^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-06-23 A miała być jaskinia

Prognozy zapowiadały, że w górnej części Tatr może spaść śnieg. Co tam śnieg, nie pierwszy raz spadł, poleży trochę i stopnieje, a ja dojdę do jaskini, wejdę do środka i będzie ciepło. Poszedłem. Dolina Małej Łąki była bardzo mokra. Aha, padało mocno. Dwadzieścia metrów po zejściu z żółtego szlaku miałem już całe spodnie mokre. Wody na zielsku było bardzo dużo.

20180623Nibynadkotliny01

Minąłem Przechód, otwór Wielkiej Śnieżnej. W Źlebie prowadzącym do Nad Kotlin pojawiła się mgła. Z każdą chwilą gęstniała. Pal ją licho, brnąłem dalej pod górę. Raczej pełzałem na czworakach. Było cholernie ślisko. Śnieg w połączeniu z trawą dawał rewelacyjne wyniki w ślizganiu się. Ileż to razy wywaliłem zwłokami? Nie zliczę. Białe gówno opóźniało mój marsz. Jakby było go mało, zaczęło spadać z góry, a pragnę przypomnieć, że to był 23 czerwca, wakacje się zaczęły, miał być plażing przed otworem jaskini. A było białe gówno. I było bardzo zimno.

20180623Nibynadkotliny02

20180623Nibynadkotliny03

20180623Nibynadkotliny04

20180623Nibynadkotliny05

 

Śpiewałem sobie jak marzną mi paluszki bim, bom, jak mokną mi rękawiczki bim, bom. Po kolejnym wyjątkowo spektakularnym salcie rozwaliłem rękę, i zacząłem się zastanawiać, czy aby kasku nie ubrać, bo z rozwaloną głową to daleko nie pójdę. Błądziłem we mgle, ni w cholerę nie mogłem znaleźć otworu jaskini, wór ciążył, było cholernie ślisko. Po godzinie zrezygnowany, śpiewając teraz w innej tonacji, Frytka nic się nie stało, nie wejdzie się do jaskini, nie spędzi się fajnie nocy na biwaczku skierowałem się na Małołączniak, uważając, że skoro z jaskini nici, to chociaż po Czerwonych Wierchach się przejdę.

20180623Nibynadkotliny06

20180623Nibynadkotliny07

Wszedłem na czworakach na niebieski szlak, już w pozycji pionowej skierowałem się w lewo na Małołączniak, później znowu w lewo i doszedłem do Kopy Kondrackiej  by stamtąd zejść do Małej Łąki. W międzyczasie waliło śniegiem, chwilami bardzo upierdliwie, ostre drobiny orały skórę twarzy i oczy. Gdzie to ocieplenie klimatu chciało się krzyknąć, gdy zimno bardzo w paluszki. A na dole, w dolinie  w porównaniu do góry było lato, ciepło, i nawet deszcz mnie nie zmusił do ubrania pałatki przeciwdeszczowej. Na koniec parę razy wywinąłem orła w błocie, co by za czysty do samochodu nie wrócić. I tak zamiast fajnego dwudniowego pobytu w jaskini na otarcie łez musiał mi starczyć pyszny kociołek góralski w Bacówce w Chyżnem w towarzystwie kolegi Sławka, mieszkańca pobliskiej Jabłonki.

20180623Nibynadkotliny08

20180623Nibynadkotliny10

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.