^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-10-02-06 Ukraińskie góry

Gdy upłynie zbyt wiele czasu aby pamiętać takie drobiazgi i gdy ktoś spyta się mnie, dlaczego tak wcześnie wróciliśmy, to po przeczytaniu tego artykułu będę mógł powiedzieć: Bo deszcz przestał padać.

Zaczęło się wszystko jakiś czas temu, gdy powiedziałem Bogdanowi, że możemy iść w Bieszczady Wschodnie na Ukrainie. Więc gdy się coś rzekło, to trzeba było się z tego wywiązać. W ciepły (to ma znaczenie dla dalszej historii) wrześniowy dzień udałem się do mojego przyjaciela Sławka, aby go namówić na wspólny wyjazd. Udało się. Jedziemy w trójkę. I tak końcem września zapakowaliśmy się do pociągu relacji Zwardoń – Katowice. Na dworcu kolejowym w Katowicach przeczekiwaliśmy czas na autobus. Z głośników płynęły zapowiedzi pociągów, z których jedna warta była zapamiętania i zapisania: Opóźniony przyśpieszony pociąg relacji ….. – i gdyby być upierdliwym to należałoby się spytać czy jest on opóźniony czy jednak przyśpieszony? Ot taka gra słów. Spragnionym wrażeń podróżnym proponuję odwiedziny toalety na dworcu kolejowym w Katowicach. Za 2,80 złotego można zostać zaskoczonym i to bardzo pozytywnie. Chwilami miałem wrażenie, że jest to przedmurze Galerii Katowickiej, wystawa artykułów do zakupienia nawet przed pisuarem. Takiej toalety w swojej podróży ponownie nie mieliśmy szansy zobaczyć, później było coraz gorzej.

Po zapakowaniu się do autobusu relacji Wrocław – dalsze zakątki Ukrainy, jechaliśmy w nocy. Pobudka była na przejściu granicznym w Medyce-Szegini. Wyjątkowo odprawa trwała krótko, jakieś półtorej godziny wraz z oczekiwaniem przed granicą. Warunki takie jak zwykle, toaleta przygotowywała nas do warunków panujących na Ukrainie.

Wylądowaliśmy bardzo wcześnie na dworcu kolejowym we Lwowie. Na elektriczkę musieliśmy poczekać prawie trzy godziny. Gdy po 7 rano wjechał pociąg relacji Sianki – Lwów na peron wylały się tłumy osób, śpieszących do pracy (wtorek). Myślałem, że nurtowi ich nie będzie końca. Z trudem przebijaliśmy się pod prąd aby wejść do pociągu. Przypomniały mi się lata 80 czy 90 zeszłego wieku gdy takie same tłumy przetaczały się przez dworce kolejowe w Polsce śpiesząc do szkoły czy pracy. Teraz u nas te tłumy przemieszczają się samochodami tworząc niekiedy spore korki.

20181002ukraina01

Jedziemy elekrticzką do Sianek, czyli podmiejskim pociągiem, tym samym starym składem jakim jechałem pierwszy raz prawie dwadzieścia lat temu. Nic się prawie nie zmieniło. Przez szyby niewiele widać, zapach też podobny. Ale jedziemy. Punktualnie. Po około pięciu godzinach docieramy do Sianek, które są niedaleko Przełęczy Użockiej, dzielącej Bieszczady na cześć w Polsce i wschodnią na Ukrainie. Znowu czekamy. Dwie godziny na pociąg do Użgarodu. Wysiadamy na szóstym przystanku w Wołosiance. Wysiadamy i wita nas deszcz. Wtedy jeszcze nie wiem, że gumoteks, pelerynę przeciwdeszczową to szybko nie zdejmę przez najbliższe dni, chyba, że będę szedł spać. Idziemy przez wieś, Sławek wyznaczył trasę, w GPS mamy pośrednie punkty. Wchodzimy do lasu, deszcz pada, po kilkunastu minutach kończy się ścieżka i rozpoczyna się chaszczowanie. Chaszczowanie to moje określenie na przedzieranie się na jakiś azymut przez las, krzaki, powalone drzewa, bez ścieżki. W deszczu nie jest to bardzo przyjemne. Nabrzmiała wodą ziemia usuwa się spod stóp, wolniej brnie się pod górę z ciężkim plecakiem. Bogdana plecak ma masę 17,5 kg, mój jest cięższy. Czuję to na plecach. Idę pod górę. W gumowcach jest trudniej, ale za to mam sucho.

