^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-02-24-25 Na dłużej w Czarnej

Rano poszliśmy z Kają, zespół wespół do Czarnej aby powłóczyć się po Techubach i Partiach III Komina. Pogoda na podejściu dopisała, choć było bardzo ślisko. Zaliczyłem parę lotów, hamując zębami. W Techubach w końcu doszedłem do Salki AKT lub jakoś tam a w Partiach III Komina chyba byliśmy przy IV otworze, tak sądzę, po ilości urobku i ziemi gdzieś tam na końcu. Sam otwór był czymś zasypany. Gdzieś koło 15 może 16 godziny kaja poszła do otworu i ja poszedłem ponownie do Techub. Wieczorem miała tam dotrzeć ekipa, z którą miałem zamiar pobiwakować. Wcześniej się zorientowałem, że nigdzie nie ma bieżącej wody, srał pies prysznic, ale nawet jej na herbatę nie było. Potraktowałem z gumowca parę zimowych hatifnatów (wystające z podłogi stalagmity lodowe – wiem, wiem, wiem, wystające ze spągu – ale podłoga ładniej brzmi), zapakowałem je do reklamówki i podążyłem na dół. Gdy schodziłem jakąś tam rurą, gdy byłem już prawie na dnie, reklamówka mi uciekłą, a z niej wywaliły się hatifnatowie. Ubrudziły się ździebko od błota. Rozłożyłem sprzęt do biwakowania a że byłem głodny chciałem odgrzać strawę. Po minucie świeciła się tylko moja czołówka. Płomień z palnika znikł. Gaz w środku butli był, ale nie palny. Położyłem się głodny spać, z butlą przy ciele, łudząc się że gdy podaruję jej coś od siebie, trochę ciepła, to i ona się później zrewanżuje. Płonne były moje nadzieje. Zimna suka się z niej okazała. Ponownie położyłem się głodny, myśląc o tym gównie co sprzedają w sklepach, o nie palnych gazie w butlach.

20180224biwakczarna1

Kilka ssań z żołądka później, usłyszałem głosy. I nie były to haluny spowodowane głodem, lecz nadciągał jeden treser ze swymi psami. I tak zjawił się w całej okazałości inspirator całego zamieszania Instruktor Prymula z kursantami oraz dodatkową asystą legitymującą się kartami taternika jaskiniowego. Poratowali mnie gazem, do palnika. I gdy poszli na obchód po Techubach ja jadłem. Trochę im to czasu zajęło, więc uderzyłem w kimono. A gdy nadciągnęli to spać się już nie dało. Byłoby o czym pisać bo jak zwykle fajnie było, ale chciałbym wspomnieć o części artystycznej. Otóż Prymula kazał być nam cicho, kazał zgasić czołówki, wyjął swój lekki telefon i tak cicho odtworzył Ave Maria. Było nietypowo, fantastycznie. Nawet nietoperzom się podobało. Trzy zaczęły klaskać i spadły obok nas (tu już mnie trochę fantazja poniosła, aby nie zostać źle odczytanym apel do ex ministra od zagłady środowiska dobrej zmiany: nikomu nic się nie stało, jak wisiały tak wisiały).

20180224biwakczarna2

Rano pobudka i wymarsz. Prymula wraz ze swoją grupą poszedł w Partie III Komina, a ja skróciłem sobie drogę przez złotówkę i wyszedłem z otworu jaskini na POLE, wprost na piękne słońce.

20180224biwakczarna3

Zdjęcia dzięki uprzejmości Prymuli.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.