paniami instruktorkami, w stosunku do jednej z nich używam jak mi się przypomni komplementu: grotolaska. Uważny czytelnik domyśli się o kim mowa. Niedomyślnym podpowiem, że porzuciła mnie dla kursantów, he, he, he. Gdybym był instruktorem, to też wolałbym chodzić z kursantkami. Po pierwsze pesel zaczyna się od wyższych cyfr, po drugie z moją niewiedzą przy nich bym mógł błyszczeć, a tak przy taternikach jaskiniowych ciemna masa ze mnie.

Wracając do meritum sprawozdania, weszliśmy do tej zimnej jaskini. Przygotowani nawet na przeciwności losu. Mieliśmy ponton i suchy kombinezon. I po kilkuset metrach okazało się, że się ponton przyda. Pompowanie zajęło nam trochę czasu. Pierwszy przeprawiał się Stryku. Poszło mu to bardzo sprawnie. Kolejny na ponton zasiadł Chomik. Ładnie filmowałem jego rejs po bezkresach zalanego ponoru. Niestety miał problemy z lądowaniem po drugiej stronie wody. Przybił z powrotem do mnie i usiadł trochę inaczej. Uznałem, że raz sfilmowany Chomik to wystarczy na jeden film i wyłączyłem kamerę. I to był okropny błąd. Bo później dramaturgia drugiego rejsu tylko rosła. Chomik płynął i płynął, dał ster lewo na burt i plum. Przed oczyma widzę, jak siła odśrodkowa wygięła Chomika, jedna strona pontonu zaczęła się unosić przy jednoczesnym obniżeniu całej masy Chomika. Czy Państwo nadążają za opisem? Chomik dzielnie 20180217zaslubiny3walczył, ale daremne żale, próżny trud, mokra dupa jednym słowem. Chomik powoli wypadał za burtę ale nie tak powoli aby mu rzucić koło ratunkowe. Szanowny czytelnik powinien wiedzieć, że Chomik, nie umie pływać. Ta świadomość oprócz zimnego powietrza mroziła naszą krew w żyłach. I ponton zaczął się przechylać, stanął dęba a Chomik wylądował w końcu w wodzie.

Na nic się zdały moje prośby aby jeszcze raz wpadł do wody a ja to wszystko sfilmuję. Jakiż to byłby materiał. Moglibyśmy powołać podkomisję podkomisji do zbadania bredni smoleńskich. Niechby cień ręki rzucony na ścianę imitował dajmy na to brzozę, to czy w taki sposób może dojść do wywrócenia pontonu? Nie, tam musiała być jakaś tajemnicza mgła, o może bomba termogazowa? Może daliby nam też, tak skromnie jeden milion na badania, to taki raport byśmy sporządzili, że kot nie siada. Ach, byłyby póżniej kwiaty, bombonierki, wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy. Ach, jaka to by była dobra zmiana w naszym życiu. Żyć nie umierać. A tak Chomik zaprzepaścił taką okazję.

Mokry wylazł na ląd. To już nie był Chomik, tylko jak sam to powiedział Świnka morska (śródlądowa – dopowiedziane przez autora). To było coś wyjątkowego, finezja finezji, takie Zaślubiny z Ponorem.

Myślałem, że zawrócimy. Chomik postanowił, że pójdziemy dalej. I poszliśmy. Chomik zostawiał za sobą mokry ślad. Ulewało mu się z gumowców. Niósł wodę na zapas, jakby ta w ponorze miał przez przypadek spłynąć.20180217zaslubiny1

Były jakieś prożki, jakieś kominy. Od wspinania był Stryku. Ponieważ moja ćwierćwiblinka przy asekuracji jest już legendarna, asekuracją zajmował się Chomik. I tak po kilku godzinach doszliśmy do Chatki. Plan był aby pójść dalej, jednak Chomikowi było zimno. Zjedliśmy na ciepło to co było do zjedzenia, była nawet herbata i zawróciliśmy do otworu.

W drodze powrotnej minęliśmy się na Beczce z grupą kursową. A później znowu był zalany ponor. Niestety nic ciekawego tym razem się nie zdarzyło. Trochę później i ja nabrałem wody do gumowców. Moja wersja jest taka, że woda przybrała gwałtownie, a nie ja nogę zbyt głęboko wsadziłem. Na powierzchni było lato. Zamiast -14 było -4.

Spokojnie doszliśmy do samochodu i udaliśmy się z powrotem do domu. Było fajnie. Prawie jak za dawnych lat, prawie, bo jednak jesteśmy trochę starsi.

 

20180217zaslubiny2

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.