20181002ukraina02

Na chwilę odejdę od tematu sprawozdania. Kiedyś, w latach młodości, czy nawet po trzydziestce, gumowce były dla mnie szczytem obciachu, szczególnie gumofilce na nogach ludzi pracujących w polu. Nie dopuszczałem myśli, że mógłbym toto ubrać. Uważałem, że lepiej moknąc, mieć mokre stopy, ale wchodzić należy albo w glanach albo butach górskich. Ale po zakupie kilku par butów, które miały być podobno nieprzemakalne, z gównianą membraną gore, po dziesięciu latach grotołażenia już wiem, że nieprzemakalne są jedynie gumowce. A teraz gdzieś mam, że może nie wyglądam pięknie, ładnie, że w takiej Kościeliskiej stonka się dziwnie na mnie patrzy, ale w gumowcach jest mi sucho i ciepło. Przyzwyczaiłem się do chodzenia w takim obuwiu i nie zamierzam kupować złudzenia za np. 1100 złotych, które przemoknie na pierwszym deszczu.

20181002ukraina04

Idziemy pod górę na pasmo bez nazwy. Pasmo ma jakieś 30 kilometrów, ze szczytami w okolicach 900 – 1000 metrów, kończące się przełęczą za którą jest znana mi Ostra Hora. Zapada zmierzch. Według GPS, po 3 godzinach zrobiliśmy 7 kilometrów, chaszczując. Rozbijamy namioty. Bogdanowi gaz odmawia współpracy. Mnie się to już kilka razy przytrafiło i dlatego mam ze sobą pożyczoną od Adama kuchenkę benzynową Primusa, która działa.

20181002ukraina03

W nocy pada deszcz. Rano też, Zanim zjem śniadanie, pada śnieg. Chwila przerwy w opadach ale gdy zwijam namiot napierdziela równo deszczem. Idziemy dalej, w deszczu ma się rozumieć. Po kilku godzinach częstego chaszczowania, gdyż ścieżki nam umykały wychodzimy na dobrą drogę i nadziewamy się na szlak, bodajże koloru zielonego. Od tego momentu nie ma już chaszczowania. Mijamy kolejne szczyty, czas płynie, pada deszcz, chwilami pada grad. Gdzieś około 18 znajdujemy fajną polanę i rozbijamy namioty. Nie wierzę własnym oczom, słonce się pokazało na odchodnym, coś widać wokół, mgła nie zasłania widoków. Ale wieczorem znowu pada.

20181002ukraina05

Kolejny nocleg, śniadanie, trochę deszczu i ruszmy w dół. Omijamy Ostrą Horę, a w dolinie omijamy nawet Bieszczady Wschodnie i kierujemy się do pociągu, trochę wcześniej niż planowaliśmy. Gdy jesteśmy już Tylka kilka kilometrów od linii kolejowej przestaje padać deszcz, zaczyna świecić słońce. Przegłosowany, zaciskam zęby, klnę pod nosem i idę do dworca: klątwa dwóch noclegów, kolejny raz nie przełamana. To już mój trzeci wyjazd w góry, który miał być długi a skończył się po dwóch noclegach. No pech.

