^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2019-01-19 Kasrprowa Niżna na krótko

Jest środek stycznia 2019 roku, Z nieba spada białe gówno. Dużo go spada. Za dużo. Kto by się spodziewał tyle białego gówna w styczniu. No, może najstarsi górale. Ale kto by ich słuchał. Gdy spada na Wielkanoc, to jest zrozumiałe, na wiosnę, ale w zimie. Co się z tym światem dzieje. Dokąd on zmierza, zadaje się pytanie? Któż odważy się odpowiedzieć na nie? Kto?

Białe gówno oraz inne sprawy uniemożliwiały nawet planowanie wyjazdu do jaskini. A tak się chce do nich, Może w swojej odwiecznej łaskawości wyciągnie z człowieka to co w nim złego, włącznie z bólem w biodrze, gdy się w wodzie, w ciasnym korytarzu dobrze położę?

I gdy już nawet nadzieja ostatnia umarła nadszedł sms z nobliwego królewskiego miasta Krakowa na moją klawiszową komórkę następującej treści: A czy jakaś krótka akacja w jaskini w sobotę wchodzi w grę? A że wcześniej nastąpiła zmiana planów, sobota okazywała się wolną, nie potrzeba było mi wiele czasu aby odpowiedzieć Tak.

I tak trochę wcześniej niż zwykle, bo o 2:50 wstałem aby wyruszyć w Tatry do jaskini, gdzie białe gówno nie grozi lawiną. Od Kir jechaliśmy już we dwoje, moja skromna osoba oraz moja partnerka jaskiniowa. I poszliśmy na krótko do Kasprowej Niżnej, aby poznać drogę przez Partie Gąbczaste, bo dotychczas pomimo chęci nie udało mi się tamtędy pójść. Najsamprzód wybraliśmy prawy korytarz. Po chwili natrafiliśmy na wodę, Zaczęliśmy ją lewarować za pomocą znalezionego przyrządu. Gdy stan wody znacznie opadł, poszedłem dalej, na jakieś 1,5 metra by natrafić na kolejną wodę. I tak lewarowaliśmy ja z wody nr 2 do wody 1 , a Kaja z wody nr 1 w dół. Trochę nam to czasu zajęło. Zmarzłem, i niewygodnie było. Kaja zasugerowała, że leżaczki by się przydały w tym miejscu, ale jakieś wiszące by musiałby być. Warto był czekać na opuszczenie poziomu wody, Na sucho poczołgaliśmy się dalej. Po kilkunastu metrach była kolejna woda, ale na łokciach (szczęśliwie zabezpieczonych gumą) i czubkach gumowców i tę wodę udało się pokonać na sucho. Sprawdziliśmy jakąś tam Kaczkę, była sucha, w Wielkim Korytarzu wody nie było. Poszliśmy zbadać lewy korytarz Partii Gąbczastych, od tyłu że tak się wyrażę. Doszliśmy do progu, którego z racji na ograniczenia ruchowe nie próbowałem nawet pokonać. Wróciliśmy przez prawy korytarz by poznać lewy korytarz z drugiej strony. Po chwili nadzialiśmy się na wodę, która była prawie do sufitu (tak, wiem, stropu, ale nie byłbym sobą, gdybym trzymał się właściwej terminologii). Do zlewarowania tego syfonu potrzeba by około 20 metrów węża. Gdy doszliśmy w drodze powrotnej do jedynej użytej dzisiaj liny, Kaja zadała pytanie, czy bylibyśmy wspiąć ten prożek bez liny. Taki trochę śliski jest, a dokładnie wyślizgany, więc może by było nieciekawie. Zdeporęczowaliśmy linę, poszliśmy w kierunku otworu. Na planie odczytałem, że jest tu jakaś trochę inna droga, którą również może by warto było poznać. Weszliśmy w tę odnogę, starając się nie zbrudzić, bo dotychczas czyści byliśmy. Nie udało się. Trzeba było się czołgać i kałuża po drodze była. Kaja wyszła pierwsza wyszła i zaczęła się śmiać. Gdy wyszedłem i zobaczyłem gdzie jesteśmy też zacząłem się śmiać. Nie przyłożyłem się do czytania planu i zamiast zbliżyć się do otworu, wróciliśmy w głąb jaskini, wprost przed prożkiem, z którego zdjęliśmy linę i którego mogliśmy spróbować wspiąć. Uznałem jednak, że będzie lepiej gdy poznamy tę odnogę tak drobiazgowo również w drugą stronę. W drodze powrotnej weszliśmy do bocznego korytarza, gdzie po kilkudziesięciu metrach, na jego końcu znaleźliśmy świeże tropy, odbite łapy w błocie, jakiegoś zwierzęcia i bynajmniej nie były to ślady niepoperza.

Wyszliśmy z jaskini jednak trochę brudni, po trzech i pół godzinie, z czego pewnie ponad godzinę lewarowaliśmy. Na zewnątrz świeciło piękne słońce, które odprowadziło nas do samochodu.

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.