^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2019-07-20 Tatrzańska jaskinia w lipcu po raz drugi

Zapowiadał się piękny dzień. Najlepiej go wykorzystać w jaskini, bo nie zmoknie się na powierzchni. Tak też zrobiłem. Z koleżanką udałem się do jaskini. Udało się nam dotrzeć do otworu. Nie za bardzo byłem przygotowany do prowadzenia, nie zapoznałem się z literaturą, a na wielokrotne padające później w jaskini pytania czy coś pamiętam z trasy, odpowiadałem, pytaniem retorycznym: że co można zapamiętać jak się za Prymulą leci?
I tak na początku mieliśmy dobry kierunek, wszystko było okej. Później w jednej sali wbiliśmy się w nieodpowiedni komin, który tam do końca i z powrotem zajął nam 1,5 godziny. W końcu pojawił się przebłysk geniuszu lub jak by powiedział wspominany już wcześniej Prymula: minimum inteligencji Frytka. I znaleźliśmy właściwą drogę lub nazywając inaczej odpowiedni korytarz. I znów byliśmy na właściwej trasie. Oddalaliśmy się od jednego otworu i zbliżaliśmy się do drugiego. Na całość drogi zaplanowaliśmy 4 godziny, z Prymulą robi się to samo w 3 godziny. Mija 5 godzina a my zaczynamy mieć wątpliwości, czy dobrze idziemy, czy zdążymy przed godziną alarmową wrócić do otworu którym weszliśmy. Mamy już tylko półtorej godziny do godziny alarmowej, a nie jesteśmy pewni gdzie iść. Na głos wypowiadam co myślę, nie możemy poddawać się panicę.

Oczami wyobraźni widzę nagłówki gazet: Baba w ciąży i Dziadek zagubili się w jaskini. Odpowiednie służby ich ratują. O fali hejtu wolę nawet nie myśleć. Idziemy dalej, jest ciasno, który korytarz wybrać, wahamy się. W pewnym momencie mówię do koleżanki, zostaw wór, zasuwaj do przodu, to może właściwy korytarz, a ja powoli z dwoma będę się czołgał. Po jakimś czasie słyszę z oddali, jest słońce. Wanta spadła mi z serca. Godzinę przed alarmem jesteśmy na powierzchni. Udało się.

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.