Lądujemy na stacji przed Użokiem. Czekamy znowu na pociąg, tylko 4 godziny. Jedziemy elektriczką do Sianek. Tam czekamy kolejne trzy godziny, w nocy jest zimno, a dworzec w remoncie. Uprzejma Pani w kasie zaprasza nas do korytarza w części administracyjnej, wystawia nam ławkę i możemy przeczekać w cieple na nasz pociąg. W międzyczasie dosiada się do nas kilka Ukraińców. I wywiązuje się rozmowa. Ukraińcom marzy się, aby u nich było tak jak w Polsce, bo Polska jawi się im jako bogaty, szczęśliwy kraj. Nie chcą wierzyć, że w Polsce są tacy, co uważają, że Polska jest w ruinie. Nie wierzą, że zamiast się cieszyć, że jest coraz lepiej jakaś sfrustrowana banda kolesi, dezawuuje dorobek ostatnich 25 lat.

20181002ukraina06


Wskakujemy do kijowskiego pociągu, pośpiesznego z miejscami do leżenia. Nasze wagony są gdzieś z tyłu, musimy biec do nich po torach. Wsiadam, przekazuję bilet konduktorowi i kładę się na swoim miejscu (za 35 hrywien, tj, ok. 5 złotych). Dwadzieścia minut przed Lwowem konduktor mnie budzi. Pociąg dociera punktualnie. I tu kolejna puenta: mnie się marzy aby pociągi w Polsce były tak punktualne jak na Ukrainie, aby w Polsce w pociągu można było zostawić bagaż, buty na podłodze z wiarą, że nikt ich nie ukradnie. W tych dwóch przypadkach u nas to jest jednak nierealne.20181002ukraina07

 

We Lwowie jest chłodna końcówka nocy, niedługo czekamy i łapiemy autobus do Polski. Granicę przekraczamy w Krakowiec -  Korczowa. Tym razem obsuwa jest po stronie polskiej. Ale nic to, jedziemy dalej. Gdzieś na MOP w okolicach Dębicy Inspekcja Transportu Drogowe zatrzymała nasz autobus i jeszcze jeden. Kierowca drugiego autobusu, Polak, głośno dał do zrozumienia panom z ITD, co o nich myśli, bo ponownie go zatrzymali w sprawie jakiegoś oświadczenia, że wiezie dzieci a nie cegły i trzymanie go kilka godzin na postoju jest …… Kierowcy mojego autobusu, Ukraińcy, polskiej firmy, już nie byli tacy bojowi, byli spolegliwi, potulni. Panowie z ITD. pokazali kto ma władzę. Trzymali nas trzy i pół godziny, powtarzam, trzy i pół godziny.  Trzy i pół godziny zajęło władzy napisanie kilku oświadczeń i protokołu. A w tym czasie słońce świeciło, płyny do picia się nam skończyły. Może warto wrócić tych panów do szkoły średniej, aby nauczyli się pisać szybciej, myśleć. Bo nawet jeżeli kierowca złamał kodeks drogowy, to wyjaśnić można to było szybciej. Już się martwię gdy ta pisowska banda kolesi da jeszcze więcej władzy takim ludziom, prawo kontroli nad naszym życiem, w jakim reżimie przyjdzie mi żyć.

Po pożegnaniu z ITD dalsza droga przebiegła nam szybko, w Katowicach złapaliśmy błyskawicznie pociąg i byliśmy w naszym mieście, gdzie na dworcu nastąpił rozpad drużyny. Ale zanim się rozeszliśmy ze Sławkiem nakreśliliśmy plan ramowy na przyszłe wakacje, gdzie pojedziemy w góry na Ukrainie i tego będę się trzymał.

 

20181002ukraina16

20181002ukraina17

20181002ukraina18

20181002ukraina19

20181002ukraina20

20181002ukraina21

20181002ukraina22

20181002ukraina08

20181002ukraina0920181002ukraina1020181002ukraina11

20181002ukraina1220181002ukraina13

20181002ukraina1420181002ukraina15

 

 

 

 

 

 

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.