^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-07-14 Krótkie grotołażenie

Wracałem w środę wieczorem z Warszawy samochodem. Zadzwonił do mnie kolega Adam z informacją, że w weekend ma padać w Tatrach, ma być bardzo kiepsko, nie warto moknąć. Zasiał defetyzm, ale śpieszę poinformować, że nie padło to na podatny grunt. Następnego dnia wysłałem e-maile do zainteresowanych wyjazdem sobotnim, że według smartfona Adama ma być kiepsko z pogodą i co robimy. Odpisała Kobieta z Wnętrzem, że idziemy, a jak będzie mocno lało, to do Czarnej zamiast do Ptasiej.  Kolega Adam się wycofał, bo leje, bo ma daleko. Każdy to zrozumiał. Jemu leje na dworze a nam na polu. A to zmienia postać rzeczy.

20180714Ptasia06

W sobotnim rankiem zabrałem do samochodu Prymulę i Stryka. Jechaliśmy a pogoda za oknem była zmienna. W Kirach czekała na nas Kaja. Gdy dokonywaliśmy ostatnich przygotowań przed wyjściem zaczęło padać. Chwilami nawet mocno. Gdzieś w połowie Wyżniej Kiry Miętusiej zapytałem się jeszcze raz czy idziemy. Prymula powiedział, że idziemy. Według Strykowego smartfona o 8 miało przestać padać. I tak też się stało. Do końca dnia na polu nie spadła na nas kropla deszczu. Jedynie mgła się unosiła w powietrzu, bo gdzie indziej mogłaby się unosić. Gdy zjeżdżałem na powierzchni po linie zaczęły się niewielkie przejaśnienia, coś tam było widać w dolinie. Wszedłem do dziury, do Ptasiej Studni, z zamysłem, że zaliczymy Stare Dno. Prymula poręczował, więc krótko to trwało.

20180714Ptasia07

20180714Ptasia08

Gdzieś tam poniżej, należało zebrać liny do kupy, powiązać je i zjechać na dno Studni Taty. Przymula, gdy się dowiedział, że jest po drodze pięć węzłów, to powiedział, że ma to gdzieś. Ale po wypróżnieniu zmienił zdanie i jako ostatni zjechał na dół. A ja poręczowałem. Dwa razy mi się trafiło, węzeł wyszedł na przepince. Później wyszły tam gdzie wyszły, a liny starczyło na styk. Stryku zaporęczował ostatni zjazd, ja niby rzuciłem okiem na dno i zasuwałem jako pierwszy do góry, gdzie w Sali Dantego czekało na mnie jedzonko na ciepło (tym razem coś z ryżem chyba kuchnia podała) i do przyrządzenia herbata. Jedzenie jak i herbata były wyśmienite. Prymula na herbatę się nie załapał bo za długo deporęczował. Gdy wyszedłem na powierzchnię jako ostatni przywitała mnie bardzo piękna pogoda. Zrobiło się tak ciepło, że na powierzchni po linie powoli wychodziłem powoli bo reaktor się przegrzewał i schłodzenia były nici.

20180714Ptasia01

20180714Ptasia03

20180714Ptasia02

Pielęgnacja kwiatków, narcym w całej okazałości i nowa bielizna firmy BodyDry.

Spokojnie przebrałem się i wyruszyliśmy na dół. Gdzieś tam w Dolinie Mułowej, musiałem zdjąć nawet koszulkę, bo było za ciepło. Później były piękne widoki, miły w dół spacer, obiad u Zięby i powrót do domu. Ach, fajnie było, bo była jaskinia, bo było bardzo miłe towarzystwo, bo ja byłem miły, taki żółty i w ogóle (powiedzenie Ohmleta, które się do mnie przyczepiło).

20180714Ptasia04

20180714Ptasia05

I gdy do kogoś, kiedykolwiek zadzwoni kolega Adam i powie, że jego smartfon prognozuje złą pogodą, to mu nie wierzcie. Do hasła: nie wierzcie politykom, dokładam: nie wierzcie smartfonom. Co ma być to będzie, czy nas deszcz zleje, to zleje, nie pierwszy raz, ważne aby wejść do jaskini i wyjść, to się liczy, czego sobie i szanownym czytelnikom, aktywnym grotołazom życzę. Tym facebukowym nie życzę, bo im zawsze słońce świeci na facebuku. Oni lajkują a my chodzimy. Ot taka minimalna miedzy nami jest różnica, ha, ha, ha. I jeszcze pozdrowienia dla Adama, który wybrał się jednak na wspinaczkę w Tatry podczas której deszcz lał na dworze.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.