^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-05-12-13 Inne Nad Kotliny

Tak jeszcze chyba nie było. Jeszcze w uszach szumi wiatr z Czerwonych Wierchów, łokieć jest czerwony po Maglu, w kolanach czuję zejście z Ciemniaki a ja siedzę przed komputerem i prawie na bieżąco piszę to sprawozdanie unikając zatarcia wrażeń i myśli pod wpływem życia  tu na tych równinach u podstaw Beskidu Śląskiego.

POTRZEBY

Minęły jak z bicia trzasnął dwa tygodnie od ostatniego pobytu w jaskini. Czas najwyższy aby ponownie zanurzyć się pod ziemią pomyślałem, poczuć tętno tamtego świata, poczuć kroplę wody spadającej ze stropu (sufitu), ucisk uprzęży, pot gromadzący się pod kombinezonem, zmarznąć w kolejce na linę.

DZIEŃ PIERWSZY

Realizuję postanowienie, jedziemy w trójkę, Maja, Adam oraz FrytkaPunk Dziadek. Jak zwykle spotyka mnie zaszczyt prowadzenia auta. Mam jednak do przejechania tylko zgodnie z umową 1/3 trasy, później zmiana. Adam śpi, Mają z niewiadomych dla mnie przyczyn rozmawia ze mną. Mijamy Jeleśnię (1/3 trasy), Oravską Polhorę, Jabłonkę (2/3 trasy), Czarny Dunajec, Chochołów, rozmawiamy, Adam śpi. I jak zwykle, przyspawany do kierownicy dojeżdżam do celu. 201800512wielkalitworowa01

Na polu (wersja dla swoich), na dworze (wersja dla tych z zaboru pruskiego i rosyjskiego) jest bardzo pięknie, słonecznie, ciepło. Ruszamy Doliną Małej Łąki. Rozmawiamy, dokuczamy sobie, śmiejemy się z tych samych starych i nowych kawałów. Opowiadamy znane i nieznane historie. Przy okazji pniemy się powoli do góry. Odbijamy z żółtego szlaku i podchodzimy pod Przechód. Robię się głodny, bułka zjedzona przy samochodzie odeszła w niebyt, znający anatomię człowieka stwierdzą że w odbyt, ale kto by na takie drobiazgi zwracał uwagę. Przy Wielkie Śnieżnej, odpoczywamy, robimy herbatę, konsumujemy. Ruszamy dalej, są i Nad Kotliny. Wytrzepałem gumowca i chcę ruszać dalej gdy Adam zwraca mi uwagę, że gdzie chcę iść skoro jesteśmy u celu. Mój wewnętrzny GPS doprowadził mnie do otworu ale nie zakomunikował, że dotarłeś Fryteczka do celu.

201800512wielkalitworowa02

201800512wielkalitworowa03

Sprawdzam poziom wód gruntowych, czy aby sie nie przelewa.

201800512wielkalitworowa04

Ach, ten gumniak, prosto z Dworu

 201800512wielkalitworowa05

 201800512wielkalitworowa09 201800512wielkalitworowa06

201800512wielkalitworowa07

 201800512wielkalitworowa08

 Nad Kotliny, nasz cel, już na wyciągnięcie ręki, a jednak po czasie zastanowienia nieosiągalny. Co robić pada pytanie. Chodźmy do Litworki, tam nam starczy sznurków, nie ruszajmy tych, użytych przez kozice, na których suszą pieluchy przed Nad Kotlinami. Ale zanim dalej ruszymy, zróbmy herbatę, posilmy się, wszak pogoda nam dopisuje. Tak też czynimy i dopiero po dłuższym czasie ruszamy dalej, nie wiem o której godzinie, bo czas jakby stanął, nigdzie nam się nie śpieszyło. Przecinamy niebieski szlak na Małołączniak i znaną nam ścieżką na Rysy idziemy dalej. Jest otwór Wielkiej Litworowej, czas na herbatę i mały posiłek. Słońce świeci, czas leniwie płynie, patrzymy na wolno przesuwające się chmury, chwilami mamy wrażenie z Adamem czy tak już nie było, dwa tygodnie temu?

