^Powrót na górę

Historia, relacje, recenzje

Robert Brylewski

piątek, 25 maja 2012 06:17 FrytkaPunk


Robert Brylewski to jest dla mnie osobny rozdział historii polskiej muzyki, używając z niejakim zawstydzeniem pewnej kliszy, a wszak nie cierpię klisz  klinicznie, powiedzieć muszę, że Brylewski to jest "żywa legenda polskiego rocka".

Tak jak "czarna płyta" Brygady Kryzys to jest album legenda, zgodzić się trzeba - z całym szacunkiem dla innych legendarnych zespołów i płyt - że "Czarna" Brygada Kryzys to jest najlepsza, a nade wszystko najważniejsza płyta w dziejach naszej muzyki rockowej. Brylewski obok Tomasza Lipińskiego to właśnie była Brygada Kryzys, grał też tam równie legendarny Tomek Świtalski, już za samą tę płytę przechodzi się do historii polskiej kultury. Płyta, która przecież obchodzi właśnie swoje trzydziestolecie, a brzmi tak świeżo i nowocześnie, że życzę wszystkim nowym artystom tak świeżego brzmienia, takiej mocy, jak na tej epokowej płycie. Kiedyś pożyczyłem ową płytę zagranicznemu koledze, który nie mógł uwierzyć, że rzecz ma trzy dekady, oddając mi ją, powiedział po prostu "genialna", i właściwie co tu dodawać, owszem, jest to płyta genialna, choć przecież nagrana lata później "Cosmopolis" też trzyma poziom, choć legendą nie została.

"Czarna" została legendą, bo powstała w czasach specyficznych, gdy nagranie oficjalnej płyty było rzeczą wyjątkową, tym bardziej płyty w swoim przekazie mocno antysystemowej, rozpropagowanie oficjalnymi kanałami takiej muzyki, jak grała Brygada, to było himalajskie wyzwanie. A jednak były to czasy wyjątkowe w dziejach naszego rocka. Owszem, mam osobisty sentyment do tamtych czasów jako erupcji ambitnego, antysystemowego rocka, Brygada Kryzys i Dezerter, T.Love i Kult, co tu się rozwodzić, gdyby nie tamta muzyka, byłbym dziś może sfrustrowanym przedstawicielem handlowym albo spauperyzowanym nauczycielem w podstawówce. "Centrala" rozpoczynająca "Czarną płytę" Brygady to jest przecież arcydzieło, fraza "Czekamy na sygnał z Centrali, Centrala nas ocali" to jest cytat cytatów, inne numery Kryzysu i Brygady jak "Ambicja", "Nie ma nic", "Telewizja", "Obudź się", "To, co czujesz" to przecież też już kanon.

Robert Brylewski, 2010  Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta

 

Wreszcie czasy ówczesne doczekały się rehabilitacji w postaci ostatnio ukazujących się rozlicznych książek i albumów opisujących polskiego punka i w ogóle muzykę niezależną tamtych czasów, mamy rozliczne książkowe wspomnienia muzyków i uczestników ówczesnej kultury zwanej kontrkulturą lub subkulturą, choć to była właśnie czysta kultura - kontrkulturę to my dzisiaj mamy w postaci masowego festyniarstwa i programów o łyżwach, tańczeniu i śpiewaniu. Te książki wspominające tamte czasy - a rzecz będzie właśnie o książce Brylewskiego - to jest właściwie temat na doktorat, a nie felieton. Nie tylko zresztą książki, aktualnie w internecie Tomek Lipiński spisuje swoją "Prywatną historię Brygady Kryzys".

