^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-09-22 Klasyczny trawers Czarnej

Przestałem liczyć, który to już raz chcę pójść lub nawet poszedłem i nie wszedłem do Nad Kotlin. Jakoś w tym roku tamten kierunek mi nie sprzyjał. Tym razem, tak samo jak za poprzednimi przypadkami na przeszkodzie stanęła pogoda. Jak zwykle nie interesowały mnie prognozy, ale trąbili o nachodzącym załamaniu pogody w mediach, że nawet do mnie dotarł ten medialny szum. Wraz z Kają postanowiliśmy zatem zrobić coś bliżej. A jak nie ma już wyboru to do wybieramy zawsze Czarną. Od lutego tam nie byłem, minął szmat czasu, więc można iść pomyślałem i poszliśmy. Późnym piątkowym wieczorem jeden osobnik w końcu się ustabilizował i poinformował, że jedzie z nami. Nawet na jeden dzień.

I tak w sobotni, deszczowy, chłodny poranek (o 5 rano) podjechałem po Adasia, który po narzekaniu, że czekał na DWORZE na mnie 7 minut i zmarzł, poinformował mnie, że wyłącza mózg i kładzie się spać. „Murzyn” Frytka robił swoje. Prowadził samochód. Ja nie mam prawa być niewyspany, a nawet jak bym był, to zawsze zostanę przelicytowany w długości snu, albo jego braku.

Za pięć siódma jesteśmy na miejscu. Kaja jest już również. Lekko pada deszcz. Idziemy w dobrych humorach, mijamy bramkę za 5 złotych, mijamy Zielone Budki z których unosi się morska bryza i można zaczerpnąć jodu. Deszcz pada. Gdzieś na wysokości Pisanej Polany przestaje padać. Nie ma tłumów na szlaku. Właściwie to chyba nikogo nie spotykamy. Tylko my jesteśmy porąbani na umyśle, aby chodzić w taką pogodę. Ja jestem już trochę przyzwyczajony, w zeszłym tygodniu mi dolało na podejściu, poprzednie wyjścia również obfitowały w deszcz.

Przed otworem zaczyna pokrapywać. Wtedy wyjąłem moją nową tajną broń, coś co mi dało wielką przewagę technologiczną nad deszczem. Przykryłem się folią 4 x 4 metry i było sucho, ciepło. Gdy jeden gościu, intruz, cwaniak (bo folii to nie było komu nieść oprócz mnie) wbił się pod moje zadaszenie to zrobiło się nawet parno. Trochę szeleściłem, musiałem się pilnować aby nie wystawać spod folii, i przebrałem się w sprzęt jaskiniowy na sucho. Mój pomysł, aby kupić płachtę biwakową, taką niebieską, zaopatrzyć w sznurki i haczyki i zapakowaną pozostawić pod otworem, aby można było z  niej w przyszłości skorzystać nie zyskał poklasku, akceptacji pośród licznie zgromadzonej jaskiniowej braci (Kai i Adama).

20180922trawersczarnej

Przed otworem południowym jaskini Czarnej przebieram się.

Adaś poręczował do zjazdu na złodzieja złotówkę. Ja przykryty folią wspinałem się do otworu i czekałem na swoją kolej. Później było jak zwykle, jakieś sale, prożki, zjazdy, trawersy. Oczywiście było gotowanie, najważniejszy punkt, przy Szmaragdzie. Kuchnia podała kawałki kurczaka z patelni, z makaronem i sosem słodko-kwaśnym. Podzieliłem się z Sępami. Była również herbata. I znowu poszliśmy dalej. Przy Brązowym Progu zauważyliśmy jakąś linę do góry. Poszedłem po niej. No i ciągnęła się do góry, pewnie jakieś 30-40 metrów w kominie. Wielki szacunek dla tej osoby, która to wyspinała. Pozostała dwójka dołączyła do mnie u góry po czasie, narzekając, że przyjaciel nożny – pantin, kostkowiec by się przydał. W Sali Bernarda przyszło nam poczekać godzinę na wolny Próg Latających Want. Zjeżdżał kilkuosobowy kurs i trochę to trwało. Ale na POLE udało się wyjść jeszcze za dnia. Przebraliśmy się na polanie i poszliśmy dalej. Nawet nam słońce towarzyszyło. A w dolinie tłumy już były. Rozstaliśmy się z Kają na parkingu i po drodze wstąpiliśmy do Bacówki w Chyżne gdzie zaszczycił nas swoją obecnością Sławek i gdzie oddaliśmy się degustacji a to Gulaszu czy Żeberek okraszonych żartami i dowcipami, jak to mamy w zwyczaju.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.