^Powrót na górę

Historia, relacje, recenzje

2013-04-26 Koncert Dezertera

wtorek, 30 kwietnia 2013 07:30 FrytkaPunk


Ponieważ się starzeję, nie zawsze mi się przeddzień chce to co się chciało miesiąc wcześniej.

Będąc zapobiegliwym udzieliłem plenipotencji Honce aby zakupiła bilety dla nas na koncert Dezertera co też śpiesznie, chyżo uczyniła. Niestety Honka nie poczuła tej jedynej możliwości uczestniczenia w czymś wielki, zarejestrowania koncertu dl potomnych i dla mnie. Nawet gdy zaproponowałem, że bilet będzie gratis.  Pojechaliśmy bez kamery, a trochę szkoda. Przez egoizm Honki koncert pozostał ulotną chwilą. Od razu odpowiadam na złośliwe czy dociekliwe komentarze, ja nie mogę trzymać kamery. Jestem Rycerzem Pogo, uwiecznionym nawet w książce (patrz stary artykuł), i z automatu jestem zobowiązany do pogowania. Ale o tym za chwilę.
Dojechaliśmy prawie od strzału do nowego Mega Clubu w Katowicach. To prawie, to 5 km nadrobionej drogi i użycie GPS. Ale zdążyliśmy na czas. Dezerter jeszcze ni grał za to było słychać jakiś support. Nie wiem jaki, czy pierwszy czy drugi. Mają tak dziwnie zapisane nazwy, że chyba tylko fan albo specjalista grafolog jest wstanie dowiedzieć się jak brzmi nazwa zespołu. Po gulgocie dobiegającego się z głośników też nie zorientowałem się co to za kapela. 

Jedno jest pewne Punkrock to nie był. Pograli jeszcze dwa kawałki i nastąpiła przerwa na przełożenie instrumentów następnej kapeli. Nie chciał o mi się stać, podeszliśmy bliżej drzwi aby napawać się wiosennym powietrzem. I tak sobie siedzimy kilka minut myśląc, że zagra za chwile kolejny tajemniczy zespół, gdy do moich uszu dotarły znajome dźwięki: Dezerter zaczyna. I się zaczęło. Na początek trzy stare utwory. Nie pamiętam jakie, ale zacząłem zdzierać gardło (przypomniało mi się, chyba to była Kolaboracja). Później to już różnie było, nowości były przeplatane starociami tak miłymi dla ucha. Po zasadniczej części koncertu i po kilkuminutowych nawoływaniach zagrali na bis trzy lub cztery utwory. A później nastąpiła cisza, nie zagrali więcej. W sumie koncert trwał około półtorej godziny. Czyli nie był za długi, dłużej jechałem w sumie samochodem tam i z powrotem. Cóż mogę jeszcze napisać? Niestety z niewiadomych dla mnie powodów każdy utwór kończył się przerwą zamiast tak jak kiedyś to bywało od razu bez ciszy grany był kolejny utwór. Tego bardzo mi brakowało.  Ale poza tym wszystko jest ok. Osobna kwestia to wybór utworów.  Jak dla mnie to za dużo było nowości, a nie było Szarej rzeczywistości, Polskiej złotej młodzieży, Urodziłem się 20 lat po wojnie. No cóż, więcej na parkiecie było młodzieży, a  oni wolą pewnie nowości.
Podsumowanie po koncercie: moja skóra (ta punkowa) już prawie nie ma prawego rekawa, gardło zdarte, a świetlówka do rana piszczała w głowie.
I na koniec muszę kolejny raz podziękować tym, którzy doprowadzili do sytuacji, że w klubach nie można palić petów. Wielkie dzięki ode mnie i od moich płuc.

Licznik odwiedzin

sigplus

Copyright © 2013. www.FrytkaPunk.pl  Rights Reserved.