^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-09-15 Kolejny raz Nad Kotliny były za daleko

Wstałem jak zwykle o 4 rano. Za oknem pada delikatnie deszcz. Jak zwykle nie oglądałem prognozy. Jeżeli ma lać, to po co wiedzieć to dzień wcześniej i mieć gorszy humor. Jadę sam. Deszcz raz pada, raz jest suchy asfalt na przestrzeni tych 130 kilometrów.

Dojeżdżam na parking pod Małą Łąką. Tam spotykam kolegę Sławka, mamy kilka minut na pogawędkę, a dawno się nie widzieliśmy, więc nie wyczerpujemy wszystkich tematów. Sławek rusza, a ja dosypiam jeszcze godzinę w samochodzie. Ruszam po godzinie 8. Chwilę za parkingiem zaczyna padać. Pada całą drogę. Turystów na szlaku jest niewielu. Idę z kapturem na głowie, który trochę zasłania mi świata. Patrzę na zegarek, idę dopiero półtorej godziny a mam wrażenie, jakby to trwało całą wieczność. Wlokę się noga za nogą, a jednak wyprzedzam tych nielicznych turystów. Czyżby moje zmysły trochę mnie oszukiwały?

Niedaleko Wielkie Śnieżnej słyszę głosy ludzkie przy otworze. Gdy widzę spod kaptura ich głosy mówię Cześć. Odpowiadają mi Cześć. I pada pytanie.

- Dokąd idziesz chłopcze?

- A trochę wyżej – odpowiadam.

- A po co? – pada kolejne pytanie.

Ten głos coś mi mówi, trwa przeszukiwanie bazy danych do kogo należy. W tym samym czasie podnoszę głowę i jest jeden zero dla wzroku, już widzę z kim mam przyjemność.

- Witaj Miki, mówię, dawno się nie widzieliśmy.

- Witaj Frytka, pada.

Od słowa do słowa, wyszło, że zaniechałem marszu do Nad Kotlin, po co moknąć dodatkową godzinę, po co iść samotnie, jak można iść ze znajomymi. I wszedłem za Mikim i jego kursantami do Wielkiej Śnieżnej. Przed wodociągiem doszliśmy do reszty grupy, na której czele stał Staszek.

Trochę pogadaliśmy, część grupy poszła do Suchego Biwaku a my zrobiliśmy sobie biwaczek nad Wodociągiem. Była herbata świeża, coś tam odgrzałem i był czas na rozmowę. Gdy wróciła reszta z Suchego Biwaku, poczęstowałęm ciepłą herbatą i zaczęliśmy powrót do otworu. Gdzieś nad I Płytowcem, ja głupi, wziąłem od kursanta wór z linami, aby pomóc. Ale był okropnie ciężki. Zapytałem się dlaczego taki jest. Usłyszałem, że liny opiły się wodą. Stwierdziłem, po masie, że musiały być okropnie spragnione.

Na Wielkie Studni, szału na linie nie było. Na dodatek szedłem w primalofcie. Zagotowałem się po 20 metrach. System chłodzenia nie wydalał. Moc spadła. Dopieo przed Lodospadem ściągnąłem kurtkę i zrobiło się chłodniej. A na Lodospadzie, lodu coraz mniej. Kolejne punkty do przepinek robią się coraz trudniej dostępne, są coraz wyżej. A przecież jeszcze gdzieś 8 lat wstecz korzystałem z przepinek przy suficie. Ocieplenie trafiło również do Wielkiej Śnieżnej.

A na polu, przed otworem przywitało mnie ciepło i słoneczko. O jak miło było, jaka odmiana, słońce zamiast deszczu. Humor od razu uległ jeszcze większej poprawie. Drogę powrotną rozpoczęliśmy razem, ale po jakimś czasie pożegnałem kolegów i poleciałem do samochodu aby udać się do domu, gdzie przez kilka kolejnych dni zmagałem się z zakwasami.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.