^Powrót na górę

Sprawozdania wyjazdowe

2019-11-23 W Wielkiej Litworowej

W końcu mogłem wybrać się do jaskini. Po wcześniejszej reprymendzie poinformowałem uprzejmie Chomika o swoich planach jaskiniowych. Zabrał się ze mną i jeszcze kilka osób z jego klubu i jeszcze koleżankę z innego klubu. W sumie było nas sześcioro, jak dla mnie to tłum.

Miałem plany na zwiedzenie czegoś nowego, ale Prymula mnie namówił, aby oporęczował wejście do Partii Waldiego i to jeszcze starym wariantem. Czemu nie odpowiedziałem i tak też zrobiłem. Szukałem starych spitów aby wkręcić plakietki, jakoś kiepsko mi to szło, a z góry dobiegały mnie głosy, że to miała być sportowa akcja. Ja nic takiego nie mówiłem, a nie wiem co im Chomik obiecał, w duchy myślałem, oceniając siebie, że będzie to akcja geriatryczna, ale co mi tam. Zacząłem zjazd II Pięćdziesiątką z jednego, kiepskiego spita. Ja jestem dzieckiem batinoksów, więc spit, jeden, częściowo wystający jest taką próbą mojej psychiki. Uciec się nie dało, bo wisiałem na linie. Kontynuowałem zjazd, byłem na wysokości półki na której miałem wylądować, ale nie bezpośrednio nad nią jak to mi starsi koledzy mówili. Mogłem się rozbujać, podjąć taką próbę, ale z góry usłyszałem, że lina bardzo trze. To mi pomogli w walce z moją psychiką! 20191123litworowa1

 

Na szczęście w tym samym czasie zjeżdżała klasyczną drogą inna grupa. Tak nieśmiało poprosiłem kolegę co był już na dnie studni, czy mógłby mnie przyholować do ściany, ciągnąc za koniec mojej liny. Udało się, jakoś tam się wczołgałem. Po mnie kolejne osoby zjechały. Poszliśmy dalej w kierunku Partii Waldiego. Jakoś tam jak zwykle kiepsko zaporęczowałem kolejne dwa zjazdy. Nie dawała mi spokoju myśl, że po tej linie, podobno mocno już przetartej ma zjechać Prymula z ludkami. Wskazałem grupie mniej więcej kierunek i wróciłem się aby przeporęczować ten fatalny zjazd. Gdy już byłem na górze spotkałem Prymulę z grupą. Oczywiście ponarzekał na mnie, że ślepy jestem, że powinienem w innym miejscu poprowadzić linę. No to do dzieła powiedziałem, zrób to. No i pupa. Nie ma innej drogi. Zwinęliśmy linę i powiesiliśmy ją na batinoksach, zrobiłem wahadło, wylądowałem na znanej półce i zaporęczowałem tak jak powinno być od razu zrobione.

20191123litworowa2

Autor zdjęć: Chomik

Grupa wróciła z rekonesansu, był czas na małe co nieco na ciepło i zaczęliśmy odwrót. Ale wymarzłem czekając na wolną linę i do teraz nie mogę zrozumieć dlaczego nie ubrałem ciepłego primalofta.

Przebraliśmy się pod złotówką, bo na górze było bardzo zimno, wiał silny wiatr. Z Chomikiem wychodziliśmy ostatni. W Wielkiej Litworowej pozostał Prymula ze swoją grupą. Raki na nogach bardzo mi pomogły na zejściu. Gdy wiatr mną wyginał na wszystkie strony, chociaż stopy się jakoś trzymały ziemi. I tak z trudem zszedłem na dół by wsiąść do samochodu, którego nie musiałem prowadzić, luksus. Są korzyści gdy nie jadę sam.

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.