^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-10-13-14 Do Dziadka z Nad Kotlin

Według harmonogramu miałem pójść na dwa dni do jaskini. Według prognoz miała być piękna pogoda. I była. W końcu. Rekompensata za deszczowy i śnieżny czerwiec, lipiec, wrzesień.

Byłem umówiony z kolegami z SBB przy wejściu do Doliny Małej Łąki. Nie chciało mi się na nich czekać i poszedłem do jaskini. A że chodzę wolno, domniemałem, że mnie dogonią a nawet przegonią, bo młodzi będą szli ze swoim pasterzem, Prymulą, który odlekczony zasuwa szybko. A jednak mnie nie dogonili, pomimo, że cieszyłem się pięknymi widokami, słońcem, ciepłem i nie szedłem za szybko. Przy otworze Nad Kotlin przebierałem się powoli i gdy już miałem wchodzić do jaskini w dali zobaczyłem trzy osoby podążające w kierunku jaskini.

20181014nadkotliny1

Dogonili mnie przy Szywale bo poruszali się po już rozwieszonych linach, które częściowo rozwieszałem. W dół szliśmy razem dalej. W okolicach Obejścia Gliwickiego szukałem wora z naszymi linami. Bezskutecznie. Liny zaginęły. Po czasie, ale o tym chyba w innym artykule, sądzę, że kilka lin wraz z karabinkami, w opisanych worach zostało nam skradzione. Gdy szukałem lin, koledzy zjeżdżali tzw „setką” Miałem pierwszy raz przyjemność zjeżdżać tą liną. Ponad sto metrów liny, bez kontaktu ze ścianą, robi wrażenie. W okolicach Wodociągu spotkałem Prymulę, który jzmierzał już w drodze powrotnej  do Wielkiej Śnieżnej. Na Suchym Biwaku spotkałem kolejnych grotołazów z SBB. Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, są jednak ludzie chodzący po jaskiniach. Zaskoczeniu nie było końca. Gdy zastanawiali się niektórzy gdzie iść, ja wraz z nimi, patrzę a tu dwóch z nich wyjmuje maszynki i zaczyna gotować. Na jednodniowym wyjeździe! Niesamowite. Fascynujące. Nie jestem odosobniony. Inni też mają podobne nawyki jak ja. Na sępa załapałem się na ciepłą herbatę (mój wór z rzeczami biwakowymi w tym do gotowania, był jakieś 400 metrów wyżej), nawet coś tam komuś skubnąłem z jedzenia. Tak podekscytowany, głupi zgodziłem się pójść wraz z nimi do Dziadka. To był głupi pomysł. Wiedziałem już o tym gdy dochodziliśmy do Błotnych Łaźni. Musiała przejść tam jakaś wielka woda, błoto było jakoś nadzwyczajnie śliskie, część stopni była rozmyta. Zobaczyłem Syfon Dziadka i ruszyliśmy z powrotem. Młody człowiek, Kamil zasuwał, trochę starszy Kudłaty też, najwolniejszy byłem ja. Ale jakoś mi się udało. Na Suchym biwaku koledzy ponownie zrobili herbatę i coś tam jeszcze. Zjadłem moją jedyną bułkę, popiłem wspaniałą herbatą, za którą jeszcze raz dziękuję i poszedłem do góry, aby na „setce” nie było korka.

20181014nadkotliny2

Na linie od Wodociągu szlag trafił nowego panina (taśmę), mojego najlepszego przyjaciela na lina do góry. Taki przyjaciel, a zawiódł w najważniejszym momencie. Coś tam pokombinowałem z inną taśmą, żeby jakoś działał, ale jak to mówią niektórzy szału nie było. I tak wlokłem się do góry po linach. Myślałem, że na „setce” koledzy mnie dogonią. Ale spotkaliśmy się dopiero kilka godzin później, kilkaset metrów wyżej, poniżej zlotówki. Dotarłem do biwaku okropnie głodny, z cholernymi skurczami, mokry. Chciałem odpalić palnik benzynowy pożyczony od kolegi Adama. Po półtorej godziny udało się zrobić herbaty na kilka łyków oraz trochę jedzenia na ciepło. Telepawka była wielka. Na mokre ciuchy musiałem ubrać primalowta aby nie odstać hipotermii. Tak mokry czekałem na kolegów. Nie wchodziłem do śpiwora aby nie zasnąć. I tak skulony czekałem. Gdy minęły trzy godziny zacząłem się martwić. Zacząłem się wbijać w mokry kombinezon, z zamiarem pójścia im naprzeciw, gdy usłyszałem odległy niepowtarzalny odgłos, uderzenia wora o spąg. Ale się bardzo ucieszyłem, bo nie miałem nawet grama ochoty znowu schodzić. Koledzy jak postanowili, tak zrobili, zdeporęczowali setkę (120 metrów liny klubowej) i targali ją do góry. Chwała bohaterom. Jak zwykle gotowali napoje na ciepło, jakieś jedzenie. Przypadli mi do gustu. Takich znajomych mi brakowało. Gdzieś po godzinie pożegnałem kolegów i położyłem się spać a oni poszli na powierzchnię.

20181014nadkotliny3

Następnego ranka wstałem zmęczony. Całą noc musiałem spać wyprostowany, aby nie mieć skurczy. Powoli wyszedłem na powierzchnię, a tam przywitało mnie piękne słońce, ciepło. Od razu zrobiło się radośniej, milej, optymistyczniej. Zjadłem śniadanie, nawet z ciepłą herbatą bo po wielu próbach palnik zaskoczył. Spakowałem się i zacząłem powolny spacer w dół.

Gdzieś tam nasz szlaku jakaś dziewczyna nie mogła sobie dać rady na skale, bała się, że spadnie, chłopak jakoś nie kwapił się aby jej pomóc i na to wszystko nadszedłem ja, w gumowcach, brudny, z obnażonym torsem, śmierdzący, zapytałem dziewczynę w którą stronę się udaje, że w górę, wszedłem z tym ciężkim worem na skałę, podałem jej rękę i wyciągnąłem w górę. I poszedłem dalej, jak jakiś supermen, z myślą komu by tu jeszcze nieść pomóc, He, He, He.

20181014nadkotliny4

A na „parkingu” mała niespodzianka byłą za wycieraczką samochodu. Będzie kolejny mandat. To już chyba trzeci w tym roku. Recydywa.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.