^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-07-07-08 Trzy jaskinie w dwa dni

Idziemy we dwójkę do Nad Kotlin. Jest mokro. Całą noc padało. Jest takie coś na żółtym szlaku, chyba Wodniak czy jakoś tak się to nazywa. Niekiedy ciurczy tam woda. Można się napić, ale trzeba mocno nachylić się między kamieniami. Dzisiaj wali jak cholera. Na szlaku się rozlewa. Huk spory. Mam wrażenie, że to Wodogrzmoty Mickiewicza II, ale w Dolinie Małej Łąki. Po zejściu ze szlaku momentalnie mam mokre spodnie. Słyszymy jak na Przechodzie woda wali. Jak tu jest tak mokro, to co dopiero nas czeka w jaskini. W Nad Kotlinach Dzień Świstaka. Znowu mgła, znowu nie mam GPS. Ale tym razem nie ma śniegu, nie wywalam co chwilę zwłokami. Idziemy na wyczucie. Znajdujemy otwór, jakby to powiedział Prymula: Jest sukces.201807073jaskinie2

201807073jaskinie3

Nie jest ciepło, w końcu jest lipiec. Dlatego szybko się przebieramy i wchodzimy do jaskini. Idzie nam to trochę jak po grudzie. Efekt jest taki, że po jakimś czasie dochodzi do nas grupa Prymuli z przydatną liną i zjeżdżamy dalej. Cel udało się nam osiągnąć, Obejście Gliwickie. Wracamy z Kają szybko do góry, źle zaplanowałem pobyt w jaskini i godzina alarmowa się zbliżała nieuchronnie, za szybko.

A na powierzchni zrobiło się przyjemnie ciepło, mnie w primalowcie i polarze, he, he, he. Był czas na herbatę i jedzonko na ciepło. Był czas na żarty i śmichy. Pożegnaliśmy się z pierwszą dwójką z drugiej grupy i poszliśmy na dół.

Wieczór i noc spędziliśmy na Polanie Rogoźniczańskiej. Dawno mnie tam nie było, trochę się zmieniło na lepsze, choćby domek, w którym można na spokojnie zjeść bez zimnych podmuchów powietrza i deszczu. Luksus jednym słowem. Nastroje u towarzystwa grotołazów trochę się pogorszyły. Ich smart fony przepowiadają deszcze i burze w niedzielę o 14. My niewzruszeni planujemy robić swoje.

201807073jaskinie4

201807073jaskinie5

201807073jaskinie6

Ruszamy w niedzielę po 7. Dojeżdżamy pod Kuźnice. Stamtąd już na piechotę idziemy do jaskiń. Trochę się wleczemy. Turyści nas wyprzedzają:) Ale idziemy dalej. Schodzimy ze szlaku i ścieżką dochodzimy pod ścianę by miłym piargiem piąć się pod górę. Gdy wydawało się, że końca nie widać, jest siodełko, odbijamy w lewo i jest jaskinia Kasprowa Wyżnia. Gdyby nie prognozy pogody, niesprzyjające, to dłużej posiedzielibyśmy przed jaskinią i delektowalibyśmy się ciepłem. A tak hop siup i jesteśmy w jaskini. Hop siup i już z niej wyszliśmy z drugiej strony. Hop siup, takie trochę dłuższe i poręczujemy zjazd po ścianie. Zjeżdżamy na dwa razy. Na dole jest bardzo gorąco, szczególnie w gumowym kombinezonie. Maleńki trawers i jesteśmy przy otworze Kasprowej Średniej.  A mnie się nie chce wchodzić do środka, leń mnie ogarnął, mnie, sam tego nie rozumiem. Ale zgwałcony mentalnie przez Kaję posłusznie ląduję się do środka, gdzie chociaż nie jest tak gorąco. Zjeżdżamy na dół, by wrócić z powrotem do góry. Krótka jaskinia, to i krótki czas pobytu w niej. Tak liczę w pamięci, który to już raz tam jestem, raz na kursie, raz ze Staszkiem, raz z jedną panią, wychodzi że to czwarty raz. Średnio raz na 2,5 roku.

201807073jaskinie7

A na powierzchni dalej króluje słońce, chmur nie ma. Ha, ha, ha, smartfony ich się myliły, górą ci co smartfonom nie wierzą. Smutne miny tych co smartfon wierzą – widok nie do kupienia kartą płatniczą. Tym razem ryzyko się nam opłaciło. Wracałem wieczorem do domu taki spełniony, szczęśliwy i pal licho że goleń bolał jak cholera (gdy pisze te słowa, prawie półtorej tygodnia później, goleń dalej boli).

201807073jaskinie1

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.