Brylewski, który wszak przed Brygadą założył już zespół Kryzys, który po Brygadzie pozakładał jeszcze kilka innych zespołów, który był filarem grającego dość specyficzne słowiańskie reggae Izraela, który do dziś co rusz zakłada jakiś zespół i z nim nagrywa, jest dla mnie symbolem tamtych czasów czy też w ogóle symbolem niezależności, samodzielności artystycznej, niezgody na popową pulpę. Człowiek ważny w tamtych czasach, ale myślę, że jeszcze ważniejszy w czasach dzisiejszych, gdy pulpa wylewa się ze wszystkich stron, pulpa telewizyjna i radiowa, w latach gdy Brylewski grał w Kryzysie i Brygadzie Kryzys pulpa była oficjalna, nadzorowana i reglamentowana, dziś pulpa ma pełną wolność i z tej wolności korzysta bezlitośnie, wypełniając każdy metr przestrzeni. Co więcej, dziś pulpa ma nawet wsparcie tych, którzy z pulpą powinni zaciekle walczyć, ale stało się coś takiego, że z pulpą już nawet walczyć nie uchodzi, pulpa została awansowana do poważnego dyskursu, pulpie daje się głos częściej niż kontrpulpie, tak jak częściej daje się głos festyniarskiej kontrkulturze niż kulturze.

Dlatego też wywiad rzeka z Robertem Brylewskim "Kryzys w Babilonie. Autobiografia", który właśnie za chwilę się ukaże, jest wydarzeniem istotnym, zasadniczym oraz lekturą obowiązkową dla tego, komu pulpa przeszkadza. Wywiad zrobił Rafał Księżyk, człowiek, który na muzyce zna się maniakalnie, wszechstronnie i dogłębnie, mam nawet pewne podejrzenia, że różne niszowe awangardowe zespoły na świecie powstają i nagrywają jedynie po to, żeby Księżyk jako jedyny ich wysłuchał.

 

"Kryzys w Babilonie" jest summą życiowych dokonań Brylewskiego, który opowiada o czasach zakładania Kryzysu, poprzez wszystkie swoje późniejsze zespoły i aktywności artystyczne, daje nam wnikliwy obraz PRL-u widzianego od strony zbuntowanego muzyka, kreśli dzieje środowiska muzycznego tamtych czasów, rzecz ma w sobie zarówno rozmach, jak i anegdoty. Przyznaję z niejakim zmieszaniem, że uważałem, iż Brylewski jednak jest człowiekiem jakoś tam odklejonym od rzeczywistości, że to Lipiński raczej zawsze mocniej stąpał po ziemi, tymczasem dostałem w "Kryzysie Babilonu" opowieść człowieka rozsądnego, pragmatycznego, świadomego siebie i świata, człowieka, ma się rozumieć, po różnych granicznych doświadczeniach, ale jednak kogoś, kto mówiąc, ma pełną świadomość tego, co mówi, nieczęsty talent. Pognębię się jeszcze bardziej - mnie nawet zaskoczyło wyznanie, że Brylewski lubi prowadzić samochód i jest dobrym kierowcą, kajam się - mnie się wydawało, że Brylu nie interesuje się tak przyziemnymi w sensie dosłownym rzeczami jak prowadzenie samochodu, myślałem, że w swojej niezależności nie ma on nawet prawa jazdy, a z podróży chętniej wybiera podróże duchowe niż samochodowe.

Sprawą symptomatyczną jest to, że czytałem wywiad z Brylewskim w momencie, kiedy poważny tygodnik "Polityka" robił wywiad z Dodą, artystką estradową, można powiedzieć z dużą brawurą, że osobą z tej samej dziedziny sztuki co Brylewski, w końcu i Brylewski gra koncerty i wydaje płyty, i Doda poniekąd robi to samo. A jednak przecież nie należą oni do tego samego gatunku, to są antypody zupełne. Przyznaję, że lektura wywiadu z Dodą to była jedna z najsmutniejszych rzeczy, jakie czytałem od miesięcy, bo czyż nie jest rozpaczliwie smutne, że wielki dziennikarz, który robił zasadnicze wywiady z Zygmuntem Baumanem, Benjaminem Barberem czy Francisem Fukuyamą, teraz robi wywiad z Dodą, stawiając poniekąd Dodę wśród tej rangi myślicieli jak Bauman, Barber i Fukuyama właśnie.

Im bardziej Jacek Żakowski robi wywiady z Dodą, tym bardziej trzeba czytać Brylewskiego, im bardziej "Polityka" pyta Dodę o Polskę, tym intensywniej trzeba czytać pytania Księżyka i odpowiedzi Brylewskiego. Czytać póki czas, bo o ile wiek XX był wiekiem intelektualistów, wiek XXI będzie już tylko wiekiem celebrytów.

Źródło: Duży Format, internetowe wydanie gazeta.pl

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.