^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2018-10-27 Nad Kotliny - deporęcz

Od ostatniego wyjścia do Nad Kotlin minęły dwa tygodnie. Niby niewiele. Cóż się mogło w tym czasie zmienić? W Tatrach bardzo dużo. Uważny czytelnik (a są w ogóle tacy?) pamięta, że dwa tygodnie wcześniej w samych majtasach i skarpetach opalałem się przed otworem jaskini, gdzieś na wysokości 1850 m.n.p.m. Tak było 13 października 2018 roku. 27 października już przed Przechodem przywitała nas zima w pełni.

20181027nadkotliny1

To nic, że na niebie królowało słońce (według prognoz do godziny 15 miało królować). Ziemia była przykryta śniegiem, który został ścięty mrozem. Przechód w gumowcach jakoś dałem rady na spokojnie przejść, ale źleb do Nad Kotlin nie był do przejścia. Jak to powiedział Kapral Chomik: Janusze się wybrali, bez czekanów, raków. W taki lód pchać się bez sprzętu to gwarantowany przepis na tragedię. Poszliśmy dalej na około.

20181027nadkotliny2

W następnych dwóch źlebach było podobnie. Dopiero za czwartym razem mogliśmy wejść w Nad Kotliny. A tam śniegu było jeszcze więcej, ale nie na tyle abym nie znalazł otworu. Jednak dla wszelkiego spokoju, by nie tracić sił na błądzenie, 90 metrów od otworu opaliłem GPS-a. Gdy znalazłem właściwe miejsce, Chomik spytał się mnie gdzie jest otwór, wskazałem na leżący śnieg i powiedziałem gdzieś tu. Zaczęliśmy kopać, rękoma i nogami. Dwa uzyskane doły nas nie usatysfakcjonowały. Otworu nie było. Wskazałem trzecie miejsce, byłem pewien, ż to w końcu jest właściwe i tak też było. Chomikowi nawet wpadła tam noga, poszerzyliśmy wejście i weszliśmy po przebraniu. Pod zlotówką była premiera użycia mojego nowego palnika w jaskini, w terenie. Zadziałał bez zarzutu i aby tak było zawsze. Za te pieniądze to wypada aby działał zawsze. A później była lina za liną. W obejściu Gliwickim zrobiłem małą inwentaryzację i zaczął się powrót, z deporęczem. Ciężkie jak choinka te liny. Nabrzmiałe wodą jak piersi matki karmiącej mlekiem. Powrót do góry odbywał się wolno. Pod zlotówką ponownie był krótki biwak z jedzeniem. Na powierzchnię wyszedłem gdzieś koło 21 godziny, a o tej mniej więcej miałem być już w domu. Ot jak się wszystko przeciągło. Ale deporęcz się udał. Za to wór był cięższy.

20181027nadkotliny3

20181027nadkotliny4

Na powierzchni nie było przyjemnie, wiatr, deszcz, śnieg pod nogami. Z powrotem poszliśmy przez Kobylarz, bo miało być bezpieczniej. I tak też było. Tylko na grani było jakoś dziwnie. Deszcz zamiast normalnie spadać z góry, leciał ze strony lewej na prawą, w poziomie. Pomagał mu w tym wiatr, zarzucający nami trochę. W Kobylarzu wiatru było już mniej. Tylko deszcz nam towarzyszył do samego domu.

20181027nadkotliny5

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.