201800512wielkalitworowa12

Kolejna herbatka

201800512wielkalitworowa14

Przygotowania do zjazdu, do natarcia, wersja solo

201800512wielkalitworowa13

Przygotowania do zjazdu, do natarcia, wersja solo

201800512wielkalitworowa15

Przygotowania do zjazdu, do natarcia, wersja grupowa

Zalegamy na ziemi, akcja zaczyna się załamywać, na szczęście słońce na dług chowa się za chmurą. Robi się zimno. Przebieramy się, ubieramy uprzęże i zjeżdżamy po linie. To mój czwarty raz w tym roku. Trzy krótkie liny, później długa, krótka, długa i kolejna długa na Płytowcu. Ruszamy dalej, w kierunku Magla. Jest i on. I wtedy Adam pragnie, pomimo ostrzeżeń zejść do Magla. Po co ci to, pytam. Pod górę nie jest fajnie, można się spocić, nie mam pantina z blokadą i wiem jak będzie pod górę. Zjeżdża, a ja głupi za nim.  I jest tak jak zapamiętałem z poprzednich wyjść. Dwadzieścia, może więcej minut, gdy jest ciasno, ślisko, pot się z człowieka leje. Wychodzę jako drugi. Coś mi podpowiada, a może spróbować zrobić to na plecach, może będzie lepiej (następnego dnia moje podejrzenia się potwierdzają), jednak zaczynam na sprzęcie. Po dwóch metrach mam tylko płanietkę w lewej ręce. Pantin i stopka żyją własnym życiem, które ma za zadanie jedynie uprzykrzyć moje. Przez chwilę jest euforia, metr w Maglu w górę w minutę, mój nowy rekord. Adam coś z góry krzyczy, odkrzykuję zamilknij, bo Magiel się wtedy mi wydłuża. Wychodzę z Magla a chwilę wcześniej trzykrotnie używam brzydkiego słowa i nie dlatego, że ciężko jest w Maglu, tylko dlatego że byłem tak głupi aby tam wejść. Idziemy do góry, w kierunku na biwak. Idę mokry od potu, jest mi delikatnie zimno, ciuchy to mostek termiczny, którym zimno jaskini szybko dociera do moich kości. Giełganie w Partiach Zakopiańskich w końcu się kończy. Ruszamy po linach do góry.

DZIEŃ DRUGI

W tym miejscu dalszy opis zamazał się na papierze, w bądź razie gdzieś koło 8 rano następnego dnia jesteśmy na szczycie Małołączniaka. Tam robimy śniadanie, ja też zamierzam coś zjeść, tylko nie mam co. Wczorajsze przerwy, herbatki, posiłki, wyczerpały moje racje żywieniowe. Dostaję bułkę od Adama z majonezem. Wiem jak się to skończy, niby teraz nikogo tu nie ma, ale do lasu daleko. Maja czyści pół niej z majonezu i wraz z wygrzebanym z wora tuńczykiem mam co zjeść. Musi mi to starczy do popołudnia. Przyszliśmy z dołu, możemy iść w lewo i prawo. Proponuję w lewo, bo kolejny szczyt jest niżej i bliżej, a ten z prawej wydaje się wyższy i odleglejszy. Ruszamy w prawo. Idę na końcu, bo po takim czymś rewolucję żołądkową mam pewną. Przed Krzesanicą koło mnie idzie Kozica albo jej męski odpowiednik. Włączam kamerę. Widzę, że ma parcie na obiektyw. Nie mam facebuka, więc nie stanie się sławna, ale może ktoś inny to zrobi i ją wrzuci do sieci. Idzie długo ze mną. Nie gadamy, bo po co, nie że rozumiemy się bez słów, ja wiem, że moje prośby o wzięcie ciężkiego wora ma gdzieś. Generalnie ma wszystko gdzieś, defekuje na szlak, porusza się poza szlakami, nie podpisała się pod traktatem z Schengen a przekracza kilkakrotnie granicę, ewidentnie dyndając na przepisy.

201800512wielkalitworowa16

201800512wielkalitworowa17

201800512wielkalitworowa18

201800512wielkalitworowa19201800512wielkalitworowa20

201800512wielkalitworowa21

 201800512wielkalitworowa22

 201800512wielkalitworowa23

 

Jest i Ciemniak a później schodzimy w dół. Czas na pisanie się kończy, więc przyśpieszam, Piec, Polana Upłaz, Adamicy, mycie na dole, samochód, Jabłonka, spotkanie w Bacówce ze Sławkiem, droga do domu, składanie życzeń młodemu człowiekowi po I komunii i jestem w domu. Koniec sprawozdania.

201800512wielkalitworowa24

P.S.I

Jest pomysł na przyszłość, aby zamiast lin brać więcej gazu i tytek z herbatą. Bo mniej jest linołażenia za to więcej biesiadowania, ha, ha, ha.

P.S. II

Podziękowania dla Adama za udostępnienie zdjęć. Przychodu z tytułu praw autorskich proszę się nie spodziewać, wystarczyć Ci musi tytuł, jak to mówi nasz kolega Prymula: Jesteś Wielki.

P.S. III

Podziękowanie dla Mai, która z nami wytrzymała.

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.